Gods Will Fall - recenzja

Gods Will Fall /materiały prasowe

Gods Will Fall w teorii zapowiadało się na całkiem przyzwoitą grę. W rzeczywistości wyszło trochę gorzej.

Studio Clever Beans podjęło próbę zainteresowania graczy stęsknionych za dobrymi hack'n'slashami w stylu Diablo, a jednocześnie lubiących wyzwania na poziomie Dark Souls. Wpadło nawet na kilka świeżych pomysłów, te jednak w praktyce okazują się w mniejszym lub większym stopniu chybione.

W Gods Will Fall przenosimy się do fantastycznej krainy rządzonej przez dziesięciu bogów, trzymających jej mieszkańców na krótkiej smyczy. Nie pozwalają im na zbyt wiele, a każdy objaw nieposłuszeństwa karają śmiercią. Ludzie w końcu buntują się i wyruszają na wyprawę, której celem mają być głowy boskich tyranów. Jednak uchodzi z niej z życiem raptem grupka, która rozbija się na pewnej tajemniczej wyspie. Wnet okazuje się, że można się z niej dostać do każdego z dziesięciu bogów. Pora  więc wykonać zadanie - zgładzić ich.

Reklama

Wspomniana kompania bohaterów zostaje nam narzucona. Za każdym razem gra losuje ich dla nas z puli opracowanej przez twórców. Lokacje, które przemierzamy, mają już ustalony z góry ustalony kształt, ale przy każdym podejściu różnią się liczebnością i rozmieszczeniem przedmiotów czy przeciwników, którym musimy stawić czoła.

Rozgrywka jest wymagająca i... toporna. W grach, w których liczy się każdy, nawet najmniejszy ruch, niezbędne jest błyskawiczne, responsywne sterowanie. To w Gods Will Fall takie nie jest. Poza tym kierowana przez nas postać potrafi się czasem zablokować. Zdarzają się także problemy z detekcją kolizji. Gdyby nie to, walka być może sprawiałaby przyjemność, ale w obecnym kształcie jest głównie źródłem irytacji.

Muszę jednak pochwalić Clever Beans za świeże podejście i oryginalne pomysły. Postać, którą wykorzystujemy zbyt często, w końcu zaczyna się męczyć i staje się tym samym słabsza (co ciekawe, odzwierciedla to także jej wygląd). Nasi wojownicy reagują na to, co dzieje się wokół nich. Na przykład zbierają w sobie dodatkowe siły po tym, jak na polu walki polegnie ich kompan. A jeśli dany śmiałek zostanie kilka razy pokonany, a później uda mu się w końcu odnieść zwycięstwo, otrzyma dodatkowy bonus do statystyk. Ważną mechaniką jest także ta związana z odzyskiwaniem zdrowia. Aby je odnowić, musimy rozprawić się z jak największą liczbą wrogów bez otrzymywania obrażeń. W ten sposób zyskujemy też premie do kolejnych ataków.

Niestety nie wszystkie pomysły są według mnie trafione. Najgorszy dotyczy tzw. permadeathu. Ten w Gods Will Fall jest częściowy. To znaczy, że jeśli zginiemy daną postacią (zawsze kierujemy tylko jednym śmiałkiem naraz), ta przepadnie, ale będziemy ją mogli odzyskać, jeśli uda nam się w końcu pokonać któregoś z dziesięciu bogów. Być może zadajecie sobie teraz - skądinąd słuszne - pytanie: "A co, jeśli wszyscy polegną?". No właśnie, wtedy musicie zaczynać grę od nowa. Wyobraźcie sobie, że pokonujecie osiem czy dziewięć bóstw, by następnie stracić wszystkie postacie w starciu z dziesiątym. Tak, dobrze myślicie - tracicie wówczas WSZYSTKIE postępy.

Pod względem audiowizualnym Gods Will Fall prezentuje się naprawdę nieźle. Nie jest to gra zbyt zaawansowana technicznie, ale twórcy zadbali o atrakcyjne projekty lokacji, płynną animację oraz klimatyczne udźwiękowienie. Jeśli planujecie jej zakup w wersji na PC, nie musicie się także obawiać wysokich wymagań sprzętowych. Wystarczy procesor klasy Intel Core i5, 8 GB RAM-u oraz karta graficzna z 1 GB pamięci.

Gods Will Fall mogło być dobrym hack'n'slashem, gdyby nie niedopracowana, toporna rozgrywka oraz przesadzone według mnie podejście do permadeathu. Jeżeli jednak lubicie wyzwania i przymkniecie oko m.in. na niedociągnięcia w sterowaniu, możecie spędzić z produkcją Clever Beans kilka przyjemnych wieczorów.



INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama