Reklama

Chińczycy krytykują film "Monster Hunter"

​Gra Monster Hunter: World jest obecnie masowo oceniana negatywnie na Steamie przez użytkowników z Chin. Mieszkańcom tego kraju nie spodobała się bowiem jedna ze scen w filmie "Mnoster Hunter" i trwają też nawoływania, by zablokować emisję obrazu w chińskich kinach.

Problemem jest scena, w której dwójka żołnierzy raczy się klasyczną rymowanką, uznawaną w wielu krajach Azji za rasistowską: "Chinese, Japanese, dirty knees". Powiedzonko ma podobno ponad stuletnią tradycję, w krajach anglojęzycznych często służąc do naśmiewania się z dzieci imigrantów.

Jak donosi serwis Variety, recenzje na Steamie to jedno, ponieważ film faktycznie został wycofany z kin w Chinach. Co więcej, zabroniono także pokazywania zmodyfikowanej wersji, w której rzeczona scena została usunięta. Wydawcą w tym kraju jest firma Tencent, wydająca także gry z tej serii.

Reklama

Firma Capcom - twórcy gier - wydała stanowisko, w którym odcina się od filmu i zapewnia, że ten powstał w ramach udzielonej licencji, lecz bez żadnego udziału japońskiej korporacji. To jednak dość ciekawe, skoro bohaterka filmu - w tej roli Milla Jovovich - pojawiła się w Monster Hunter: World.

Ta została dodana jako model postaci, razem z głosem Jovovich. Tym samym próby całkowitego odcięcia się od filmowej adaptacji wyglądają raczej mało przekonująco. Masowe wystawianie negatywnych ocen na Steamie - tak zwany review bombing - trwa więc w najlepsze pod grą.

Trzeba jednak przyznać, że platforma należąca do Valve wprowadziła jakiś czas temu zmiany, które znacznie zmniejszają skuteczność takich poczynań - właśnie ze względu na popularność taktyki wśród chińskich użytkowników, stanowiących coraz większy procent użytkowników popularnej aplikacji.

Filmy przed premierą w Chinach przechodzą oczywiście przez gęste sito kontroli i cenzorów, ale - jak widać - ci nie zdołali wychwycić problematycznej sceny przed premierą. Film zadebiutował w Chinach 4 grudnia, ale do Stanów Zjednoczonych trafi dopiero 25 grudnia, o ile nie zostanie opóźniony.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy