Reklama

Way of the Hunter - recenzja - idealny symulator dla myśliwego?

​Zaparzcie herbatę albo kawę. Usiądźcie wygodnie w fotelu. I przygotujcie dużo czasu. Naprawdę dużo.

Way of the Hunter to specyficzna produkcja. Jeśli graliście wcześniej w symulatory myśliwego, wiecie, czego się spodziewać. Prawie każdy z nich z nich wymaga od nas dużo cierpliwości, każdy potrafi ukoić zszargane nerwy, każdy daje nie lada satysfakcję, gdy w końcu uda nam się ustrzelić jakąś zwierzyną. Nie inaczej jest z Way of the Hunter.

Gra obsadza nas w roli młodego mężczyzny, który wyrusza w rodzinne strony w związku z chorobą dziadka. Co zaskakujące, twórcy przygotowali szczątkową fabułę, którą poznajemy, czytając listy i słuchając rozmów telefonicznych. Jest to jednak element zupełnie poboczny, który można by równie dobrze pominąć. Lepiej od razu skupić się na rozgrywce.

Reklama

Way of the Hunter pozwala nam przenieść się na dwa obszary łowieckie - pierwszy osadzono w Ameryce Północnej, a drugi w Europie. Plansze są ogromne (na szczęście do poruszania się po nich wykorzystujemy samochód) i choć zieją pustką (nie liczcie na osobiste spotkania z NPC-ami), nie brakuje na nich okazji do polowania. A to jest celem samym w sobie. Gra koncentruje się na strzelaniu do jak najrzadszych zwierząt, a następnie sprzedawaniu ich bądź wywieszaniu jako eksponatów w naszym drewnianym domku. Chatka służy nam także jako baza wypadowa, w której przygotowujemy się do kolejnych wypadów. Poza swobodnymi łowami czekają nas także zadania do wykonania.

Polowanie na zwierzęta to prawdziwa sztuka. Na początek musimy znaleźć i zidentyfikować trop (odciski łap czy odchody), który doprowadzi nas do zwierzyny. Poszczególne okazy występują w charakterystycznych dla siebie miejscach. Gdy już zbliżymy się do jednego z nich, czeka nas mozolne skradanie. Jeden nieuważny krok i może być po sprawie - nasza niedoszła ofiara zwieje. Czołgamy się więc w żółwim tempie, uważając, by zwierzę ani nas nie usłyszało, ani nie wyczuło (jednym z naszych wrogów jest wiatr, który roznosi w powietrzu nasz zapach). A gdy już zbliżymy się na wystarczającą odległość, pora oddać strzał. Czasem uda się trafić tak, że zwierzę padnie na miejscu. Częściej jednak zdarzało mi się, że krwawiący okaz oddalał się i musiałem go szukać. Oczywiście bywa też tak, że spudłujemy... i wtedy musimy zaczynać wszystko od nowa. Jedna chwila decyduje więc o tym, czy odczujemy ogromny zastrzyk satysfakcji, czy rozczarowanie uderzy w nas prawym sierpowym.

Autorzy potraktowali strzelanie bardzo poważnie. O Way of the Hunter śmiało można mówić per symulator. Gra posiada złożone i realistyczne mechanizmy związane z balistyką czy postrzałami. Zanim zaczniecie strzelać do żywych celów, polecam poćwiczyć na strzelnicy, bo to wcale nie takie łatwe, jak może się wydawać. To nie Call of Duty. Każdy strzał musi być pod wieloma względami dopracowany, jeśli ma trafić tam, gdzie chcemy. Po pociągnięciu za cyngiel oglądamy lot pocisku w tzw. trybie rentgenowskim, podobnie jak na przykład w Sniper Elite. Powiem tak - bywa widowiskowo. A na koniec gra pokazuje nam takie szczegóły, jak straty w tuszy zwierzęcia czy obrażenia po kawitacji od postrzału. Symulator pełną gębą. Nie muszę chyba dodawać, że z czasem wydajemy zarobione pieniądze na coraz lepszy sprzęt do polowania. System progresji zachęca do dalszej zabawy.

Generalnie Way of the Hunter robi bardzo dobre wrażenie, ale parę rzeczy twórcy mogliby zrobić lepiej. Przede wszystkim przydałby się jakiś tryb casualowy. Albo opcja przyspieszania upływu czasu. To znaczy możemy tego dokonać, ale tylko w chatce. Wracać do niej co i rusz? Bez sensu. Muszę też wspomnieć o błędach, takich jak znikające czy zachowujące się nienaturalnie modele zwierząt. Miejmy nadzieję, że autorzy naprawią je z czasem, bo gra traci przez nie na imersji. Lepiej można by też wykonać wodę oraz wysokie trawy, które psują nieco ogólnie pozytywne wrażenia związane z obserwacją otoczenia.

Jednak poza paroma wadami Way of the Hunter to przedni symulator myśliwego, który może śmiało konkurować z the Hunter: Call of the Wild. Jeśli lubicie tego rodzaju gry albo zwyczajnie marzycie o relaksującej rozrywce z wirtualną bronią w dłoniach, koniecznie pomyślcie nad zakupem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy