Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Atom RPG - recenzja

Atom RPG /materiały prasowe

​Co by było, gdyby Fallout nie powstał w Stanach Zjednoczonych, tylko w Rosji? Już nie musicie sobie tego wyobrażać. Wystarczy, że odpalicie Atom RPG.

Atom RPG to prawdopodobnie jeden z najbardziej opisowych (najwięcej mówiących) tytułów dla gry wideo. Już chyba nawet "FIFA" nie głosi tak bardzo wprost, czym jest. Wystarczy przeczytać "Atom RPG" i większości można się domyślić. A gdy dodamy do tego oficjalne hasło - postapokaliptyczna gra niezależna - to chyba już prawie wszystko staje się jasne. Wystarczy jeszcze tylko uzupełnić ten opis o stwierdzenie, że autorzy tej produkcji wzorowali się na Falloucie (niektóre rozwiązania kopiując w proporcji jeden do jednego), otrzymujemy jej pełny obraz. I jaki jest to obraz? Przyjrzyjmy się bliżej...

Reklama

Można użyć stwierdzenia, że Atom RPG to taki "Fallout w sowieckich klimatach". Jego akcja rozgrywa się w 2005 roku, na terenie dawnego Związku Radzieckiego. Scenarzysta przedstawia alternatywną wizję końca ubiegłego wieku. W 1986 roku doszło do wojny nuklearnej, która wyniszczyła prawie całą kulę ziemską. Niewielu przetrwało. Jeden z ocalałych - główny bohater, w którego się wcielamy - należy do organizacji wywiadowczej, która wysyła go na poszukiwania ekspedycji, wysłanej jakiś czas temu w celu odnalezienia Bunkra 317.

Przygodę rozpoczynamy od stworzenia naszej postaci. Na tym etapie również nie może zabraknąć porównania do Fallouta. Główny bohater (lub bohaterka, bo można grać i panią) jest opisany niemal takimi samymi atrybutami (siła, wytrzymałość, spryt, spostrzegawczość, osobowość, intelekt, szczęście), posiada niemal taką samą paletę zdolności (jak walka wręcz, handel, przetrwanie czy krasomówstwo), a do tego możemy go wzbogacić o perki. Jeden z nich powoduje, że oddajemy świetne strzały mierzone, ale pozostałe idą nam gorzej, a inny sprawia, że jesteśmy bardziej wytrzymali, ale głód dopada nas dwa razy szybciej. Atom RPG to naprawdę "Fallout w sowieckich klimatach" i tutaj nikt się z tym nawet nie kryje.

Gdy już stworzymy postać, przechodzimy do samouczka, podczas którego uczymy się strzelać, włamywać czy zarządzać ekwipunkiem. Odbywamy przy okazji kilka rozmów czy pozyskujemy przydatne przedmioty, jak amunicja czy leki. Ale to i tak na nic, bo niebawem stracimy wszystko, co mamy, i będziemy sobie musieli radzić na postnuklearnym pustkowiu, startując praktycznie od zera. I poznawać ten dziki, opustoszały, ale zarazem ciekawy świat. Jego urok tkwi chyba w głównej mierze w NPC-ach oraz ich historiach. Podczas zabawy poznajemy całą gamę szaleńców i odmieńców, kultystów, zwolenników teorii spiskowych czy mutantów. Z każdą postacią możemy porozmawiać i przeważnie są to dialogi bogate w opcje. A do tego ich przebieg jest uzależniony od naszych statystyk.

Oczywiście nie mogło zabraknąć także elementów związanych z przetrwaniem. Cały czas musimy mieć na uwadze to, że nasza postać musi jeść, powinniśmy także unikać za wszelką cenę trucizn i promieniowania. A także niebezpieczeństw, od których na pustkowiach aż się roi. A gdy już dochodzi do walki, poznajemy mechanikę... którą już przecież doskonale znamy! Starcia toczą się w turach, każdy strzał ma szansę powodzenia określoną procentami, a każda czynność, którą wykonujemy, pobiera pewną liczbę punktów akcji (mamy ich tym więcej, im większy jest nasz spryt). A do czynności nie należy tylko chodzenie i strzelanie, ale również leczenie czy naprawa zaciętej broni.

W walkach wykorzystujemy przeróżne rodzaje broni, począwszy od prostej broni myśliwskiej, przez kultowe AK-47, aż po nowoczesnego Skorpiona (w grze ogólnie przedmiotów do znalezienia i zdobycia jest całe mnóstwo). Pomagają nam także kompani, którzy jednak czasem są pomocni, a czasem zachowują się w nieoczekiwany sposób. Sztuczna inteligencja mogłaby być bardziej dopracowana. Już pomijając walki, zdarzyło nam się kilkakrotnie, że zostaliśmy zablokowani przez naszych ludzi. Jeszcze częściej mieli problemy z podążaniem za głównym bohaterem.

A skoro już o gorszych stronach Atom RPG mowa, to wypada napisać kilka zdań o grafice, która jest po prostu brzydka. Jest to chyba jedyny element, który może od tej gry odstraszyć młodsze pokolenie (choć raczej nie do nich jest ona kierowana), a także tych, którzy liczą na doznania estetyczne. Kiepsko wypada niemal wszystko - modele postaci, budynki, elementy przyrody, tekstury, efekty specjalne... No cóż, widać gołym okiem, że Atom RPG to dzieło niewielkiego zespołu, pozbawione dużego budżetu, sfinansowane w dużej mierze dzięki Kickstarterowi. Na szczęście lepiej wypada udźwiękowienie, choć niestety składa się na nie tylko muzyka i odgłosy, bo na voice acting również nie starczyło środków.

Atom RPG to rzeczywiście "Fallout w sowieckich klimatach". Jego autorzy z kultowej produkcji studia Interplay czerpali garściami i chyba nikt nie ma im tego za złe. Każdy, kto żałuje, że Bethesda przeobraziła Fallouta w FPS-a z elementami RPG, może na chwilę odpuścić i na osłodę oddać się kilkudziesięciogodzinnej przygodzie w postapokaliptycznym Związku Radzieckim. Warto!

Dowiedz się więcej na temat: Atom RPG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje