Reklama

Assassin's Creed: Valhalla - Gniew Druidów - recenzja

​Z Assassin's Creed: Valhalla spędziłem około 75 godzin. Przy pierwszym dodatku nie dobiłem do setki, ale znacząco się do niej zbliżyłem.

Assassin's Creed: Valhalla - Gniew Druidów zapewnia prawie 20 godzin dodatkowej zabawy z Eivorem (lub Eivor) w roli głównej, z czego około dwunastu zajmuje ukończenie wątku fabularnego. Przygodę można rozpocząć już po ukończeniu podstawki, jak również w trakcie. Wystarczy, że ukończymy pierwsze rozdziały i udamy się na spotkanie z Azar, która przybywa do naszej osady, by poinformować, że wzywa nas do siebie jeden z królów Irlandii. Po morskiej przeprawie przenosimy się do zupełnie nowej lokacji. Nie za dużej, ale atrakcyjnej - zarówno pod względem formy, jak i zawartej w jej obrębie treści.

Reklama

Pierwsze chwile spędzone z Assassin's Creed: Valhalla - Gniew Druidów to przypominanie sobie prostych czynności z gatunku przynieś, zanieś, pozamiataj. A raczej - by trzymać się konwencji - wyeliminuj zgraję bandytów, wygraj zawody w piciu piwa, ograb kościół ze skarbów. To trochę nudne, ale raz, że pozwala opanować na nowo sterowanie i najważniejsze, a dwa, że później akcja się rozkręca. Gdy pojawia się główny wątek fabularny, osadzony w miejscowym folklorze i mówiący m.in. o tytułowych druidach, gra zaczyna wciągać i trudno się od niej oderwać aż do końca.

Autorzy pokusili się o wprowadzenie paru nowinek. Poza zupełnie nową mapą (cała akcja dodatku toczy się w Irlandii), nowymi typami przeciwników czy nowymi rodzajami broni pojawiła się mechanika związana ze zdobywaniem i rozbudową placówek handlowych, dająca dostęp do cennego ekwipunku. Jednak nie została ona rozwinięta na tyle, aby chciało się jej poświęcać więcej czasu. W warstwie rozgrywki nie oczekujcie zbyt wiele świeżości. Assassin's Creed: Valhalla - Gniew Druidów to po prostu więcej tego samego, co znamy z podstawki.

Natomiast pochwalić trzeba fabułę, klimat i miejsce akcji. Irlandia w Assassin's Creed: Valhalla - Gniew Druidów to żadne kopiuj-wklej z planszy znanej z podstawki. To zupełnie nowe krajobrazy, budynki czy roślinność. Nie zabrakło nawet charakterystycznej irlandzkiej tęczy. Samo eksplorowanie daje dużo przyjemności i niemal nieustannie zachęca do zatrzymywania się w celu zrobienia screena. Szczególnie, jeśli gra się na konsoli nowej generacji. Na obu Assassin's Creed: Valhalla wygląda fenomenalnie i działa w 60 FPS-ach (w trybie wydajności).

Assassin's Creed: Valhalla - Gniew Druidów to w gruncie rzeczy to samo, co znamy z podstawki, tylko w nowym krajobrazie. Rozszerzenie jest ciekawe, zapewnia sporo zabawy i każdy miłośnik tej serii powinien zaliczyć je w kilka dłuższych wieczorów, ale muszę przyznać, że lepiej bawiłem się przy DLC do poprzednich odsłon serii - Origins i Odyssey. Być może Ubisoft zachwyci nas dopiero kolejnym dodatkiem, którego akcja rozegra się w Paryżu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje