Reklama

Knights of Honor 2: Sovereign - recenzja. Średniowieczna Europa, jakiej nikt nie znał

​Tę recenzję miałem zacząć od słów o tym, że jest to gra dla bardzo wąskiej i specyficznej grupy odbiorców. Głównie ze względu na gatunek i poziom złożoności.

Jednak wraz z kolejnymi dniami spędzonymi w średniowiecznym świecie doszedłem do wniosku, że Knights of Honor 2: Sovereign to wcale nie pozycja dla wybrańców. Owszem, gra jest rozbudowana jak diabli, ale twórcy potrafili tę złożoność podać w przystępny sposób. Z powodzeniem mogą próbować w niej swoich sił także mniej doświadczeni gracze, którzy marzą o czymś nieco ambitniejszym od strzelanek i zręcznościówek. A przy okazji lubią średniowieczne klimaty.

Knights of Honor 2: Sovereign wbrew nazwie nie wsadza nas w buty rycerza, tylko króla. Naszym zadaniem jest zbudowanie mocarstwa w średniowiecznej Europie (zaczynamy w 1110, 1224 albo 1360 roku). Prowadzimy do tego jedno z państw lub jedną z prowincji, wśród których znajdujemy m.in. Małopolskę. A sztuki dokonujemy, podążając ścieżką gospodarczą, stosując dyplomację lub tocząc wojny. Albo mieszając wszystkie te ingrediencje w różnych proporcjach. Wszystko to w formule strategii czasu rzeczywistego.

Reklama

Jaką rolę pełnią w Knights of Honor 2: Sovereign tytułowi rycerze? Otóż w grze przewodzimy radzie królewskiej, której członków mianujemy sami. Wybieramy ich spośród rycerzy (może być ich maksymalnie ośmiu) o różnych zdolnościach. Są wśród nich szpiedzy, dyplomaci, kupcy, a nawet duchowni. Jak pewnie się domyślacie, to, na kogo postawimy, decyduje o premiach i możliwościach na naszej drodze do potęgi.

Oczywiście nie ma mowy o mocarstwie bez odpowiedniej ilości surowców. Tych w Knights of Honor 2: Sovereign jest kilka. Najbardziej pospolite jest złoto, za które stawiamy budowle (mieszkalne, rolnicze, wojskowe oraz religijne), szkolimy wojsko, kupujemy najemników czy dokonujemy przekupstw. Księgi z kolei pozwalają rozwijać bohaterów i pielęgnować tradycje, żywność jest niezbędna do funkcjonowania armii, a o jej maksymalnej liczebności decyduje to, ile mamy zasobów ludzkich. Są jeszcze punkty handlu oraz religijności. Pierwsze pozwalają nawiązywać nowe relacje handlowe, a dzięki drugim możemy na przykład przejść na inną wiarę.

Knights of Honor 2: Sovereign zmusza nas do ciągłego myślenia. Niemal cały czas na pierwszym planie znajduje się polityka. Poświęcono jej osobną, rozbudowaną sekcję, z której zdobywamy mnóstwo informacji i w której zawieramy sojusze, wszczynamy wojny czy aranżujemy małżeństwa. Sytuacja jest dynamiczna. Na arenie międzynarodowej ciągle dochodzi do zmian, na które musimy na bieżąco reagować.

A gdy dyplomacja zawodzi, trzeba sięgnąć po oręż. Gdy dochodzi do bitwy, przenosimy się do trójwymiarowego widoku, w którym zarządzamy naszymi wojskami. Opcji jest w nim raczej niewiele. Nie wyciągajcie z szafy strojów Napoleona. Nie macie się co nastawiać na taktyczne wyzwanie. Na starciach zawiodłem się do tego stopnia, że szybko zacząłem korzystać z opcji automatycznego rozstrzygania potyczek. Na szczęście twórcy o niej nie zapomnieli.

A skoro o słabszych stronach Knights of Honor 2: Sovereign mowa, trzeba wspomnieć o szacie wizualnej. Gra wygląda, jakby powstała w ubiegłej epoce. Wiem, że w takim gatunku, jak ten, można przymknąć oko na warstwę graficzną... ale nie trzeba. Po spędzeniu ponad dwudziestu godzin ze śliczną mapą z Victorii 3 nie potrafię. Moje postrzeganie standardów i oczekiwania uległy przeobrażeniu.

Knights of Honor 2: Sovereign powinno zadowolić każdego miłośnika strategii, niekoniecznie weterana gatunku. Z jednej strony to gra bardzo rozbudowana, a z drugiej przystępna na tyle, że nawet średnio doświadczony gracz sobie z nią poradzi. I gdy już się rozsiądzie w królewskim tronie, nie będzie chciał go długo opuszczać.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Knights of Honor 2: Sovereign

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy