Reklama

Smerfy: Misja Złoliść - z sentymentu do lat dziecięcych

​"Smerfy" to jedna z moich ulubionych bajek z dzieciństwa. Choć od czasów jej świetności zdążyłem się dość mocno zestarzeć, z przyjemnością i sentymentem podszedłem do najnowszej gry z niebieskimi stworkami w rolach głównych.

Smerfy: Misja Złoliść (oryginalny tytuł to The Smurfs: Mission Vileaf) to z całą pewnością propozycja skierowana przede wszystkim do młodszych odbiorców. Ci będą zwyczajnie bardziej zainteresowani opowiedzianą historią i przedstawioną formułą. Do nich także dostosowano poziom trudności. Ten może nie jest najniższy, ale dla dorosłych poprzeczka jest tu zawieszona o wiele za nisko. Kilkuletnie dzieci przymkną też oko albo wcale nie zauważą różnego rodzaju błędów i przeciętnego wykonania. Tak więc starałem się patrzeć na Smerfy: Misję Złoliść z perspektywy znacznie młodszego niż ja gracza.

Reklama

Fabuła Smerfów: Misji Złoliść kręci się - jak zwykle - wokół niecnego planu Gargamela oraz próby przeciwstawienia się złemu czarownikowi przez żyjące w zgodzie smerfy. Właściciel kota Klakiera zatruł część okolicznego lasu, wykorzystując do tego tytułowy Złoliść. Na szczęście pocieszni mieszkańcy wioski szybko wpadają - a dokładnie Pracuś wpada - na pomysł, jak go uleczyć. To smerfizator, za pomocą którego Osiłek może rozpylać gaz przywracający przyrodzie dawny kształt. Z czasem Pracuś ulepsza ów gadżet, dzięki czemu można go wykorzystać na przykład także jako... plecak odrzutowy.

Smerfy: Misja Złoliść to trójwymiarowa platformówka, w której naszego niebieskiego bohatera oglądamy zza jego pleców. Większość czasu biegamy po lokacjach, skaczemy i rozwiązujemy proste łamigłówki, a także - jeśli jesteśmy zainteresowani - zbieramy skarby. Czekają nas także walki - pozbawione przemocy, o prostej mechanice i raczej bez rozmachu. Czasem naprzeciwko nas staje jeden czy dwóch przeciwników, a niekiedy jest ich znacznie więcej, co skutkuje nastaniem chaosu. Jednak młodsi gracze najwięcej problemów mogą mieć ze wskaźnikiem celu, który przez większość czasu wyświetla się tak jak trzeba, ale bywa też, że... znika.

Możliwość pokierowania różnymi smerfami, spotkania postaci z dzieciństwa (niegdysiejszego dla obecnych dorosłych, a obecnego dla współczesnych miłośników "Smerfów") oraz odwiedzenia kilku znanych lokacji to coś, obok czego wielu z was pewnie nie przejdzie obojętnie. Jeżeli jednak nastawiacie się na zręcznościówkę z wysokiej półki, będziecie zawiedzeni. Smerfy: Misja Złoliść to pod każdym względem produkcja mierna. Jeśli przyzwyczailiście się już do jakości oferowanej przez takie tytuły, jak Ratchet & Clank: Rift Apart, obcując z dziełem studia Microids, poczujecie się, jakbyście odbyli podróż wehikułem czasu. W przeszłość, rzecz jasna.

Smerfy: Misja Złoliść są wierne pierwowzorowi pod każdym możliwym względem. Grafiką i udźwiękowieniem przywodzi jednak na myśl przede wszystkim filmy animowane z ostatnich lat. Kluczową kwestią w przypadku takiej gry, jak ta, jest lokalizacja. Na szczęście polski wydawca zainwestował w kompletny dubbing, który, muszę przyznać, wypada całkiem przyzwoicie. I pozwala bawić się także tym graczom, którzy nie potrafią jeszcze czytać. Z kolei do minusów trzeba zaliczyć okazjonalne błędy oraz optymalizację. Uruchamiając grę na PlayStation 5, spodziewałem się nie tylko ładniejszej oprawy, ale także płynniejszej animacji.

Smerfy: Misja Złoliść to jedna z tych gier, które nie miałyby prawa zaistnieć, gdyby nie to, że są oparte na znanej licencji. To po prostu przeciętna zręcznościówka, która zainteresuje przede wszystkim młodszych odbiorców i raczej głównie tych, którzy zdążyli wcześniej polubić "Smerfy". Ale też trudno nie mieć świadomości, że to właśnie z myślą o nich powstała. Dlatego też, jeśli planujecie zakup nie dla siebie, tylko dla swoich pociech, spokojnie możecie dodać do poniższej oceny jedno, a nawet dwa oczka, w zależności od tego, jak bardzo wasze dzieci lubią historie o pociesznych, niebieskich stworkach i złym Gargamelu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy