Reklama

Rosyjski żołnierz najpierw ukradł konsolę, a potem pytał właściciela o hasło

​Wojna w Ukrainie niestety nie ustaje. Za naszą wschodnią granicą od 24 lutego nieustannie toczą się walki o niepodległość przeciwko rosyjskiemu najeźdźcy. W mediach społecznościowych głośno zrobiło się o sytuacji, gdzie rosyjski żołnierz próbował otrzymać hasło do...konsoli PlayStation 4.

Kradzieże dokonywane przez rosyjskie wojsko podczas wojny w Ukrainie nie są niestety niczym nowym i zaskakującym społeczeństwo. Armia Putina jest bardzo słabo wyposażona i potrafi kraść nawet najbardziej podstawowe rzeczy, jak środki higieny, pożywienie, czy napojenie. Jednak nie tylko tego rodzaju artykuły pierwszej potrzeby są grabione przez Rosjan.

Najeźdźcy wykorzystują wojnę do tego, by się wzbogacić. Regularnie kradzione są pralki, lodówki, telewizory, komputery osobiste, czy inne przedmioty warte sporych pieniędzy. Niedawno w Mariupolu doszło do bardzo nietypowej sytuacji. Łupem złodziei z wojska rosyjskiego  padła...konsola do gier wideo PlayStation 4.

Reklama

Cały szkopuł w tym, że jeden z Rosjan nie mógł się zalogować na konto Sony. Uniemożliwiało to rozgrywkę. Na co wpadł złodziej? Otóż postanowił on skontaktować się z... właścicielem sprzętu, by zdobyć kod.

Postawione przez niego pytanie było bardzo bezczelne. Najpierw zapytał się czy żyje, a jeśli tak, to czy podałby kod do PS4. Ukrainiec po chwili odpisał mu, że nie poda. Rosjanin odparł na to, że nie chce hasła do poczty e-mail, lecz "tylko" do konsoli. Wtedy konserwacja została przerwana i najprawdopodobniej nigdy Ukrainiec nie podał konta rosyjskiemu oprawcy.

Historia ta w mediach społecznościowych zdobyła bardzo duży rozgłos. Wielu internautów podkreśla zadowolenie z faktu, iż Rosjanin nie będzie mógł grać na konsoli, a także wyraża nadzieję, że grabieżca poniesie w końcu konsekwencje za swoje czyny.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy