Empire: Total War

Strategie to jeden z najważniejszych gatunków gier na komputerach, a Creative Assembly to jeden z najważniejszych producentów taktycznych pozycji. Kolejna gra tej zasłużonej ekipy od dawna wywoływała spore emocje. Shogun: Total War, Medieval: Total War oraz Rome: Total War podniosły poprzeczkę tak wysoko, że wielu graczy zastanawiało się, czy mogą liczyć na jeszcze lepszy tytuł.

Jednak Empire: Total War udowadnia, że w temacie strategii jeszcze bardzo wiele przed nami.

Reklama

Producent zapowiadał rewolucje, ale na szczęście trzon rozgrywki pozostał niezmieniony. W dalszym ciągu prowadzimy działania w skali makro i mikro. Mamy więc turowe zarządzanie naszym imperium i bitwy w czasie rzeczywistym. Taki podział gwarantował i nadal gwarantuje zabawę na najwyższym poziomie strategicznym. Największa nowość to naturalnie zmiana okresu, w trakcie którego toczy się rozgrywka. Tym razem przywitajcie się przede wszystkim z XVIII wiekiem, w którym znacznie większą rolę będzie miał handel, dyplomacja i szpiegostwo oraz drzewka wynalazków. Wprowadzenie nowych obszarów do rozgrywki jeszcze bardziej ją urozmaiciło, choć z drugiej strony tym razem musimy ogarnąć jeszcze większy zakres obowiązków, więc niezmiernie cieszy poprawienie pracy doradców. Dzięki nim łatwiej nam będzie ogarnąć globalne konflikty i rewolucję przemysłową, która zupełnie zmieniła pole bitwy.

Teatrem naszych działań stanie się Ameryka Północna, Południowa, Azja Środkowa, Afryka Północna i Europa. Do naszej dyspozycji oddano również kilkanaście stron, wśród których pojawia się Rosja, Hiszpania, Francja, Szwecja, a nawet Rzeczpospolita Obojga Narodów, która jednak sporo różni się od historycznych zapisków. Zresztą nie tylko w naszym przypadku producent pozwolił sobie na uproszczenia i ogólnie trudno w Empire: Total War pisać o realizmie historycznym. W końcu wprowadzenie takich postaci, jak Napoleon Bonaparte, Karol XII Szwedzki, czy Piotr I Wielki nie oznacza z miejsca, że Creative Assembly zawzięcie studiowali historię. Tutaj liczy się przede wszystkim atrakcyjne wykorzystanie prawdziwych zdarzeń i konfliktów do stworzenia wciągającej i satysfakcjonującej rozgrywki. A osiągnięto to między innymi dzięki poprawieniu sztucznej inteligencji przeciwników, którzy doskonale potrafią wykorzystywać plusy swoich jednostek i minusy naszych. Dlatego też z uśmiechem na klawiaturze przywitałem długi i niezwykle rozbudowany samouczek, który wprowadza graczy w wszelkie niuanse prowadzenia imperium.

Zmiana realiów jest naturalnie najbardziej widoczna na polach bitew. Broń biała musiała pozostać w swoich czasach, a jej miejsce zajęła broń palna. Osobiście wolałem te części Total War, w których to miecze odgrywały najważniejszą rolę, więc z bólem serca przyjąłem huk armat i kanonady muszkietów. W bataliach pierwsze skrzypce przejęły właśnie kule armatnie, więc zupełnie zmienia się podejście do walki w stosunku do poprzednich części. Tutaj wszystko zależy od Waszego podejścia do tematu, niemniej niezwykle ucieszyła mnie ogromna nowość w serii, a więc bitwy morskie. Śmiało można stwierdzić, że czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy. Widok kilkunastu okrętów, wypełnionych po brzegi załogą naprawdę musi się podobać. Do tego dochodzą takie detale, jak zmienne warunki pogodowe i faktyczny wpływ wiatru na rozgrywkę. Naturalnie największe wrażenie towarzyszy potyczką flot, które zachwycają przywiązaniem do detali. Jednak tutaj również najbardziej widać wymagania sprzętowe, więc jeżeli liczycie na piękną grafikę, to przygotujcie lód na chłodzenie Waszych procesorów. Na ekranie dzieje się tak dużo, że ciężko się skupić na wszystkich wydarzeniach. Bitwy morskie są więc niezwykle pasjonujące, ale docenią je jedynie posiadacze najmocniejszych komputerów.

Oprawa graficzna i dźwiękowa to najwyższa półka. Postęp od czasu Shogun: Total War jest wręcz nieprawdopodobny. Cudownie prezentują się mapki strategiczne, a możliwość przybliżania i oddalania obrazu wypada doprawdy znakomicie. W bezpośrednich walkach widać wielkie przywiązanie do detali i choć większość jednostek to klony, to i tak maszerujące oddziały prezentują się doskonale. W przypadku floty można ją podziwiać i podziwiać, więc ten nowy element został szczególnie dopracowany. Moja pierwsza bitwa morska na pewno na długo pozostanie w mojej pamięci.

Największym minusem Empire: Total War jest stabilność samej gry, która niezwykle często potrafi się zawiesić, szczególnie na słabszych komputerach. Od czasu niesławnego wydania Heroes of Might & Magic IV nie pamiętam tytułu, który tak często zmuszał mnie do restartowania komputera. Liczę na to, że w najbliższym czasie pojawi się stosowna poprawka do tej produkcji, bo nic tak nie frustruje gracza, jak utrata cennego czasu poświęconego na rozgrywkę.

Pomimo kilku niedociągnięć, które są tak błahe, że nie warto o nich wspominać, Empire: Total War wciąż dostarcza satysfakcjonującej zabawy na najwyższym poziomie. Najnowsza odsłona Total War powinna uszczęśliwić wszystkich miłośników strategii, ale również nowych graczy, którzy chcą spróbować tego typu rozgrywki. Producenci po raz kolejny udowodnili, że seria Total War nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa w walce o prymat wśród gier strategicznych.

Dowiedz się więcej na temat: rozgrywki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje