Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

The Settlers: Narodziny kultur

Jeżeli czegoś na świecie można być pewnym, to tego, że kiedyś tam, w końcu ujrzymy kolejną odsłonę Settlersów. The Settlers: Narodziny kultur znakomicie wpisuje się w ten casus, choć trzeba lojalnie ostrzec polskich graczy, że grę dostają blisko rok po niemieckich sąsiadach. Warto zatem zastanowić się, czy to, na czym bazowała europejska promocja sprzed roku (nowy silnik gry), jest jeszcze w stanie zachwycić nas po tak długim czasie.

Nie bez znaczenia będzie również kluczowe pytanie, czy i jakie (jeśli tak) nowości znajdziemy w The Settlers: Narodziny kultur.

Reklama

Po ostatnich kilku odsłonach Settlersów nawet fani mogli poczuć się częściowo zawiedzeni. Oczywiście mowa o tej części fanów, która ze zdziwieniem zauważyła, że ich ulubiona seria o małych ludzikach i mikro-zarządzaniu osadą zaczyna coraz mniej przypominać to, co znali, a coraz bardziej zwykłego, by nie powiedzieć banalnego, RTS-a. Dla takich graczy, do których zresztą sam się zaliczam, dobra wiadomość! The Settlers: Narodziny kultur to powrót do korzeni. Pierwszy kontakt z grą nasuwa nawet myśl, że oto twórcy odpalili sobie jedynkę, a potem dwójkę (to gry odpowiednio sprzed 16 i 13 lat), a potem stwierdzili: "Robimy dokładnie to samo, ale w nowej oprawie".

To jednak tylko pierwsze wrażenie. Wraz z upływem czasu zauważamy bowiem, że gra istotnie pod wieloma względami jest bardzo podobna w mechanice rozgrywki, a nawet licznych drobiazgach do ojców serii, ale wprowadza też wiele ciekawych nowości. Najważniejsze jednak jest to, że The Settlers: Narodziny kultur przynosi ze sobą "ducha starych Settlersów". Nie zdziwcie się zatem, gdy zaczniecie grać wieczorem, a skończycie nad ranem.

Tu na razie jest ściernisko, ale...

Główne zasady zabawy się nie zmieniły. Nadal naszym celem jest zbudowanie osady od podstaw, wytworzenie wielu dóbr (surowców, produktów, żywności), z których korzystają nasi podopieczni, zadbanie o ich potrzeby, aż po finalne pozyskanie nowych terytoriów i walkę z przeciwnikami. The Settlers: Narodziny kultur to jednak zabawa dość skomplikowana (chociażby za sprawą zwiększonej liczby surowców, o czym za moment), więc należy z uwagą obserwować wszelkie zależności produkcyjne, aby nie obudzić się z przysłowiową ręką na temblaku. Nie zmieniło się również podejście do kampanii. Nadal składają się na nią odrębne misje (łącznie 11), które powiązane są nicią fabularną. Oprócz tego dostępne są wyzwania na osobnych mapach (około 20) oraz multiplayer, co powinno wystarczyć na dłuższy czas. Wypełniając kolejne misje, lądujemy na niewielkiej mapie, na której znajduje się nasz zamek z narzuconą odgórnie liczbą dostępnych surowców, która musi nam wystarczyć na początkowy rozwój.

Wznosząc kolejne budynki, korzystamy z dostępnych materiałów, więc siłą rzeczy musimy postarać się o kolejne. Te będą przetransportowane do zamku lub magazynów (jeśli je wzniesiemy) przez osadników, osiołki albo tratwy. W ten sposób koło się zamknie, bo nowe surowce posłużą do wznoszenia kolejnych budowli. Choć konstrukcja misji pozostała z grubsza niezmieniona, to jednak nabrały one trochę większej dynamiki. W pierwszej, dla przykładu, będziemy musieli ścigać się z dwoma innymi plemionami w zajmowaniu terytoriów, a w drugiej dojdzie już do starć naszych rycerzy z rycerzami przeciwnika. W grze napotkamy również szereg misji pobocznych, których wykonywać nie musimy, aby ukończyć stracie na danej mapie.

W The Settlers: Narodziny kultur gra się potoczyście i trzeba przyznać, że autorzy stworzyli tak znakomity interfejs, jak jeszcze nigdy do tej pory. Zacznijmy od tego, że aby rozpocząć budowę wystarczy kliknąć w... dowolnym miejscu mapy i wybrać z małego menu, które się pojawi, pożądany budynek. Żadnego błądzenia myszką po obrzeżach ekranu, przewijania nieskończonej listy ikonek itp. Bardzo przydatny okazuje się również niewielki pasek, który ukazuje, jakie mamy niedobory/nadwyżki surowców. Dzięki temu nie trzeba samemu liczyć budynków danego typu, aby przekonać się, jakich brakuje. Wystarczy jeden rzut oka na pasek, żeby stwierdzić, że nasza społeczność dostała zadyszki z powodu zbyt małej ilości pól uprawnych.

Dowiedz się więcej na temat: Guardian | nowość | szkoci | zabawy | surowce | budynki | nowości | Narodziny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje