Reklama

Evil West - pierwsze wrażenia. Jak Polacy podbijają Dziki Zachód?

​Już w listopadzie polskie studio Flying Wild Hog wyda na świat swoje najnowsze dzieło - Evil West. Jak prezentuje się strzelanka z akcją osadzoną na mrocznym Dzikim Zachodzie?

Wyruszyłem w podróż do tego opanowanego przez potwory świata, by sprawdzić, czy Flying Wild Hog nie zapomniało, jak robi się widowiskowe, dające dużo przyjemności i satysfakcji gry akcji. Moje pierwsze wrażenia są jak najbardziej pozytywne. Chociaż dostrzegam też pewne zagrożenie.

Evil West przenosi nas do autorskiego uniwersum, w którym wymieszano elementy Dzikiego Zachodu z klimatami rodem z filmów o wampirach. Gra wsadza nas w buty kowboja twardziela, którego celem jest oczyszczenie świata z wszelkiego rodzaju potworów. To, rzecz jasna, punkty wyjścia dla zabawy wypełnionej po brzegi strzelaniem.

Reklama

W udostępnionym fragmencie Evil West dano mi możliwość sprawdzenia jednej z plansz z kampanii fabularnej. To za mało, by choćby wstępnie ocenić opowiedzianą historię (która wbrew pozorom nie musi być wcale elementem drugoplanowym tej produkcji), ale wystarczająco, by sprawdzić, jak wypada najważniejszy element gry - walka.

Evil West jest nią wypchane po brzegi. Co kilka kroków czeka nas starcie z grupą krwiożerczych bestii. Strzelanie do nich daje mnóstwo przyjemności i stanowi sedno gry. Autorzy nawet nie zmuszają nas do zbierania amunicji, abyśmy nie musieli zbytnio odrywać się od dania głównego. Biegamy, strzelamy, robimy uniki, znów strzelamy... Nic skomplikowanego, ale to naprawdę przyjemne!

Wrogów można też potraktować z piąchy albo sprzedać im solidnego kopniaka. Ba, da się nawet rzucić jednym gagatkiem w drugiego. Nie pozbawiałem się tej przyjemności, ale skupiałem się raczej na strzelaniu z tej czy innej broni (do wyboru precyzyjny karabin czy zapewniający dużą siłę rażenia obrzyn), wykorzystywaniu umiejętności specjalnych (stwory można razić impulsem elektrycznym, który unieruchamia je na jakiś czas), a także robieniu użytku z elementów otoczenia, jak materiały wybuchowe.

Ciągłe strzelanie - pomimo że jest naprawdę świetne - mogłoby się dosyć szybko znudzić (i niewykluczone, że znużenie w końcu wkradnie się do gry), gdyby nie interesujący świat, plansze skrywające znajdźki oraz system rozwoju. Podczas zabawy zbieramy pieniądze oraz punkty doświadczenia. Wykorzystujemy je do rozwijania zdolności głównego bohatera oraz do ulepszania broni. Nie jest to może system rozbudowany jak w RPG-u, ale wystarczający, by urozmaicić ciągłe strzelanie i bijatyki, a także zachęcić do dalszej zabawy.

Czy to wystarczy, by zatrzymać graczy na dłużej? Przekonamy się po premierze (ta odbędzie się 22 listopada). Pierwsze wrażenia są bardzo pozytywne, ale istnieją obawy, że na dłuższą metę gra będzie nużąca - czy to z powodu mechaniki, czy liniowej konstrukcji plansz. O znużenie będzie na pewno trudniej, gdy zdecydujemy się przechodzić kampanię w kooperacji. To może być najlepszy sposób na przechodzenie tej gry.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy