Reklama

Call of Duty: Vanguard - beta test (multiplayer)

​Spędziłem kilka godzin z betą Call of Duty: Vanguard i uważam, że to dokładnie to, czego można się było spodziewać.


Oczywiście mam w tej chwili na myśli jedynie multiplayer, ponieważ zamknięta beta została okrojona do potyczek sieciowych, do tego w zaledwie kilku trybach. Zabawę ograniczono w zasadzie tylko do dominacji, deathmatchu oraz starć z udziałem ośmiu par. To jednak wystarczyło, by przekonać się, czym może być Call of Duty: Vanguard.

Co zrobiło na mnie pozytywne wrażenie? Przede wszystkim konstrukcja map, która przywodzi na myśl raczej kultowe sieciowe strzelanki sprzed lat (w tym pierwsze COD-y), a nie ostatnie odsłony Call of Duty. Nadmorska Gavutu, miejska Hotel Royal, radziecka Red Star... Plansze są różnorodne i dobrze pomyślane, a do tego bardziej wertykalne niż ostatnio. Warto przyzwyczaić się do wspinaczki i chodzenia po dachach, jak również do tego, że... wróg może czaić się na wysokości. Otoczenie jest w dużym stopniu interaktywne. Z każdą minutą starcia widać coraz większe zniszczenia, mające wpływ nie tylko na estetykę, ale także na rozgrywkę. Ściany, drzwi, okna, meble - wszystko można obrócić w drobny mak.

Reklama

Oczywiście wszystkie zalety z ostatnich odsłon Call of Duty przeniesiono także do Vanguarda. Gra jest bardzo dynamiczna, emocjonująca i w dużym stopniu uzależniona od współpracy pomiędzy członkami drużyny. Poszczególne klasy postaci bardzo wyraźnie się od siebie różnią, podobnie jak broń, z której możemy postrzelać. Jeśli będzie to dla was pierwszy multiplayerowy COD od dawna, lepiej spędźcie najpierw trochę czasu na poznawaniu zawartości.

Call of Duty: Vanguard ma też swoje minusy. Na szczęście większość z nich to efekt tego, że gra jest jeszcze na etapie bety. Niektóre obiekty doczytują się na naszych oczach, liczba klatek na sekundę czasem spada, a funkcjonalność DualSense wykorzystano póki co w bardzo okrojonym zakresie. Jednak są też kwestie, które, obawiam się, nie ulegną zmianie aż do premiery. Przede wszystkim zaskoczyła mnie... oprawa graficzna. Widać, że twórcom w multiplayerze zależało przede wszystkim na wysokiej i stałej liczbie FPS-ów, ale odnoszę wrażenie, że wizualnie Vanguard nie wygląda jak next-genowa produkcja. I mam tutaj na myśli zarówno poziom szczegółowości, efekty specjalne, jak i rozdzielczość. Nie do końca przekonało mnie również udźwiękowienie. Jakoś nie mogłem wczuć się w klimat drugiej wojny światowej. Odnoszę wrażenie, że przeszkadzały mi w tym trochę polskie głosy.

Call of Duty: Vanguard raczej nie zrewolucjonizuje serii, tylko rozwinie dobrze znane i sprawdzone pomysły, wprowadzając je w realia drugiej wojny światowej. Jeśli to wam wystarczy (a jeżeli uwielbiacie ten okres historyczny w grach, to pewnie tak), powinniście go kupić. Powinniście to zrobić także wtedy, jeśli lubicie kampanie single player w COD-ach - ta z Vanguarda zapowiada się świetnie (i zapewne zaoferuje dużo ładniejszą grafikę niż multiplayer). Ale z werdyktem wstrzymajmy się do premiery. Tę zaplanowano na 5 listopada.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje