W wyciskającym łzy finale matka dziecka założyła sprzęt wirtualnej rzeczywistości na głowę, a na ręce założyła specjalne rękawice, które symulują wrażenia dotyku, w imię realizmu. Tak uzbrojona wkroczyła do wirtualnego świata, w którym spotkała się z trójwymiarowym modelem swojej córki.
Wirtualna dziewczynka nie tylko mogła się poruszać, ale także wykonywała codzienne czynności, jak czytanie książki. Na sam koniec zamieniła się w zbudowanego ze światła motyla i odleciała, zapewne po to, żeby jeszcze bardziej zdołować załamaną matkę, ponownie przeżywającą swoją tragedię.
Nie potrafimy ocenić, czy matka dziecka była ostatecznie zadowolona, że dane jej było wziąć udział w takim eksperymencie, choć część obserwatorów sugeruje, że taki projekt mógł pomóc jej w poradzeniu sobie z utratą dziewczynki. A może technologia poszła tym razem po prostu za daleko? Czas pokaże, ponieważ nie da się ukryć, że takie symulacje rzeczywistości będą coraz popularniejsze, czy tego chcemy, czy też nie. Obecnie grafika komputerowa jest na etapie, w którym wprawne oko na pierwszy rzut oka rozpoznaje, że ma do czynienia z komputerowo generowanym modelem, ale granica będzie się zacierać.

Inni obserwatorzy sugerują, że takie pomysły są jak najbardziej wskazane dla osób zmagających się ze stratą, lecz powinny być prowadzone prywatnie i pod nadzorem psychologa, a nie w popularnym programie telewizyjnym. To jednak pokazuje także, że takich etycznych rozważań czego nas sporo.









