Reklama

Radio Commander - pierwsze wrażenia

Radio Commander /materiały prasowe

​Od czasu do czasu w moje ręce trafia gra, którą trudno zdefiniować. Taka jak Radio Commander. No, bo teoretycznie jest to RTS, a w praktyce... niezupełnie.

Jeśli bowiem słyszycie hasło "strategia czasu rzeczywistego", zakładam, że - podobnie jak ja - od razu dostrzegacie oczyma wyobraźni grę w stylu Command & Conquer czy StarCrafta. Kamera zawieszona w powietrzu, rzut izometryczny, budowanie bazy, dziesiątki jednostek strzelających do siebie na naszych oczach... Prawda? Żadnej z tych rzeczy nie uświadczycie w Radio Commanderze. W tej strategii polskiego studia Serious Sim zasiadacie w namiocie i zawiadujecie swoimi wojskami, patrząc na mapę, przesuwając żetony i trzymając w dłoni słuchawkę od radia. Szaleństwo? Tak to brzmi, ale przekonałem się na własnej skórze, że ta formuła może się podobać!

Reklama

We wczesnej wersji Radio Commandera mogłem zapoznać się z aż pięcioma misjami z dziewięciu, które będą dostępne w ostatecznym produkcie. Akcja gry toczy się podczas kontrowersyjnej amerykańskiej interwencji w Wietnamie. Całość została ukazana z perspektywy Stanów Zjednoczonych, ale nie w tak jednoznaczny sposób, jak w wielu innych grach czy filmach o tej tematyce. Autorzy umiejętnie odwzorowali atmosferę amerykańsko-wietnamskiego konfliktu (przynajmniej tak podejrzewam), dbając o to, by rozmowy pomiędzy żołnierzami były naturalne, bogate w charakterystyczny żargon. Podsumowując, można się tu poczuć jak na wojnie.

Piszę o tym, bo Radio Commander poza oryginalną rozgrywką (o której za chwilę) zawiera także całkiem interesującą fabułę, która bez skrępowania pokazuje, z jak brutalnym konfliktem mamy do czynienia (żeby to poczuć i zrozumieć, nie musimy być wcale na pierwszej linii frontu i oglądać stert ciał pośród wietnamskiej dżungli), oraz porusza trudne kwestie, związane chociażby z machlojkami CIA czy cynizmem elit politycznych. W tym wszystkim musi się odnaleźć także sam gracz, podejmując niejednokrotnie trudne decyzje, określające jego poglądy i przekonania. Podczas rozgrywki w Radio Commandera niejednokrotnie będziecie się zastanawiać, czy wasze postępowanie jest słuszne.

Wszystko, co widzimy w Radio Commanderze, to wnętrze naszego namiotu wraz z bezpośrednim otoczeniem. W jego centralnym punkcie znajduje się mapa oraz radio. Na tej pierwszej możemy zobaczyć, gdzie znajdują się nasze jednostki oraz kluczowe dla przebiegu misji punkty. Wojska są przedstawione przy pomocy żetonów, które przesuwamy z miejsca w miejsce, dając sygnał do przemarszu. Jednak wszystkie pozostałe rozkazy wydajemy, używając radia. Chcesz zaatakować wroga? Sięgnij po słuchawkę. Chcesz wycofać się na bezpieczną pozycję? Sięgnij po słuchawkę. I tak dalej, i tak dalej. To może się wydawać nudne, ale wcale takie nie jest, szczególnie, gdy zacznie robić się gorąco.

Pierwsza misja pełni rolę wprowadzenia i jest naprawdę łatwa, ale w kolejnych musimy się już wykazać. Jako dowódcy musimy wydawać mądre rozkazy (naprawdę niełatwo je odróżnić od bezmyślnych), prosić o raporty, pilnować zdrowia swoich podwładnych, ich kondycji, morale czy stanu amunicji. Z czasem uzyskujemy dostęp do kolejnych rodzajów jednostek (w sumie jest ich aż 15), takich jak wozy opancerzone M113, zwiad lotniczy, artyleria polowa czy odrzutowce F4. Każda z nich daje nam nowe możliwości na polu walki (nie zabrakło m.in. tak często stosowanych przez Amerykanów w Wietnamie nalotów napalmowych). A gdy zrobi się spokojnie, możemy odbyć kilka bardziej ludzkich rozmów z naszymi podkomendnymi. To pozwala wczuć się w naszą rolę i w sytuację, w jakiej się znajdujemy.

Radio Commander przypomina bardziej grę paragrafową niż klasycznego RTS-a. To ciekawy sposób na ukazanie wojny na ekranie komputera, który potrafi przykuć do monitora. Początek może wydawać się ospały, ale późniejsze misje są naprawdę ciekawe. I co ciekawe, każdą z nich można ukończyć na kilka różnych sposobów, podejmując różne decyzje. Dopisuję Radio Commandera do listy śledzonych tytułów i czekam na premierę pełnej wersji. Do przeczytania wtedy, poruczniku!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy