Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Iron Harvest: Bardzo poszukiwana strategia czasu rzeczywistego

​Miłośnicy gier strategicznych w ostatnim czasie nie są specjalnie rozpieszczani przez producentów. Chociaż baza fanów gatunku RTS (Real Time Strategy) na przestrzeni lat uległa zdecydowanemu powiększeniu - coraz więcej tytułów pojawia się równolegle na konsolach - to nie można tego samego powiedzieć o wachlarzu wartych uwagi pozycji - ten niestety, nie ulega rozszerzeniu.

Właściwie w ciągu ostatnich siedmiu lat na rynku zawitały zaledwie dwie wojenne strategie czasu rzeczywistego - Company of Heroes 2 (w 2013 roku) i Sudden Strike 4 (w 2017 roku). Od tamtej pory minęło sporo czasu, ale pod względem nowości niestety, nic się nie zmieniło. Jednak na horyzoncie pojawiła się nadzieja w postaci Iron Harvest - czy strategia od twórców znanej przygodowej serii The Book of Unwritten Tales zdoła stanąć na wysokości i wypełnić lukę na rynku?

Reklama

Propozycja od King Art Games mechaniką nawiązuje do wspomnianych wcześniej kultowych serii CoH i SS. To typowa strategia czasu rzeczywistego, w której zadaniem gracza jest budowa bazy i walka o zajęcie określonych punktów na mapie, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Dodatkowo Iron Harvest także przedstawia obraz wojny, tylko w nieco innym, alternatywnym świetle - w stylu dieselpunk. Chociaż podłoże konfliktu nawiązuje do historii - walka między trzema frakcjami - Polanii, Rusvietów i Saksończyków (Polska, Rosja, Niemcy), to arsenał, jakim dysponują poszczególne armie zdecydowanie nie pokrywa się z faktami. Niemieckie studio postanowiło nawiązać współpracę ze znanym artystą Jakubem Różalskim, autorem emocjonujących obrazów przedstawiających okres międzywojennej polski w zupełnie odmienny, nieszablonowy sposób i przenieść zaprojektowane przez niego uniwersum 1920+ do cyfrowego świata gier.

Czy taki zabieg może się sprawdzić? Bardzo prawdopodobne. Liczby mówią same za siebie - projekt w crowdfundingowym serwisie Kickstarter wsparło ponad 16 tysięcy osób, a łączna kwota, jaką prywatni inwestorzy przeznaczyli na produkcję gry wyniosła ponad 1,5 milionów dolarów. Zainteresowanie Iron Harvest jest ogromne. Nic w tym dziwnego, bo z ujawnianych, co jakiś czas dzienników dewelopera wynika, że zapowiada się wielki hit 2020 roku. 

Wojenny multitasking

Rozgrywka w IH polega na planowaniu poszczególnych ruchów, wykorzystując system monitorowania i modyfikowania otoczenia, przejmując punkty i zasoby, zanim zrobią to jednostki przeciwnika. Zaprojektowane przez King Art Games, we współpracy z polskim artystą postaci oraz tła są różnorodne i bogate w detale (elementy mapy mogą ulec całkowitemu zniszczeniu). Podczas gry przyjdzie nam stoczyć bitwy w miastach, na ich obrzeżach, czy choćby polach uprawnych, w różnych warunkach atmosferycznych. W grze nie tworzy się okopów, one zostały już wygenerowane na mapie (jako pozostałość po I wojnie światowej). Zamiast nich budować można bunkry, kopalnie, rozkładać drut kolczasty, itp. Jednak trzeba pamiętać, że każda, nawet najbardziej mocna osłona może przestać istnieć w kilka sekund, jak tylko na horyzoncie pojawi się broń gotowa sforsować daną barierę. W Iron Harvest podobnie jak w Company of Heroes większy nacisk położony został na taktykę, ciągle pozostawanie w ruchu niż rozbudowywanie bazy.

Walka toczy się wyłącznie na ziemi. Nie ma jednostek powietrznych ani morskich. Dla fanów podniebnych ataków namiastką mogą okazać się naloty i uderzenia artyleryjskie poszczególnych jednostek z dystansu. Do dyspozycji oddana jest piechota i gigantyczne mechy w kilku rozmiarach - lekkich, średnich i ciężkich. Przebiją się przez każdy budynek na mapie. Jednostki różnią się atrybutami, każda frakcja ma swoje wady i zalety. Ciężkie mechy dysponują dużą odpornością, ale przez to są ociężałe. Polanie mają zwykle tańsze, ale słabsze i szybsze jednostki. Z kolei Saksończycy są drożsi, ale zdecydowanie bardziej potężni. Chociaż jak Achilles każda machina wojenna posiada swój słaby punkt, którym przeważnie są plecy. Pomimo wielu zmiennych gra została bardzo dobrze zbalansowana. Piechota odgrywa ważną rolę, ale "gołymi rękami" trudno zwyciężyć "stalowe bestie". Karabin niestety, nie działa na czołg. Jednak odpowiednia strategia i zajście mecha od tyłu pozwoli podwoić, a nawet potroić zadawane obrażenia. Jednak takie akcje nie są proste, wymagają sprytu, odpowiedniego ustawienia, a przede wszystkim  ciągłego obserwowania sytuacji na mapie.

Im są więksi, tym boleśniej upadają

Trzeba ciągle być w gotowości bojowej, co prowadzi do sedna zabawy - w trakcie rozgrywki do dyspozycji oddana zostaje baza, gdzie produkowane są jednostki, ale nie da się spędzać w niej zbyt wiele czasu. Służy ona do tworzenia broni, a nie rozbudowanych laboratoriów badawczych. Zresztą nie ma na to chwili, bo o wiele więcej dzieje się w innej części mapy, na polu bitwy, którego lepiej nie spuszczać na długo z zasięgu wzroku.

Mechy są bardzo potężnymi jednostkami i wydawać by się mogło, że dysponując takim orężem piechota jest zbyteczna do osiągnięcia sukcesu podczas walk. Jednak nic bardziej mylnego - to właśnie podstawowe jednostki odpowiadają za naprawianie mechów i leczenie jednostek. Co ważniejsze, są jedynymi, którzy mogą zdobywać punkty zasobów. Gromadzenie zasobów żelaza i ropy odbywa się przez punkty rozrzucone po mapie. Mogą je zabrać jedynie żołnierze - dostępne są różne rodzaje skrzynek - białe z bronią, beczki z ropą, żelazne z żelazem.

Żelazne żniwa

Żelazne żniwa to termin, który nie został wymyślony przez twórców gry, ale sprytnie zaimplementowany, nadano mu istotne znaczenie w grze. Na świecie sporo osób zajmuje się wyszukiwaniem i pozyskiwaniem zakopanej w ziemi amunicji i broni. Twórcy gry postanowili wykorzystać ten aspekt w Iron Harvest. Kiedy jednostka piechoty ginie i upuszcza broń, można na to miejsce wysłać innego żołnierza, by ją przejął. Jeśli w regimencie dostępni są inżynierowie, a trzeba pokonać armatnich, to wystarczy tylko przejąć broń, by jednostkę z podstawowym wyposażeniem zamienić w kanoniera. Zmiana klasy broni pozwala wystawić z pozoru słabsze jednostki przeciw silniejszym wrogom. Jednak do tego potrzebna jest ciągła kontrola nad wydarzeniami - dla przykładu grenadierzy mogą rzucać granatami, ale domyślnie używają karabinów. Jeśli mają użyć broni wybuchowej, trzeba ręcznie wybrać tę opcję z menu i wskazać cel.

Nieco inaczej jest z mechami, zestrzelony potwór żelazny nie traci broni. Jego wrak pozostaje na polu bitwy, tworząc naturalną blokadę - można wykorzystać do naturalnej osłony lub pozyskać z niego złom żelaza. Ponownie mogą zrobić, to tylko jednostki piechoty. To ciekawe rozwiązanie, które może stać się strategią niejednokrotnie przyczyniającą się do osiągnięcia wiktorii. Przykładowo inwestując w słabsze jednostki, które pozyskają silną broń, można w ekonomiczny sposób uzyskać potężnych żołnierzy.

Niekończąca się wojna

Wszystkie wymienione formacje będzie można wypróbować w kilkudziesięciu misjach trzech kampanii, podzielonych ze względu na frakcje. Rozgrywka dostępna będzie w trybie single player, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by do zabawy dołączył znajomy i kontynuować walkę w trybie kooperacji. Sporo atrakcji czeka także na fanów multiplayera - twórcy przewidują stworzenie sezonów i rankingowych meczy. Do tego wszystkie w przyszłości przewidziane są darmowe DLC i regularne aktualizacje.

Dowiedz się więcej na temat: Iron Harvest

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje