Reklama

Ray Liotta nie żyje. Twórcy GTA oddają hołd zmarłemu aktorowi

​Informacje o śmierci wybitnego aktora filmowego i dubbingowego Raya Liotty odbiły się szerokim echem na całym niemal świecie. Hołd artyście oddało teraz studio Rockstar Games, które miało okazje z nim współpracować przy okazji produkcji gry Grand Theft Auto: Vice City.

Wczoraj zza Oceanu dopłynęły przytłaczające i bardzo smutne wieści. Ray Liotta zmarł we śnie w wieku 67 lat podczas swojego pobytu na Dominikanie. Tam Amerykanin miał kręcić nowy film - "Dangerous Waters".

Najwięcej rozpoznawalności aktorowi przyniosła rola w "Chłopcach z ferajny". To właśnie w filmie Martina Scorsese Liotta wcielił się w Henry’ego Hilla i wystąpił u boku m.in. Roberta De Niro czy Joe Pesciego.

Produkcji, w których zaistniał 67-latek, było jednak dużo więcej, a na liście znajdziemy jeszcze m.in.: "Dziką namiętność", "Historię małżeńską", "Cop Land" czy "Wielki podryw".

Reklama

Twórcy GTA oddają hołd zmarłemu aktorowi

Artysta zawodowo zajmował się także aktorstwem dubbingowym, a głos po raz pierwszy podkładał w legendarnej grze Grand Theft Auto: Vice City, wcielając się w rolę Tommy’ego Vercettiego. Sylwetka tej postaci powinna być kojarzona przez większość fanów gier z cyklu GTA.

Chociaż aktor miał związek tylko z jedną częścią popularnej serii od Rockstar Games, o należyty hołd zadbali sami producenci z amerykańskiego studia.

Po stracie Raya Liotty spływają teraz wyrazy głębokiej rozpaczy ze strony miłośników kina, jak również od kolegów i koleżanek z branży, z którymi artysta miał okazje zaprezentować się na dużym ekranie w wielu znamienitych dziełach.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy