Amerykańska korporacja zapewnia oczywiście, że taki krok jest absolutnie konieczny, ponieważ przebrzydli hakerzy "znajdują nowe sposoby na włamania, a poziom sprzętowy wyrasta obecnie na główny cel" - czytamy w ogłoszeniu. Poziom sprzętowy, czyli między innymi właśnie BIOS.
W dzisiejszych czasach BIOS nie jest do końca BIOS-em, lecz Unified Extensible Firmware Interface (UEFI). Twórcy płyt głównych z jakiegoś powodu lubią nawet tutaj dodawać dostęp do internetu, co właśnie naraża i tę bardzo "niską" warstwę oprogramowania na niepożądane ataki.
Jak pokazały niedawno problemy firmy Intel ze swoimi procesorami, tak przeprowadzane ataki stają się coraz popularniejsze, a jednocześnie są bardzo trudne do wykrycia i wyeliminowania, ponieważ "schowane" są bardzo głęboko. Ich liczba w ostatnich latach miała wzrosnąć pięciokrotnie.
Stąd właśnie kontrowersyjna inicjatywa Microsoftu, który współpracuje obecnie z firmami AMD, Intel, Qualcomm i producentami OEM. W bardzo szybkim skrócie chodzi o to, by włączanie komputera było zabezpieczone i odbywało się wyłącznie po ścieżce "dobrego" oprogramowania.
Kluczem jest lepsza współpraca między warstwą sprzętu i oprogramowania. Co więcej, nowe procesory powstają z wbudowanymi procesami weryfikującymi poprawność, a klucze do tych procesów są absolutnie tajne i pozostają w rękach producentów sprzętu.
Xbox ma bardzo zaawansowany model detekcji zagrożeń, ponieważ nie ufamy użytkownikom nawet, gdy posiadają urządzenie we własnych domach. Nie chcemy, by użytkownik mógł hakować konsolę i włączać własne gry.
A więc wyszło szydło z worka. Nie chodzi więc tylko o hakerów, ale także o piractwo. Gracze już teraz obawiają się, że następnym krokiem będzie dalsze zbliżanie ekosystemu PC do tego znanego z konsol, a więc całkowite jego zamknięcie i zmniejszenie swobody działania użytkowników.









