Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Outlast 2 - recenzja

Outlast 2 /materiały prasowe

Outlast 2 miał być ciekawszy, obszerniejszy i co najmniej tak straszny, jak poprzednik. Czy zespołowi Red Barrels udała się ta sztuka?

Reklama

Ostatnio nastały dobre czasy dla miłośników survival horrorów. Dopiero co mieliśmy (nie)przyjemność obcować z ohydnymi kreaturami w Resident Evil 7, przypomnieć sobie Resident Evil 2 dzięki wydaniu HD, do sklepów trafił właśnie Outlast 2, a na horyzoncie znajdują się między innymi Agony (z Polski rodem), Allison Road oraz Friday the 13th. Skupmy się na produkcji Red Barrels, do której twórcy proponowali dokupić paczkę pieluch. Czy Outlast 2 rzeczywiście jest tak straszny?

Na pewno można napisać, że jest niezwykle klimatyczny. Od samego początku otacza nas tajemnicza, przyprawiająca o ciarki na plecach atmosfera, a stopniowo i zaskakująco rozwijająca się fabuła sprawia, że trudno oderwać się od ekranu. Oczywiście nie zdradzimy żadnych szczegółów scenariusza. Napiszemy tylko, że cała przygoda rozpoczyna się w śmigłowcu, którym lecą Blake i Lynn Langermannowie. To małżeństwo, które wyruszyło na poszukiwania rozwiązania zagadki śmierci tajemniczej kobiety, znanej jako Jane Doe, która wcześniej została znaleziona przy drodze, ciężarna i wykończona. Jednak to tylko punkt wyjścia dla szalenie interesującej historii, którą ma nam do opowiedzenia Outlast 2.

Reklama

A czy nowa produkcja Red Barrels jest straszna? Dobrze, odpowiedzmy wreszcie na to pytanie. Tak, jest straszna. Miejscami nawet bardzo. Grając w Outlast 2 na słuchawkach, w ciemnym pomieszczeniu, musieliśmy raz na jakiś czas robić sobie przerwy. Każda lokacja, którą odwiedzamy, została doskonale zaprojektowana. Każda została zaprojektowana z dbałością o szczegóły szczegółów. Co i rusz oglądamy widoki potrafiące wywołać odruch wymiotny. Nie graliśmy chyba jeszcze w grę tak brutalną i dosłowną w swoim przekazie. Wybebeszone krowy, masowe mogiły, zamordowane maleńkie dzieci... Nie, to zdecydowanie nie jest gra dla dzieci ani niedojrzałej młodzieży.

Outlast 2, podobnie jak poprzednik, jest skradanką, w której nie walczymy wcale. Rozgrywka składa się z eksploracji przerażających i mrocznych lokacji, omijania chcących nas dopaść przeciwników (nie zdradzimy, kim są, ale napiszemy, że w sumie trafiamy na reprezentantów dwóch różnych ugrupowań) oraz uciekaniu przed tymi, którzy już nas dostrzegli. Nie wszystkich konfrontacji da się uniknąć. Autorzy zaprojektowali szereg fragmentów, podczas których jesteśmy skazani na spotkanie z wrogiem i na ucieczkę przed nim. Zostały one w całości oskryptowane i należą do najsłabszych elementów gry. Na szczęście to tylko jej cząstka, na którą można przymknąć oko.

Blake Langermann, w którego się wcielamy, nosi przy sobie kamerę, z której co i rusz robimy użytek. Przede wszystkim mowa o funkcji noktowizji, dzięki której możemy dostrzec cokolwiek w licznych lokacjach pozbawionych jakichkolwiek źródeł światła. Ponadto możemy korzystać z zamontowanego w niej mikrofonu, który pozwala usłyszeć, czy i gdzie znajduje się wróg, a także przybliżać obraz w razie potrzeby. Kamerą możemy także nagrywać określone miejsca i wydarzenia. Robiąc to, zdobywamy dostęp do dodatkowego komentarza na ich temat. Kamera jest zasilana bateriami, które musimy zbierać, nie chcąc pozbawić się możliwości widzenia w ciemnościach. Ponadto warto rozglądać się za bandażami, które pozwalają nam wyleczyć rany.

Outlast 2 bazuje na silniku Unreal Engine 3.5 i prezentuje grafikę na naprawdę wysokim poziomie. Przede wszystkim projekty lokacji muszą robić wrażenie. To zasługa nie tylko drobiazgowości projektantów, ale też świetnych efektów, w tym oświetlenia i cieniowania. Przez cały czas oprawa trzyma ten sam poziom, ale jest kilka takich miejsc, w których aż chce się krzyknąć: "wow!". Gęstą atmosferę panującą w Outlast 2 cały czas podkreśla udźwiękowienie. Autorzy wiedzieli doskonale, kiedy grać ciszą, a kiedy wykorzystać tajemnicze motywy muzyczne czy sugestywne odgłosy.

Outlast 2 nie zachwycił nas może tak bardzo, jak Resident Evil 7, ale produkcja Red Barrels nie jest od niego wyraźnie gorsza. To survival horror, który zachwyca klimatem, fabułą i projektami lokacji. Miewa swoje gorsze chwile, ale poza nimi jest wykonany wręcz wzorowo. Absolutny "must-have" dla każdego miłośnika wirtualnych opowieści grozy.

Dowiedz się więcej na temat: Outlast 2

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje