W piątek na łamach serwisu Windows Central pojawił się wywiad z Philem Spencerem, który w pewnym momencie, zapytany o typy gier, które jego zdaniem powinny doczekać się ożywienia, wspomniał o serii Banjo-Kazooie i fanach, którzy czekają na kontynuację.
Zauważyliście w naszej historii, że nie zabieramy się za każdą markę, za którą zdaniem naszych fanów powinniśmy się zabrać — fani Banjo, słyszę Was. Natomiast prawdą jest, że jeśli znajdziemy właściwy zespół oraz okoliczności, to fantastycznie byłoby zobaczyć ponownie niektóre historie i postaci, które już kiedyś widzieliśmy
Spencer poruszył także proces odświeżania starych marek, wyjaśniając, że próbuje angażować w niego pierwotnych twórców, zanim zdecyduje się podjąć dostarczenia jakiegoś projektu.
W zespole stojącym za projektem musi być pasja. Nie oznacza to, że za każdym razem musi to być oryginalny team, który stworzył daną grę. Może to tylko moje podejście, ale nie chcę też brać sobie marki od jakiegoś zespołu i odsuwać ich od dyskusji i z procesu dewelopmentu czegoś nowego na jej bazie. Oryginalni twórcy, ich kultura, pewne lekcje, które zostały wyciągnięte z przeszłych doświadczeń są tutaj bardzo ważne
Plotki o nowym Banjo-Kazooie pojawiają się regularnie co kilka lat od chwili, kiedy w 2008 roku pojawiło się Nuts and Bolts. Choć byli twórcy określili szanse na powrót marki w tym roku jako nikłe, to zdaniem wielu fanów jest to jedna z tych serii, która zdecydowanie zasłużyła na powrót w nowoczesnym wydaniu.
Jednak do momentu aż nie okaże się, czy słowa Spencera nie były faktyczną sugestią na temat jej powrotu, to najlepsza okazja do zagrania w coś podobnego to wydana niedawno gra Yoka-Laylee, duchowy następca stworzony przez kilku spośród oryginalnych twórców Banjo-Kazooie.










