Reklama

Chernobylite - recenzja

Chernobylite /materiały prasowe

​Chernobylite bywa nazywany polską odpowiedzią na S.T.A.L.K.E.R.-a, ale to tylko poniekąd prawda. Produkcja znad Wisły oferuje trochę więcej.

The Farm 51 to studio mało znane, ale z tradycjami. Powstało w 2005 roku, by cztery lata później zadebiutować z NecroVisioN, a siedem lat później pokazać światu Painkiller: Hell & Damnation. W ostatnich latach o gliwickim deweloperze mówiło się głównie w kontekście Get Even oraz World War 3, a teraz dzieje się tak za sprawą Chernobylite, niezwykle klimatycznej gry łączącej w sobie elementy kilku gatunków. Nie wszystko w niej (nomen omen) zagrało, ale miłośnicy postapo, survivalu i horrorów w wydaniu light powinni sięgnąć po nią bez zawahania.

Reklama

W Chernobylite wcielamy się w fizyka imieniem Igor, który wyrusza do czarnobylskiej elektrowni, by poszukać zaginionej małżonki, Tatiany. Mężczyzna doskonale zdaje sobie sprawę z czyhających na niego niebezpieczeństw. Po katastrofie w miejscowej elektrowni, która miała miejsce trzydzieści lat wcześniej, w 1986 roku, na okolicznych terenach pojawił się drogocenny minerał - tytułowy czarnobylit - a wraz z nim wojsko pilnujące skrupulatnego wydobycia. Jednak żołnierze to nie wszystko. Na obszarze roztaczającym się wokół dawnej elektrowni dzieją się rzeczy rodem z koszmarów.

Chyba każdy człowiek dąży w swoim życiu do uproszczeń, ale czasem jest to niemożliwe. Mógłbym próbować i w tym przypadku, nazywając Chernobylite pierwszoosobowym survival horrorem. Ale ta gra łączy w sobie tyle gatunków, że tylko bym ją w ten sposób skrzywdził. Na początku daje się poznać jako strzelanka i serwuje próbkę horroru. Później pojawiają się elementy skradankowe i survivalowe - musimy zbierać złom i zioła, by przetrwać. W końcu zaczynamy sprawować pieczę nad całą drużyną śmiałków, pilnując ich zdrowia psychicznego i fizycznego. Odnajdujemy też pusty hangar, z którego robimy nasz przyczółek. Możemy w nim nawet ustawiać meble i wybierać dekoracje. Postawione wewnątrz maszyny potrzebują prądu, a do tego psują powietrze. Aby dało się w ich otoczeniu oddychać, potrzebne są filtry. A czy wspomniałem już o rozwoju postaci? Z czasem awansujemy na kolejne poziomy doświadczenia i zdobywamy nowe umiejętności.

Jednocześnie Chernobylite oferuje pełnoprawną, interesującą kampanię single player. Każdy kolejny dzień wykorzystujemy na wyprawę do Zony, podzielonej na sześć stref. Nie tylko znajdujemy w nich niezbędne surowce, ale także wykonujemy zadania, popychamy naprzód fabułę i odkrywamy tajemnice Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia. Na horyzoncie pojawia się także tajemniczy Czarny Stalker. Gdziekolwiek się udamy, możemy liczyć na prawdziwie mroczną, postapokaliptyczną atmosferę. Chernobylite to pod tym względem prawdziwy wzór do naśladowania. Jego mocnym punktem są również postacie, które spotykamy w świecie gry i możemy zaprosić do naszej drużyny. Każda z nich ma odmienny charakter, własną historię oraz inne motywacje. Żeby tego było mało, co jakiś czas podejmujemy decyzje mające wpływ na ciąg dalszy. Scenariusz rozrasta się do zaskakująco dużych rozmiarów, a to, jak się potoczy, rzeczywiście zależy w pewnym stopniu od nas.

Różnorodność gatunkowa Chernobylite jest jednocześnie jego darem i przekleństwem. Z jednej strony dzięki połączeniu różnych mechanik trudniej o nudę, ale z drugiej - nie wszystkie udało się dopracować. Prawdę pisząc, wolałbym, aby twórcy zrezygnowali z jednej czy dwóch, a ulepszyli pozostałe. Nie chcę wskazywać, które najchętniej bym z gry usunął, ale wiem, że na pewno na więcej uwagi zasługują strzelaniny (pod względem zróżnicowania wrogów, jak również feelingu strzelania), zadania (przydałaby się większa różnorodność) oraz lokacje (są niesamowicie dopracowane, ale zbyt małe, aby chciało się do nich wracać - a backtracking jest nieodłączną częścią zabawy).

The Farm 51 wykorzystało w Chernobylite po raz kolejny technikę fotogrametrii, czyli skanowania 3D. Pozwoliło to twórcom na zaprojektowanie miejscami fotorealistycznych lokacji. Otoczenie jest tak bogate w szczegóły i klimatycznie oświetlone, że spokojnie mogłoby posłużyć za miejsce akcji dla wysokobudżetowego horroru. Gorzej wypada udźwiękowienie, a konkretnie rosyjski dubbing. Chcąc lepiej poczuć klimat czarnobylskiej Zony, wybrałem właśnie ten język, ale później z trudem go słuchałem. Voice acting jest zdecydowanie zbyt siermiężny.

Chernobylite to bardzo dobra gra, która byłaby według mnie jeszcze lepsza, gdyby nie była tak... bogata. Autorzy zmieścili w niej tyle różnych elementów, że ewidentnie zabrakło im czasu, by wszystkie z nich na równi dopracować. Jednak pomimo tego uważam, że jest to - jak napisałem na wstępie - pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników postapo, survivalu, horrorów w wersji light, ale także dla wszystkich osób zafascynowanych historią Czarnobyla. Opowiedziana w Chernobylite historia to oczywiście czyste science fiction, ale czasem warto puścić wodze fantazji. Tym bardziej, jeśli robi się to tak umiejętnie, jak The Farm 51.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje