Król konsolowych FPP w końcu zasiadł na zasłużonym tronie...
No dobra, ale o czym opowiadała ta przełomowa produkcja? Wszystko zaczyna się w podziemnej kolejce, która wioząc naszego głównego bohatera Gordona Freemana, naukowca i badacza, do jego miejsca pracy, prezentuje uroki podziemnej placówki badawczej o nazwie Black Mesa. Kroczące maszyny przenoszące jakieś skrzynie, krzątający się pracownicy tajnej bazy, ochroniarze doglądający spokoju, dziwne sale badawcze, głowice jakiś rakiet - codzienne życie tajnej, rządowej organizacji. Kiedy dojeżdżamy na miejsce, podchodzi do nas ochroniarz, który otwiera nam drzwi i prowadzi nas do naszego miejsca pracy. Podobno dzisiaj wielki dzień. Ma zostać przeprowadzony ważny eksperyment z użyciem wrót "międzywymiarowych", a Ty, Drogi Graczu, masz wziąć w nim udział. Oczywiście coś się nie udaje i następuje usterka, która sprowadza do naszego wymiaru hordę przedziwnych stworów. Panika, ucieczka i śmierć czyhająca na każdego pracownika placówki. Żadnego ratowania świata, umiejętności zabójcy czy stylu ninja - naturalna i jak najbardziej ludzka chęć ucieczki i ratowania własnej skóry. Właśnie takie uczucie towarzyszy nam podczas próby bezpiecznego opuszczenia Black Mesa. Oczywiście wcześniej musimy przedrzeć się przez setki przeciwników, dowiedzieć się nieco o prawdziwym obliczu ścieżki fabularnej oraz poznać głównego mąciciela całej imprezy...

Half-Life 2
Naszym oczom ukazuje się dworzec, miejsce tak podobne architektonicznie, jak te spotykane w Polsce. Aż ciarki przechodzą. Dosłownie jakby to miało się wydarzyć naprawdę. Na wielkim ekranie, niczym wielki brat, wita nas starszy jegomość, mówiąc nam, iż dobrze wybraliśmy to miejsce i że jest tu znacznie bezpieczniej. Czas się ruszać. Widzę, że inni kierują się w stronę jakiegoś wyjścia, więc pójdę za nimi. Moim oczom rzucają się wszędobylskie kamery, czytniki i sensory, ogromne ilości strażników... To oni! Jednostki kombinatu. Dziwne maski, pałki i odbezpieczona broń. Nie dam im powodu do zabicia mnie, jeszcze nie... Nagle zatrzymuje mnie jeden ze strażników. Przecież nic nie zrobiłem, ja tylko szukałem wyjścia. Na próżno. Eskortowany, docieram do jakiejś celi. Fotel, multum krwawych śladów, kolejne kamery oraz działka podwieszone pod sufitem. Mam przerąbane...
Source
Havoc to nie tylko reakcja poszczególnych obiektów na naszą agresję. To również szereg możliwości, które pozwolą nam na osiągnięcie zamierzonego celu. Ustawienie kilku beczek, aby odpowiednia deska uniosła się, umożliwiając nam dalszą drogę; uszkodzenie odpowiedniego wspornika, który załamie całą konstrukcję, abyśmy mogli osiągnąć wyznaczone wzniesienie; ogromny magnez, który pozwoli nam przesunąć wielki kontener, którym potem możemy uprzątnąć wojska kombinatu. Valve zaszalało...
Muzyka przygotowana specjalnie do "Half-Life'a 2" to kolejne mistrzostwo świata - "okrutnie" klimatyczna, filmowa, pełna pożądanych motywów i budującego nastroju. Szczerze powiem, że czasami miałem wrażenie, iż mimo tych wszystkich efektów to właśnie ścieżka dźwiękowa zapewniła tak wybitne wrażenia.
Nie tylko z buta...
Na koniec pozostawię Wam element najbardziej reklamowany i zachwalany przez ekipę "Half-Life'a 2". Chodzi mianowicie o "sztuczną inteligencję" zarówno przeciwników, jak i sojuszników Gordona Freemana. Zapowiadany przełom i potęga tego aspektu moim zdaniem znacznie odbiega od rzeczywistości. Po pierwsze wojska Kombinatu to jedynie jednostki, które mogą nam "przeszkodzić" w dążeniu do celu. Nie spotkamy z ich strony żadnych złożonych taktyk czy zachowań - ot, standardowo: chowają się, rzucają granatami, wzywają wsparcie, czasami zajdą od tyłu lub przeprowadzą w miarę składną akcję. Są to jednak wyjątki i najczęściej "Half-Life 2" nie wymaga od nas wielkiego wysiłku. Podobnie jest z naszymi sojusznikami, ale z nimi jest jeszcze gorzej. Nie raz zakląłem, kiedy pięcioosobowa ekipa jedynie przeszkadzała mi w pokonywaniu ciasnych korytarzy. Ani nie osłonią, ani nie odnajdą jakiejś kryjówki. Czasami widok był żenujący. Być może przesadzam, w końcu mamy do czynienia z przyzwoitą inteligencją przeciwników, ale te zapowiadane rewolucje zadziałały na mnie jak płachta na byka. Szkoda...









