Reklama

The Quarry (recenzja) - horror, który zaciera granice między filmem a grą

​W każdej szkole biznesu poznacie tę wskazówkę: znajdź swoją niszę. Studio Supermassive Games znalazło i świetnie na tym wychodzi.

Wszystko zaczęło się od Until Dawn. Później były trzy tytuły z serii The Dark Pictures. A teraz pora na The Quarry. Co łączy te wszystkie tytuły? To, że opracowało je Supermassive Games, oraz to, że wszystkie są horrorami balansującymi na granicy między filmem a grą wideo. Właśnie tutaj brytyjski deweloper odnalazł swoją niszę - ciepłą i żyzną. W jego twórczości trudno odnaleźć powiew świeżości. Wszystkie dzieła opierają się na tym samym schemacie. Ot, grupka bohaterów wyrusza na wyprawę, podczas której ktoś lub coś zaczyna ich zabijać. Gracz skupia się na eksploracji, oglądaniu cutscenek oraz podejmowaniu decyzji. Od tych wyborów zależy, które z postaci przeżyją, a które poniosą śmierć. Przeżyć mogą wszystkie... ale i żadna.

Reklama

Na tym samym mechanizmie opiera się The Quarry, które od początku nazywano duchowym spadkobiercą Until Dawn. W nowej grze Supermassive Games poznajemy historię rodem z filmów grozy klasy B. Grupa nastolatków wybiera się w dzicz, gdzie spędza czas na zakrapianej alkoholem sielance. Zabawę przerywa szaleniec z tasakiem, który rozpoczyna polowanie na kolejnych członków ekipy. Gracz wciela się w opiekunów tego letniego obozu, starając się, by jak najwięcej osób wróciło bezpiecznie do domu. Nie myślcie jednak, że cała gra skupia się wyłącznie na uciekaniu i chronieniu innych przed wariatem. Autorzy przygotowali zaskakująco ambitną (jak na horror klasy B), wciągającą i pełną niespodzianek fabułę, której przebieg w dużym stopniu zależy od dokonywanych przez nas wyborów. A ukończenie całej gry to kwestia rekordowych dziesięciu godzin. Wszystkie dotychczasowe tytuły tego dewelopera były znacznie krótsze.

The Quarry to kolejny hołd oddany przez Supermassive Games filmowym horrorom z lat dziewięćdziesiątych. W grze pełno klisz i nawiązań. Także w obsadzie. Jedną z ról zagrał David Arquette, którego powinniście kojarzyć z serii "Krzyk". W inną z postaci wcieliła się Lin Shaye, która grała w "Koszmarze z ulicy wiązów", "The Grudge: Klątwie" czy cyklu "Naznaczony". Aktorzy czynią z The Quarry prawdziwie filmowe przeżycie. Ale nie tylko oni. Autorzy poszli jeszcze śmielej w kierunku kategorii "interaktywne przeżycie". Tak na dobrą sprawę nie ma tu za wiele gry w grze.

Znakiem zmian, które zaszły w twórczości Supermassive Games (dopiero okaże się, czy na stałe), są chociażby dodatkowe, filmowe tryby zabawy. W jednym na samym początku decydujemy o tym, jak poszczególni bohaterowie zachowają się w określonych sytuacjach, a później tylko obserwujemy, do czego doprowadziły nasze wybory. Ale równie dobrze możemy nie robić nic, tylko włączyć gr... to znaczy film i oglądać go z pudełkiem popcornu w dłoniach. Jednak najbardziej spodobała mi się i tak (dostępna już we wcześniejszych grach Supermassive Games) opcja kooperacji, w której na starcie gracze wybierają, którymi postaciami pokierują.

W samej rozgrywce spodziewajcie się dokładnie tego samego, co dostaliśmy w poprzednich dziełach tego studia. Eksploracja, cisza przed burzą, długa cutscenka, seria quick time eventów, decyzja do podjęcia, później znów eksploracja, chwila ciszy... Tak wygląda cała gra. Ale to naprawdę wciąga! I robi duże wrażenie wykonaniem. Supermassive Games znów dopracowało technikę odpowiedzialną za przenoszenie aktorów do wirtualnego świata. W wielu sytuacjach można pomyśleć, że oglądamy film, a nie trójwymiarową animację. Świetnie wypada też ścieżka dźwiękowa, na której znalazło się sporo licencjonowanych utworów. Nie musicie się też obawiać - tak jak w przypadku The Dark Pictures - że nie zrozumiecie historii. Tym razem wydawca zadbał o polską wersję językową (kinową, z napisami).

The Quarry miewa swoje problemy, ale są naprawdę drobne. Czasem dokuczy kamera, innym razem animacja postaci wypadnie sztucznie... Nie ma to jednak większego znaczenia. Niektórym będzie też przeszkadzać samo to, że w tej grze mało jest grania, ale w takich przypadkach trzeba uczciwie powiedzieć: słuchajcie, to nie rozrywka dla was. Poza tym twórczości Supermassive Games lepiej nie traktować w kategorii gier wideo. To po prostu przednia rozrywka, która porwie każdego miłośnika horrorów. Chcemy więcej, Supermassive!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy