Reklama

Tak wyglądały pierwsze polskie gry komputerowe

​Rozpiera nas duma, gdy obserwujemy, jak obecnie radzi sobie polska branża gier wideo. Jednak nie zawsze było tak różowo.

Pod koniec ubiegłego wieku mogliśmy jedynie marzyć o tak głośnych przebojach, jak Wiedźmin 3, Cyberpunk 2077, Dying Light 2, Painkiller czy wydane niedawno Outriders. Na próżno było szukać nawet takich gier, jak Zaginięcie Ethana Cartera, Call of Juarez, Frostpunk, Observer, Layers of Fear, Dead Island, Get Even czy The Medium. Czyli może nie przebojów, ale tytułów przynajmniej dobrych, a już na pewno rozpoznawanych na świecie.

Obecnie nad Wisłą w gamedevie działa mniej lub bardziej prężnie przeszło 440 firm, które odpowiadają za ponad 480 premier w roku. To dane pochodzące z niedawnego raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP). Część deweloperów tworzy gry na pecety i konsole, część skupia się np. na produkcjach mobilnych, przeznaczonych na smartfony i tablety.

Reklama

Za pierwszą polską grę komputerową uznaje się Marienbad, którą napisał na komputerze Odra 1003 Witold Podgórski w 1962 roku. W latach osiemdziesiątych nastąpił wysyp rodzimych produkcji (OiX, Gąsienica, Puszka Pandory, Handel zagraniczny, Hexan, Hammurabi, Mózgprocesor), ale ich twórcy o podboju świata mogli jedynie marzyć. Ba, nawet w Polsce mało kto o nich pamięta.

Sytuacja uległa znacznej poprawie w latach dziewięćdziesiątych. Wtedy ukazały się pierwsze polskie gry, które do dziś z rozrzewnieniem wspominają rzesze graczy (tych, którzy, rzecz jasna, przyszli na świat odpowiednio wcześnie). Ja do dziś najmilej wspominam te tytuły (przedstawione w kolejności chronologicznej):

Tajemnica Statuetki (1993)

Pierwsza polska gra, z jaką zetknąłem się w swoim życiu, a jednocześnie pierwsza produkcja studia Metropolis, założonego przez Adriana Chmielarza. Przedstawiona wyłącznie przy użyciu statycznych ujęć i tekstu, potrafiła zatrzymać przed komputerem na dłuższą chwilę.

Franko (1994)

Chodzona bijatyka, której twórcy naśladowali beat'em upy popularne w tamtych czasach na automatach (tak, tych na żetony). Choć w starciu z zagranicznymi reprezentantkami tego gatunku dostałaby bęcki, miała niezaprzeczalny urok. Już samo to, że jej akcja toczyła się na szczecińskich ulicach...

Teenagent (1994)

Kolejna gra Adriana Chmielarza i kolejna przygodówka. Jedna z pierwszych rodzimych produkcji wydanych na płycie CD i jedna z pierwszych, których premierę poprzedzono kampanią marketingową. Humorystyczna historia Marka Hoppera, nastolatka, który zostaje... tajnym agentem.

Sołtys (1995)

Z całą pewnością jedna z najbardziej swojskich gier w historii. Przygodówka studia L.K. Avalon przenosiła nas do wsi Poraż pod Sanokiem. Żarty o Wąchocku, autobusy PKS, dawny dworek szlachecki... Polskość wylewała się z Sołtysa bokami.

Skaut Kwatermaster (1995)

Kolejna przygodówka L.K. Avalonu, od której na kilometr było czuć polskie klimaty. Jej twórcy wzorowali się na jednym z największych przebojów rodem ze Stanów Zjednoczonych - Day of the Tentacle studia LucasArts.

Polanie (1996)

Prawdopodobnie pierwsza polska strategia czasu rzeczywistego. Być może była nieco nieudolną kopią kultowego Warcrafta studia Blizzard, ale charakteru nie można jej było odmówić. Czy graliście w innego RTS-a, w którym doiło się krowy, a mleko wykorzystywało do rozwoju wioski?!

A.D. 2044 (1996)

Pierwszoosobowa przygodówka inspirowana kultowym Mystem, stworzona przez L.K. Avalon, w 1991 roku ukazała się na Atari ST, a pięć lat później przeniesiono ją na komputery osobiste. Jej twórcy czerpali garściami z "Seksmisji" Juliusza Machulskiego.

Książę i Tchórz (1998)

Absolutnie jedna z najlepszych przygodówek, w jakie kiedykolwiek grałem, serio. Ciekawa historia, świetna kreska, pokaźny stos gagów, a do tego mistrzowski dubbing z Kazimierzem Kaczorem w roli głównej. Metropolis Software, byłem z was dumny.

Earth 2140 (1998)

W czasach, kiedy studio Westwood podbijało świat swoją serią Command & Conquer, polskie studio TopWare potrafiło stworzyć RTS-a, przy którym osobiście spędziłem kilkanaście wieczorów. Podobnie jak przy późniejszych sequelach.

Kajko i Kokosz w Krainie Borostworów (1998)

Pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników komiksów Janusza Christy. Przygodówka point & click, w której kierowaliśmy dwójką tytułowych bohaterów, stawiając czoło Zbójcerzom pod wodzą Hegemona. Doczekała się później licznych kontynuacji.

Mortyr (1999)

My, Polacy, też mieliśmy w latach dziewięćdziesiątych swoją pierwszoosobową strzelankę. W porządku, Mortyr nie mógł się równać z Doomem, Quake'iem czy Duke Nukem 3D, ale i tak grało się w niego przyjemnie. Gra miała nawet tryb multiplayer!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy