Zynga w nieco lepszej formie

Reklama

Po raz pierwszy od dłuższego czasu inwestorzy uwierzyli w sens działań Marka Pincusa i zarządu Zyngi. I choć sytuacja finansowa kalifornijskiego koncernu wciąż jest opłakana, włodarze branżowego giganta wreszcie mają się z czego cieszyć...

Jeden z największych wydawców gier społecznościowych i mobilnych był w stanie agonalnym i kiedy już wydawało się, że nikt ani nic nie jest w stanie uratować Zyngi, nagle, w ostatni piątek, cena akcji na amerykańskiej giełdzie wzrosła do poziomu 3,43 dolara za sztukę. Na pierwszy rzut oka to niewiele (dla porównania cena akcji firmy Apple wynosi... 474,98 dolara!), jeśli jednak zaznaczymy, że przez prawie cały poprzedni rok wartość akcji Zyngi nie potrafiła przekroczyć poziomu 2,5 dolara, musimy uznać, że firma osiągnęła poważny sukces.

Oczywiście amerykańska spółka ma przed sobą jeszcze bardzo długą drogę, aby przywrócić akcjom wartość rekordową, czyli 15 dolarów za sztukę - właśnie tyle trzeba było zapłacić za papier Zyngi w marcu ubiegłego roku. W ciągu niecałych 12 miesięcy firma przeszła prawdziwy wstrząs - z organizacji odeszli właściwie wszyscy kluczowi pracownicy, podjęto decyzję o zamknięciu dwóch oddziałów firmy, zwolniono setki pracowników... I choć wszystkie znaki na niebie i ziemi (czytaj: dane finansowe) wskazywały, iż Zynga notuje ostry zjazd, jakimś cudem udało się opanować sytuację. Nawet baza użytkowników gier firmy (a przypomnijmy, że ma ona w portfolio takie hity jak FarmVille, CityVille, Words with Friends czy Zynga Poker) powróciła do niezłego poziomu 300 milionów osób.

Może zatem nie wszystko jeszcze stracone, a CEO Mark Pincus i jego ludzie - ci, którzy mu jeszcze zostali - idą w dobrym kierunku? Przekonamy się w ciągu kilku najbliższych miesięcy.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje