Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

NBA 2K21 - recenzja

NBA 2K21 /materiały prasowe

​Nie mam nic przeciwko strategii tworzenia i wydawania tzw. gier-usług, ale w mojej opinii 2K posunęło się w swojej koszykarskiej serii za daleko.

Jej najnowsza edycja oferuje zdecydowanie zbyt mało zmian, jak na pełnopłatny produkt (w dniu premiery trzeba było za nią zapłacić blisko 250 złotych), a do tego wręcz drwi z graczy offline'owych. Poniżej znajdziecie uzasadnienie mojej opinii.

Reklama

W trybie MyCareer poznajemy historię Juniora, syna dawnej gwiazdy koszykówki. Śledzimy nie tylko rozwój jego kariery, ale także życie prywatne. Jednak fabuła nie jest ani długa, ani oryginalna, ani ciekawa. A do tego w pewnym momencie zostaje brutalnie ucięta. Poza tym nic się w tej formie rozgrywki nie zmieniło od czasu poprzedniej odsłony.

Może lepiej wypada opcja MyLeague? Nic z tych rzeczy. Nie chodzi tylko o to, że nic się w niej praktycznie nie zmieniło. Minusów jest więcej. Na przykład taki, że rozgrywki nie możemy zacząć w offseasonie - zamiast tego startujemy na początku kolejnego sezonu. W grze nie znajdziecie nowych debiutantów, a kontrakty wszystkich zawodników zostały sztucznie wydłużone. Gdzie tu realizm, na który liczy każdy miłośnik tej serii?

Najmniej powodów do narzekania daje online'owy tryb MyTeam. W nim także niewiele się zmieniło (pojawił się m.in. nowy system progresji w sezonach), ale budowanie własnego zespołu i rozgrywanie nim meczów przez sieć z pewnością dostarcza najwięcej emocji. Oczywiście pod warunkiem, że jesteście gotowi na wydatki. No, bo oczywiście, podobnie jak ostatnie odsłony, NBA 2K21 wyciąga swoje wielkie, koszykarskie łapsko po nasze ciężko zarobione pieniądze.

Teoretycznie można grać, nie kupując paczek z kartami, ale czeka na was wówczas długa i kręta droga do sukcesów. Co więcej, autorzy wzbogacili system mikrotransakcji. W paczkach możecie teraz znaleźć także odznaki pozwalające ulepszać zawodników. Jeśli więc chcesz zbudować naprawdę niezłą ekipę i ją rozwinąć, prawdopodobnie szybko dobijesz do limitu na karcie kredytowej.

Nie byłoby to dla mnie dużym problemem, gdyby nie to, że NBA 2K21 - jak już zresztą wspomniałem - została ponownie wydana jako pełnoprawny produkt. Jeśli ktoś oczekuje, że zapłacę ponad dwieście złotych (obecnie gra jest już dostępna w sporych promocjach), a później będę wydawał kolejne setki, aby móc czerpać pełnię przyjemności z zabawy, to czuję się w tej sytuacji jak frajer. Co innego, gdyby na przykład przygotowano nową zawartość czy ciekawe opcje dla graczy offline'owych. A tutaj wręcz przeciwnie - jeśli są jakieś niespodzianki, to raczej złe.

W rozgrywce nie doszło do zbyt wielu zmian. Być może powinienem napisać "na szczęście", jeśli spojrzeć na te, na które twórcy się zdecydowali. Przede wszystkim mam na myśli nową mechanikę rzutów. Jeśli chcecie oddawać je tak jak dotychczas, przy użyciu przycisku, przygotujcie się na zupełnie nieczytelny pasek rzutu. W mojej opinii działa to teraz fatalnie. Najwyraźniej autorzy chcieli w ten sposób zachęcić do korzystania z nowej mechaniki rzutów, wykorzystującej drążek na padzie.

Graficznie NBA 2K21 prezentuje się bardzo dobrze, tyle tylko, że... to praktycznie to samo, co rok temu. Na poważne (miejmy nadzieję) zmiany przyjdzie pora dopiero w wersji next-genowej. I tutaj dochodzimy do kolejnego bezczelnego zagrania. Podczas gdy na przykład EA oferuje FIFĘ 21 w standardowej cenie i zawiera w niej upgrade do wydania na nową generację, 2K oczekuje od nas za podobną możliwość wydania grubo ponad 400 - tyle kosztuje edycja Mamba Forever, zawierająca stosowne ulepszenie. Co więcej, twórcy już zapowiedzieli, że ze starej konsoli na nową nie przeniesiemy stanów gry.

NBA 2K21 to doskonały przykład, jak zniechęcić graczy do kupowania swojej gry. Brak zmian w trybach, brak zmian w oprawie, kontrowersyjna zmiana w rozgrywce, jeszcze bardziej wyeksponowane mikrotransakcje, a do tego cena powyżej 400 złotych za wersję zawierającą upgrade do wersji next-genowej. Wiecie co? To już lepiej kupić którąś z poprzednich edycji (NBA 2K20 można dorwać za 80-90 złotych) i poczekać na next-genowe NBA 2K21.

To wszystko, co napisałem powyżej, nie zmienia faktu, że NBA 2K21 to w dalszym ciągu bardzo dobra koszykarska symulacja. Oceniam jednak grę jako całokształt. Stąd...

Dowiedz się więcej na temat: NBA 2K21

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama