Reklama

Iron Man

Jak świat światem, ludzkość potrzebuje bohaterów. Jeżeli akurat brakuje nam prawdziwych bądź też z jakiś powodów ci już istniejący dewaluują się, sięgamy po mitycznych lub wymyślamy nowych. W tworzeniu nowych herosów od lat dwudziestych ubiegłego wieku przodują Amerykanie.

Ich twórczość przyniosła światu takie postaci, jak Kapitan Ameryka, Superman czy właśnie Iron Man. Bohaterowie ci ewoluowali wraz z upływem lat, zmieniającą się grupą czytelników i nowymi trendami. Zazwyczaj zaczynali jako amerykańscy patrioci, którzy walczyli z wrogami swego kraju i dawali dobry przykład, za którym mieli podążać inni. Z czasem jednak czytelnicy zaczęli wymagać od komiksów czegoś więcej i dlatego ci starzy bohaterowie zaczęli mieć dylematy moralne i mroczne sekrety.

Nie inaczej było z Iron Manem. Został on wykreowany w roku 1963 przez czterech amerykańskich artystów jako superbohater walczący z komunistami. Jego postać wzorowana była na Howardzie Hughesie, amerykańskim podróżniku, wynalazcy, milionerze i playboyu. I taka jest właśnie postać "Żelaznego Człowieka". Anthony Edward Stark, gdyż tak naprawdę nazywa się nasz heros, jest właśnie multimilionerem, któremu nie oprze się żadna kobieta. Jego fortuna pochodzi z rodzinnej firmy Stark Industries, produkującej projektowaną przez niego broń. W pewnym momencie swego życia bohater przechodzi jednak odnowę moralną i zaczyna używać swego talentu, by chronić swój własny kraj oraz naprawić wyrządzone przez siebie krzywdy.

Reklama

Z całą tą historią można zapoznać się albo czytając komiksy, albo też oglądając wydany niedawno film z Robertem Downeyem Jr. w roli głównej. Ekranizacja ta odniosła niespodziewany sukces i, wbrew wszelkim obawom, okazała się obrazem naprawdę wartym obejrzenia. W roli głównej wystąpił tam Robert Downey Jr., którego znakomita gra aktorska ratuje wszelkie niedociągnięcia fabularne i nadaje Iron Manowi ludzką twarz. Oczywiście nie jest niczym niespodziewanym, że wraz z kasowym filmem o superbohaterze pojawia się gra komputerowa skierowana na wszystkie możliwe platformy, tak by każdy, kto zobaczy film, mógł wcielić się w Żelaznego Człowieka i własnoręcznie przerobić na mielone setki wrogów demokracji. Jak zwykle w takich wypadkach nikt nie spodziewał się, że tytuł ten będzie czymkolwiek więcej niż tylko typową egranizacją, jakich wiele pojawia się co roku na rynku. Jednakże film okazał się sporym zaskoczeniem, więc może podobnie jest również i w wypadku gry? Zanim jednak odpowiemy sobie na to pytanie, przyjrzyjmy się bliżej temu tytułowi.

Jestem Iron Man...

Oczywiście nikogo nie zaskoczy fakt, że w grze animujemy postać samego Iron Mana. Zaczynamy historię mniej więcej tam, gdzie w filmie zaczyna się akcja, czyli w grocie gdzieś w górach Afganistanu. Tony Stark właśnie skończył budowę prototypu swego niesamowitego pancerza wspomaganego i dzięki niemu wyrywa się na wolność. Ten etap jest swojego rodzaju tutorialem, który pomaga nam zaznajomić się z podstawowym sterowaniem i pozbawić życia kilkudziesięciu terrorystów. Prawdę powiedziawszy, gdyby tak wyglądała cała gra, to kompletnie nie byłoby o czym pisać. Ot, idziesz prosto przed siebie i zabijasz wszystko, co stanie na twojej drodze. Na całe szczęście później jest dużo lepiej.

Aby było ciekawiej, następna misja... Również jest samouczkiem, tylko tym razem pokazuje nam wszystko to, co w grze jest naprawdę ciekawe. To właśnie na tej sporej, otwartej mapie odwzorowującej siedzibę Stark Industries dowiemy się, jak unosić się w powietrzu, latać, manewrować i walczyć. Pozostaje zagadką, czemu na sam początek gry jej twórcy zafundowali nam taką beznadziejnie nudną planszę, która jako żywo przypomina River Ride z Commodore 64. Oczywiście, mogło być to podyktowane koniecznością przedstawienia początków historii Iron Mana lub chęcią zaprezentowania jego prototypowej zbroi. Można było to jednak przedstawić inaczej, ot, choćby jako interaktywne intro lub retrospekcję w późniejszym etapie gry. Jednakże nie nam uczyć twórców gry ich fachu; pozostaje tylko niesmak, że tak fatalnie zrobiono - było nie było - wizytówkę gry.

Szczęśliwie później robi się już dużo ciekawiej. Co prawda sama fabuła nie trzyma się sztywno scenariusza filmowego, ale może to i lepiej, jako że wtedy byłaby po prostu nudna. Zamiast tego wykorzystano w niej wiele motywów znanych z komiksów i kreskówek o Żelaznym Człowieku. Mamy zatem możliwość walczyć zarówno z organizacją Ten Rings, jak i AIM. Przed nami pojedynki z różnymi bossami, którymi są zarówno potężne maszyny, jak i superłotrzy, korzystający oczywiście z technologii Starka. Przyjdzie nam zatem zmierzyć się między innymi z gigantycznym czołgiem, latającą fortecą oraz rosyjskim Iron Manem napędzanym energią nuklearną. Całkiem sporo jest również modeli normalnych przeciwników, których tuzinami będziemy niszczyć na polu walki. Spotkać tu zatem możemy wszystko - od zwykłych, zupełnie niegroźnych piechurów, przez czołgi, samoloty, helikoptery, wyrzutnie rakiet, aż po wielkie działa i międzykontynentalne rakiety dalekiego zasięgu. Aby nam jednak to wszystko się zbyt szybko nie znudziło, z upływem czasu będziemy spotykać bardziej zaawansowane wersje tych jednostek, wszystkie zbudowane oczywiście dzięki wykorzystaniu technologii Stark Industries.

...Pozabijam wszystkich, mówię wam

Dość już jednak o fabule, zwłaszcza że jest ona prosta jak drut i tak naprawdę niewarta uwagi. Tym, co w tej grze jest najważniejsze, jest oczywiście akcja, akcja i jeszcze raz akcja. Całość podzielona jest na kilkanaście rozgrywających się w różnych częściach świata misji, w czasie których musimy nie tylko eksterminować wrogów, ale także wykonywać zadania poboczne. Fabuła przeprowadzi nas zatem przez góry Afganistanu, bliżej niesprecyzowany Daleki Wschód, oceaniczne wyspy, Europę, amerykańskie miasto i Arktykę. Na brak zróżnicowania zatem nie można narzekać, zwłaszcza że plansze są dość rozległe i przemieszczanie się po nich nie nuży.

Jak już wspomnieliśmy, esencją gry jest walka. Należy przyznać, że autorzy postarali się, aby była ona dość urozmaicona. Mamy więc nie tylko wielu wrogów, ale i wiele sposobów ich eksterminacji. Podstawowym jest oczywiście strzelanie do nich z repulsorów umieszczonych na rękawicach naszego bohatera. Jest to najszybsza i najmniej energożerna z broni, choć jednocześnie najmniej skuteczna. Zwłaszcza na początku trzeba się trochę postarać, zanim za ich pomocą zniszczy się czołg. Innym sposobem eksterminacji wrogów są rakiety zamocowane na nadgarstku pancerza. Ich siła rażenia jest już konkretna, jednakże potrzebują trochę czasu, aby się ponownie naładować. Kiedy natomiast uda się nam zbliżyć do przeciwnika, możemy próbować zniszczyć go wręcz. Nie jest to wbrew pozorom trudne zadanie. Dzięki jego ogromnej sile Iron Manowi wystarczy raptem kilka ciosów, aby zamienić wóz opancerzony w stertę złomu. Jednak ciekawszym sposobem na pozbywanie się przeciwników jest ich "schwytanie". Kiedy uda nam się dostać w ich pobliże i dłużej przytrzymać przycisk odpowiadający za walkę wręcz, uaktywnia nam się minigierka, w której nasz superbohater próbuje na przykład złamać ogon helikoptera, wywrócić wóz opancerzony czy też urwać wieżyczkę czołgu. Udaną próbę wieńczy krótka, acz satysfakcjonująca sekwencja niszczenia pojazdu wroga. Jednakże najpotężniejszą z dostępnych broni jest serce Iron Mana, czyli niewielki generator wszczepiony w jego klatkę piersiową. Jest on zdolny do emitowania potężnych wiązek energii, które są w stanie niszczyć najpotężniejszych nawet wrogów jednym celnym trafieniem.

Najważniejszym elementem gry jest pancerz Iron Mana. Bez niego Tony Stark byłby tylko zwykłym człowiekiem, a dzięki niemu jest superbohaterem. Zapewne właśnie dlatego jest on w grze niezwykle istotnym elementem. W trakcie rozwoju akcji nie tylko będziemy mieli dostęp do dwóch pierwszych wersji pancerza, ale przede wszystkim w nasze ręce trafi model Mark III, który można modyfikować wedle swojego uznania. I tak można w nim umieścić bardziej zaawansowane repulsory, lepsze rakiety, bardziej manewrowe lub szybsze silniki oraz potężniejszy generator energii. Ogółem możliwości rozwoju jest sporo i naprawdę można dostosować pancerz na potrzeby przyszłej misji. Ciekawym elementem, z którego korzysta się na polu bitwy, jest możliwość przekserowania energii do któregoś z głównych podzespołów. Dzięki temu możemy wzmocnić swój pancerz, siłę ognia, dopalacze prędkości lub też stać się niezwyciężonym w walce wręcz.

Co dobre i co złe

Jak zatem widać, gra prezentuje się całkiem ciekawie. Może nie ma jakiejś niesamowitej fabuły, która wciąga nas tak, że nie możemy się od niej oderwać, ale jako prosta strzelanka z superbohaterem w roli głównej sprawdza się całkiem nieźle. Bardzo miłym elementem jest również dodatkowy tryb gry, czyli One Man Army, w którym to musimy na jednej z kilku map uporać się z osiemdziesięcioma przeciwnikami w ciągu dziesięciu minut. Dzięki temu możemy jednak odblokować specjalne zbroje, znane z różnych komiksów o Iron Manie. Tak więc możemy tu polatać na przykład w pierwszym modelu zbroi albo w tej, w której Stark walczył z Hulkiem. Co więcej, mają one unikalne uzbrojenie oraz animacje związane z walką wręcz.

Niestety, gra ta ma również kilka dość poważnych mankamentów, które potrafią nieco zepsuć przyjemność płynącą z rozgrywki. Chyba największym błędem twórców było wydanie jej na wszystkie platformy bez zadbania o zróżnicowanie jej pod względem graficznym. Nie przeczę, że to, co otrzymaliśmy na PS2 lub Wii, musi prezentować się znakomicie, jednakże na konsolach nowej generacji i pecetach wygląda już znacznie gorzej. Może nie jest tragicznie i człowiek nie odwraca ze zgrozą oczu od ekranu, jednak w dzisiejszych czasach można się było postarać o lepszą jakość tekstur, i to zarówno postaci, jak i otoczenia. Brak tu również możliwości niszczenia otoczenia, która stanowczo podniosłaby jakość rozgrywki. Niestety, również animacje, które widzimy podczas niszczenia wrogów ręcznie, zawsze wyglądają tak samo. Są one co prawda zróżnicowane, jeśli chodzi o model przeciwnika, w związku z czym helikopter niszczymy inaczej niż czołg, jednakże mimo tego po jakimś czasie to wszystko się niestety nieco nudzi. Również walki z humanoidalnymi bossami są raczej nieciekawe i wszystkie sprowadzają się do tego, by odpowiednią ilość razy strzelić do nich ze swej głównej broni.

Jak więc widać, odpowiedź na pytanie, jaka ta gra jest naprawdę, nie jest prosta. Z jednej bowiem strony mamy całkiem przyjemną strzelankę z Iron Manem w roli głównej, a z drugiej sporo technicznych niedociągnięć, które wpływają na przyjemność płynącą z rozgrywki. Opinia na temat tej gry zależy od tego, do czego ją tak naprawdę chcemy porównać. Jeżeli ocenimy ją na tle innych gier opartych na licencji filmowej, to jest naprawdę dobra (choć oczywiście wciąż nie można jej porównywać do Chronicles of Riddick). Niestety, na tle wszystkich innych gier wypada raczej średnio. Owszem, dostarcza całkiem sporo prostej rozrywki i daje możliwość wcielenia się w Iron Mana, jednakże niedociągnięcia techniczne i brak urozmaicenia sprawiają, że po jednym jej przejściu nie ma się ochoty sięgnąć po nią po raz kolejny...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje