Najnowsze dzieło firmy również jest horrorem, ale trochę bardziej stawia na akcję, zupełnie jak "Resident Evil 4", do którego "Cold Fear" jest momentami bardzo podobny.
Żywot bohatera zakończyć też mogą inne przeciwności losu, najczęściej w postaci członków załogi statku zainfekowanych przez tajemniczego wirusa. Co prawda goście już nie żyją, ale nie można o nich powiedzieć, że są to zombie. W ich ciałach skryły się pewne niezbyt przyjemne pasożyty, które zmieniły ich w rządnych krwi wariatów. Mało tego, nie można ich normalnie zabić. Nie zdziwcie się zatem, jeśli wpakujecie przeciwnikowi w klatę tonę ołowiu, a on mimo to wstanie. Należy strzelać w głowy albo starać się tak manewrować, by móc skorzystać ze stojących gdzieniegdzie beczek z materiałami wybuchowymi - rozerwani wrogowie nie będą mieli możliwości podnieść się i dalej atakować gracza. Niestety, trochę źle działa system celowania. Ciężko precyzyjnie wymierzyć, chociaż powinno być to łatwe, bo wygląda zupełnie jakby było skserowane z gry, w której takie rozwiązanie sprawdza się wyśmienicie, czyli z "Resident Evil 4" - kamera zjeżdża nad ramię bohatera i strzelać trzeba z takiej perspektywy, pomagając sobie analogiem. Nie mogło oczywiście zabraknąć tajemniczych gości z bronią - pozostali przy życiu najemnicy chętnie strzelają do wszystkiego, co się rusza, w tym między innymi do bohatera. Ale nie tylko, bo autorzy poszli krok dalej i sprawili, że różne postacie w grze walczą między sobą. Poza tym na gracza czekają jeszcze dziwne robaki - wyglądające trochę jak ślimaki, długie i oślizgłe.

A skoro już wspomniałem o nawiązaniach do "Resident Evil 4" to jeszcze kilka by się znalazło. Czasem gracz zostanie złapany przez przeciwnika i z uchwytu da się wyrwać wciskając odpowiedni przycisk - jest to takie Quick Time Event, które ostatnio zyskuje coraz większą popularność w grach. Nie wspominam nawet o takim szczególe, jak ratowanie córki kapitana, która - podobnie jak córka prezydenta w "RE4" - została uprowadzona. Zapewniam, że w grze znajdzie się tego znacznie więcej.
Graficznie jest powyżej przeciętnej, szczególnie dobrze prezentują się otwarte przestrzenie. Naprawdę można poczuć, co to znaczy znaleźć się w samym środku sztormu. Wiatr mocno wieje, co wyraźnie odczuwa Hansen - świetnie wygląda próbując z wielkim wysiłkiem iść z wyciągniętą przed siebie ręką. Natomiast przekleństwem tej gry są miejscówki znajdujące się pod pokładem. Pomieszczenia są zwyczajnie puste i bardzo sterylne. Czy to naprawdę takie trudne wyjść poza schemat i postarać się powalczyć z monotonią? Za to świetnie prezentują się tekstury i projekty postaci. Widać, że ktoś nad tym popracował - wystarczy spojrzeć na screeny.









