Reklama

Abandoned - historia wielkiego rozczarowania?

​Już dawno żadna gra nie wzbudzała tylu emocji, co Abandoned. Jedni wierzą, że to tak naprawdę kontynuacja serii Silent Hill, a inni podejrzewają, że prędzej przekręt.

Blue Box Game Studios to deweloper zupełnie nowy, nikomu nieznany. Nawet w jego składzie trudno znaleźć kogokolwiek, kto pracował wcześniej nad jakąś inną grą. Gracze od początku podejrzewali, że za tym tajemniczym tytułem kryje się kolejna produkcja Hideo Kojimy. Początkowo mówiono o szóstej odsłonie Metal Gear Solid, a później o sequelu serii Silent Hill. Hipoteza o kontynuacji przygody w zamglonym miasteczku przewija się na forach internetowych do dzisiaj.

Pomimo, że w końcu sam założyciel studia i reżyser gry - Hasan Kahraman - powiedział do kamery, że Blue Box Game Studios nie ma nic wspólnego ani z Konami, ani z Kojimą, ani z Silent Hillem. Co więcej, stwierdził, że łączenie jego zespołu z kultowym horrorem, jego twórcą oraz wydawcą wywołało liczne zakłócenia w procesie produkcyjnym. Kahraman zapewniał, że twórcy Abandoned to niewielkie, niezależne studio, opowiadał, że jego produkcja to realistyczna, pierwszoosobowa strzelanka w klimacie horroru, ale w innym stylu niż Resident Evil czy Silent Hill...

Reklama

Czy to wystarczyło, by gracze uwierzyli, że Abandoned to nie kolejny Silent Hill? Nie. A przynajmniej nie uwierzyli wszyscy. Ktoś szybko przypomniał o losach piątej części innej serii tworzonej przez Kojimę i wydawanej przez Konami - Metal Gear Solid. W 2012 roku firma Moby Dick zapowiedziała projekt The Phantom Pain. Później okazało się, że deweloper jest fikcyjny, a nowa gra to Metal Gear Solid 5: The Phantom Pain. Wielu fanów twórczości Kojimy wciąż wierzy w hipotezę, że Abandoned to jego kolejna gra. Być może nawet nie kolejny Silent Hill, ale jednak dzieło pomysłowego Japończyka.

W ubiegłym tygodniu twórcy mieli w końcu udowodnić, że nie mają nic wspólnego z Kojimą ani jego grami. Na początek tygodnia zapowiedziano pierwszą prezentację Abandoned. Ostatecznie do niej nie doszło. Gra miała być pokazana w specjalnej aplikacji na PlayStation 5, ale Blue Box Game Studios z powodu rzekomych kłopotów technicznych (chodziło o "problemy z silnikiem, które wystąpiły po wykryciu graficznego glitcha") opóźniło start. Program w końcu ruszył, ale po pobraniu ponad 5 GB danych okazało się, że zawiera jedynie... kilkusekundowy teaser. W dodatku ten sam, który wcześniej pojawił się na Twitterze. Autorzy zapowiedzieli, że grywalny prolog opublikują wkrótce.

W międzyczasie w sieci pojawiły się zupełnie nowe teorie, mówiące o tym, że Abandoned to tak naprawdę jedno wielkie oszustwo. Gracz o pseudonimie TicTacPaul odkrył, że Blue Box Game Studios w przeszłości próbowało pozyskać na Kickstarterze środki na produkcję gry Rewind: Voices of the Past. Zbiórkę w pewnym momencie przerwano. Później anulowano także prace nad tytułem. Blue Box Game Studios zajęło się promocją dwóch innych gier - The Lost Tape oraz The Haunting.

Jak wiadomo, żadna z nich nie została ukończona. Jednak możliwe, że pierwotne Rewind przemianowano później na The Lost Tape, a jeszcze później na Abandoned. Bardziej wnikliwi obserwatorzy ostrzegają graczy, że za Blue Box Game Studios mogą stać zwykli oszuści, którzy od lat próbują dokończyć jedną produkcję, zdobywając po drodze finansowanie z różnych źródeł. Czy jednak jest możliwe, że są na tyle wiarygodni, że udało im się nabrać nawet Sony? W końcu Abandoned promują jako exclusive na PlayStation 5, a japoński gigant nie protestuje. Niewykluczone, że obie firmy nawiązały współpracę. O Abandoned czytaliśmy nawet na oficjalnym blogu PlayStation.

O tym, czy Abandoned, to nowy Silent Hill, niezwiązany z nim horror, czy też - tfu tfu - próba oszustwa, przekonamy się prawdopodobnie w nadchodzących miesiącach. W aplikacji na PlayStation 5 twórcy umieścili kilka zaślepek, które sugerują wypuszczenie w przyszłości następujących materiałów: filmowego zwiastuna, właściwego zwiastuna, premierowego zwiastuna, a także dwóch prezentacji rozgrywki. Jedno jest pewne - gdy twórcy pokażą w końcu swoją grę na żywo (najlepiej w postaci grywalnego demo), zamkną usta niedowiarkom. Lepszego sposobu nie ma.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje