Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

NHL 2012

Hokej nie jest najpopularniejszą dyscypliną sportową w naszym kraju. Jednak za sprawą NHL 2012 być może część graczy zacznie się nią bardziej interesować. Przede wszystkim dlatego, że recenzowana produkcja od EA to naprawdę znakomita gra.

W ostatnich latach w serii NHL producent wprowadził sporo zmian, a najnowsza odsłona jedynie poprawia drobne błędy zeszłorocznej edycji oraz dodaje kilka ciekawych uzupełnień. Najważniejsze jednak, że EA konsekwentnie stara się stworzyć bardziej symulację hokeja, niż grę zręcznościową.

Reklama

Pierwsze części serii NHL stawiały na bardzo prosty model sterowania. Cztery guziki znajdujące się po prawej stronie pada służyły za podanie, strzał, czy wystawianie krążka. Nie było więc wtedy wielką filozofią strzelenie gola zwłaszcza, że niemal każde podanie dochodziło do wybranego zawodnika i w zasadzie większość strzałów kończyło się bramką. Od pewnego czasu EA jednak stara, aby kierowanie zawodnikiem było bardziej zaawansowane.

Otóż idąc tropem chociażby ostatniej edycji NHL, producent pozostał przy sterowaniu, które skupia się na dwóch analogowych gałkach. Lewa służy rzecz jasna do poruszania hokeistą, druga natomiast odpowiada za strzał oraz odpychanie przeciwników. W związku z tym, że strzału nie wykonuje się teraz tylko wciskając odpowiedni guzik - tym samym automatycznie dobierając siłę, czy wysokość - a operując analogiem, stał się on trudniejszy do opanowania. Otóż wychylając gałkę w górę strzela się lekko, a jeśli gracz chce mocniej uderzyć, musi najpierw skierować ją w dół, a potem w górę. To dość ciekawe rozwiązanie, które na początku może sprawić nieco problemu, ale z czasem okazuje się, że jest bardzo intuicyjne i pozwala posłać krążek dokładnie tam gdzie chcemy. Umieszczenie strzału pod analogową gałką, wymusiło także na twórcach zmianę przycisku odpowiadającego za podanie. To bowiem wykonuje się prawym triggerem jeśli chodzi o wersję gry na Xboksa 360 lub R2 w przypadku PS3. Będąc przy podaniu warto przy tym zaznaczyć, że obecnie w serii NHL nie dochodzi ono automatycznie do wybranego zawodnika. Trzeba dokładnie wskazać miejsce podania lewym analogiem i często także podjechać hokeistą do ślizgającego się po lodzie krążka. Jest to rozwiązanie bardzo podobne do tego, jakie zastosowało EA w przypadku FIFY 2012.

Pod względem mechaniki rozgrywki NHL 2012 nie jest więc już tą samą grą co kilka lat temu, ale mimo wszystko bardzo podobną do zeszłorocznej edycji, gdzie po raz pierwszy zastosowano takie sterowanie. Moim zdaniem, producent jednak idzie w dobrym kierunku pozostając przy tym systemie. Teraz bowiem trzeba trochę się napracować zanim wpadnie gol, a tym samym mecz staje się bardziej emocjonujący.

Ogrom tych samych opcji

Zeszłoroczna edycja NHL była również grą bardzo kompletną, jeśli chodzi o tryby rozgrywki. Gra w sezonie, playoff, różnego rodzaju turniejach, tryb menadżerski, czy możliwość kierowania karierą konkretnego zawodnika, to tylko kilka z nich. W NHL 2012 gracz ma dostęp do tych samych opcji plus dwie nowe. Be a Legend oraz Winter Classic. W tej pierwszej można się wcielić w jedną z legendarnych postaci świata hokejowego. Na początku dostępny jest tylko Jeremy Roenick, ale w ramach postępu w grze, później można rozpocząć swoją karierą także jako Wayne Gretzky, czy Patrick Roy. Szkoda niestety, że tryb ten jest pod względem opcji niemal identyczny jak Be a Pro. Nieco większy powiew świeżości i mrozu czuć w Winter Classic. Są to bowiem zawody rozgrywane na świeżym powietrzu, a nie w hali, więc całemu wydarzeniu towarzyszy chociażby padający śnieg.

Od strony wizualnej NHL 2012 trudno cokolwiek zarzucić, zresztą już poprzednia odsłona prezentowała bardzo wysoki poziom. W tej kwestii można jedynie dodać, że EA postanowiło dorzucić kilka smaczków jak chociażby możliwość rozwalenia szyby barierki boiska po kolizji zawodników przy niej, czy też przerzucenie przeciwnika na jej drugą stronę (w miejscu w którym nie ma szyby). Dzięki temu akcja stała się nieco bardziej widowiskowa i brutalna zarazem.

Jedyne co można zarzucić twórcom to fakt, że tylko nieliczni zauważą różnice pomiędzy NHL 2011, a NHL 2012. Jeśli więc ktoś czytający tę recenzję posiada poprzednią wersję gry, to jej najnowszą odsłonę może sobie podarować i poczekać na to, co EA zrobi dopiero w kolejnym roku. Niemniej jednak NHL 2012 to doskonała i przy okazji niemająca konkurencji (co też może być powodem wprowadzenia małej ilości znaczących zmian) gra sportowa.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje