Reklama

Iiyama G-Master GB3467WQSU-B1 Red Eagle – test ultrapanoramy

Mieliśmy już w przeszłości do czynienia z gamingowym, ultrapanoramicznym monitorem iiyama, ale producent ewidentnie stwierdził, że czas wprowadzić jego następcę. Wcześniejszy model, czyli G-Master GB3466WQSU-B1 Red Eagle został ciepło przyjęty zarówno przez recenzentów, jak i konsumentów, dlatego tym bardziej jesteśmy ciekawi, jak poradzi sobie nowy przedstawiciel rodziny G-Master Red Eagle. Jak zatem się spisał? Sprawdziliśmy to!

Podobnie, jak u poprzednika, w G-Master GB3467WQSU-B1 Red Eagle znajdziemy 34-calową, zakrzywioną matrycę VA o bardzo dobrych parametrach. Monitor pochwalić może się wysoką rozdzielczością na poziomie 3440 x 1440 pikseli (UWQHD), wysoką częstotliwością odświeżania na poziomie 165 Hz, niskim czasem reakcji plamki (0,4 ms MPRT) i wysoką jasnością w trybie SDR na poziomie aż 550 nitów. Na papierze wygląda więc naprawdę dobrze, szczególnie jeśli do równania dorzucimy wysoki kontrast, który jest poza zasięgiem typowych dla tego segmentu paneli IPS i TN (3000:1). Czas reakcji zainteresował nas tutaj najbardziej, bo choć poprawa względem poprzednika wynosi zaledwie 0,6 ms, narzekaliśmy wcześniej na widoczne podczas wyświetlania kontrastowych, dynamicznych scen smużenie. Czy zastosowany tryb stroboskopwy zda tutaj egzamin? O tym przekonamy się nieco później. Na początek omówmy szczegółową specyfikację, budowę i jakość wykonania.

Reklama

Iiyama G-Master GB3467WQSU-B1 Red Eagle - specyfikacja:

  • Przekątna matrycy - 34" (1500R)
  • Rozdzielczość - UWQHD 3440 x 1440 pikseli
  • Częstotliwość odświeżania - 165 Hz
  • Synchronizacja - FreeSync Premium z LFC
  • Gęstość pikseli - 109,68 PPI
  • Typ panelu - VA
  • Powłoka matrycy - Antiglare
  • Jasność maks. - 550 nitów
  • Kontrast - 3000:1
  • Kąty widzenia - 178/178 st.
  • Czas reakcji - 0,4 ms (MPRT)
  • Pivot - Tak
  • Vesa - Tak, 100 x 100
  • Złącza - 2x DisplayPort 1.4, 2x HDMI 2.0, 4x USB 3.0 + jack 3,5mm
  • Dodatki: HUB USB, głośniki (2x 2 W), DisplayHDR 400
  • Waga - 8,7 kg

Budowa, jakość wykonania, ergonomia

W kartonie, oprócz monitora, znajdziemy przewód zasilający, USB, HDMI, DisplayPort oraz stopkę, na której możemy postawić urządzenie. Wyświetlacz przykręcamy do niej za pomocą jednej szybkośrubki, a cały proces nie zajmuje dłużej niż 60 sekund. Trzeba przyznać, że złożony już monitor prezentuje się dobrze, choć po przerobieniu dziesiątek monitorów tego producenta chciałoby się powiedzieć - tak, jak zawsze. Minimalistyczny wygląd na pewno przypadnie do gustu wielu osobom, szczególnie tym, którzy nie chcą mieć ze światem gamingu nic wspólnego. Żadnych kolorowych wstawek, ani podświetlenia RGB tutaj nie znajdziemy. Tak czy inaczej, jakość wykonania jest na wysokim poziomie - nic nie skrzypi, nic nie trzeszczy. Nie zauważyliśmy też żadnych niedociągnięć przy zakrzywionych ramkach, co z reguły dotyczy najbardziej budżetowych konstrukcji na rynku.


Na pleckach monitora znajdziemy dżojstik i kilka przycisków do sterowania menu OSD. Kontroler pozwala sprawnie i wygodnie przeczesywać oprogramowanie, a dodatkowe przyciski pozwalają na regulację głośności zastosowanych przetworników, szybką zmianę źródła wideo i wyłączenie monitora. To bardzo intuicyjne rozwiązanie. Całość umieszczono na ergonomicznej podstawie, dzięki której możemy modyfikować położenie samego wyświetlacza. Zmienić możemy wysokość (130 mm maks.), kąt nachylenia (20 st. w górę i 3 st. w dół) oraz ustawić wyświetlacz w trybie portretowym Pivot, choć korzystanie z zakrzywionego, ultrapanoramicznego monitora może okazać się niepraktyczne.

Na tyle znajdziemy również porty. Są dwa DisplayPort 1.4, dwa HDMI 2.0, gniazdo słuchawkowe Jack 3.5 mm, cztery USB 3.0 oraz HUB USB-B. Szkoda tylko, że producent nie zdecydował się na przesunięcie najczęściej wykorzystywanych złączy na bok obudowy, gdyż wszystkie omawiane pozostały na tylnym panelu, równolegle do matrycy, gdzie mamy zazwyczaj utrudniony dostęp.

Kolory i kontrast i HDR

Monitor, tak jak już zresztą wspomnieliśmy, wyposażono w matrycę VA i jest ona 8-bitowa. Pod względem pokrycia popularnych gamutów kolorów, poprzednik wypada nieco lepiej, ale różnice na szczęście nie są duże. Najnowszy model zanotował 99,8% pokrycie dla sRGB przy całkowitej objętości równej 124,1%. Dla DCI-P3 było to już odpowiednio 87% i 87,9%, a dla Adobe RGB 81,1% i 85,5%. Nie jest to typowa jednostka gamingowa, ponieważ takie wyniki można z powodzeniem wykorzystać do nieco bardziej wymagających, profesjonalnych zadań graficznych.

Fabrycznie podświetlenie matrycy ustawione zostało na 25%, co przekłada się na jasność wynoszącą 200 nitów dla bieli oraz 0,0501 nita dla czerni. Oznacza to, kontrast wynosi w tym wypadku aż 3949:1, co jest wynikiem wręcz fenomenalnym, nawet jak na standardy VA, które znacznie odbiegają od typowego 1000:1, którym mogą się pochwalić IPS i TN. Temperatura bieli jest jednak daleka od neutralnego poziomu 6500 K i wynosi 7220 K. Przy takiej wartości kolor jest wyraźnie ochłodzony i naturalna biel wpada w odcienie błękitu. Zawsze można to oczywiście skorygować ręcznie lub zdecydować się na inny profil (ciepły jest znacznie bliższy ideałowi, ponieważ tutaj notujemy temperaturę na poziomie 6452 K).

Świetnie wypada jednak precyzja w odwzorowaniu barw, gdyż średnia wartość błędu Delta E wynosi w tym wypadku jedynie 1,37, a przypomnijmy, że błąd ten w dobrych monitorach nie powinien przekraczać 3,0. Maksymalne Delta E wyniosło w teście 4.1 i również jest bardzo dobrym wynikiem. Ogólnie można przyjąć, że fabryczna kalibracja monitora stoi na wysokim poziomie, wypadając pod tym względem znacznie lepiej od poprzednika. iiyama G-Master GB3467WQSU-B1 Red Eagle jest również podatny na kalibrację i profilowanie, co pozwala dodatkowo skorygować pewne niedoskonałości. Po wykonaniu tego kroku średni błąd Delta E wynosił już zaledwie 0,37 i choć odbiło się to na kontraście, nadal zanotowaliśmy 3235:1, czyli wyższą od standardowego przy panelach VA.

Monitor wspiera dodatkowo tryb HDR i uzyskał najbardziej podstawowy certyfikat DisplayHDR 400. Nie ma zatem co liczyć na opad szczęki i na to, do czego przyzwyczaiły już nas matryce OLED-owe (szczególnie, że mamy do czynienia z jednostrefowym podświetleniem), ale jak na obsługę tej klasy HDR nie jest źle. Tak czy inaczej, funkcja istnieje i można się nią pobawić.

Kąty widzenia i podświetlenie

Panele VA pod względem szerokości kątów widzenia wypadają dużo lepiej od TN, ale wbrew temu, co sugerują producenci, gorzej od IPS, a tym bardziej OLED. Wyświetlacze VA przy odchyleniu przeważnie nie przekłamują kolorów, ale zauważalnie tracą kontrast, co widać zresztą na przykładzie testowanego dziś monitora. Iiyama chwali się kątami na poziomie 178 st. zarówno w pionie, jak i poziomie, ale już po przekroczeniu 50-55 st. widać zauważalny spadek kontrastu. Oczywiście w przypadku zakrzywionych monitorów nie gra to tak dużej roli, ponieważ natura i profil samego urządzenia już od początku zmusza nas do przybrania odpowiedniej postawy - na wprost ekranu. Warto jednak o tym wspomnieć.

Jeśli chodzi zaś o podświetlenie, do dyspozycji otrzymujemy W-LED, które wspiera technologię Flicker Free eliminującą efekt migotania obrazu dzięki zastosowaniu przetwornicy prądu stałego DC-DC. Szybka weryfikacja smartfonem potwierdza specyfikację, dlatego przejdźmy do najważniejszego - jasności. Tutaj producent obiecuje nawet 550 nitów, ale nam udało się uzyskać maksymalnie 535 nitów na domyślnych ustawieniach. Jeszcze nie zauważyliśmy, by w jakimkolwiek monitorze iiyama wartość maksymalnej jasności została przez producenta przeszacowana, ale cóż.. zawsze jest ten pierwszy raz. Na szczęście różnica na poziomie 15 nitów jest przy 535 nitach niezauważalna gołym okiem. Tak czy inaczej, 535 nitów maksymalnej jasności to bardzo dużo, więc nie dziwi fakt, że bohater dzisiejszego artykułu znacznie lepiej poradził sobie z materiałami w HDR od poprzednika. Jasność minimalna natomiast wyniosła w naszym przypadku 84 nitów i choć mogłaby być nieco niższa, fani nocnego przesiadywania przed monitorem nie powinni narzekać.

Pozytywnym zaskoczeniem okazała się nie maksymalna jasność, a równomierność podświetlenia. Warto tutaj wskazać, że w przypadku tak dużych wyświetlaczy, odchylenia, szczególnie w narożnikach, sięgają zazwyczaj powyżej 20%, a tymczasem tutaj najwyższy spadek jasności wyniósł 13,33%. To naprawdę bardzo dobry wynik. Nawet w zdecydowanie mniejszych monitorach notuje się odchylenia sięgające 15%. Zaznaczamy jednak, że być może jest to kwestia testowanej sztuki i różnice między poszczególnymi egzemplarzami mogą okazać się większe. Tak czy inaczej, wynik robi wrażenie.

Gaming, strobing, FreeSync, input lag

Iiyama G-Master GB3467WQSU-B1 Red Eagle to monitor gamingowy i przez właśnie ten pryzmat należy go oceniać. Niestety przyjęło się dziś tak, że wszystkie wyświetlacze z tego segmentu są zazwyczaj wrzucane do jednego worka, a szkoda, ponieważ monitor gamingowy można wykorzystać do gier dla pojedynczego gracza, gdzie najważniejsza jest immersja lub w typowych, nastawionych na rywalizację shooterach sieciowych, w których największe znaczenie ma wydajność. Jak zatem jest tutaj? Nie będziemy ukrywać, że VA to nie jest najlepszy wybór dla tej drugiej grupy docelowej i w testowanym dziś modelu również natknęliśmy się na widoczne smużenie. Na szczęście producent dorzucił oprogramowanie, w którym znajdziemy pięć trybów overdrive i z przyjemnością możemy stwierdzić, że nawet najwyższy nie powoduje ewidentnych powidoków - overshootu i znacząco poprawia ostrość obrazu w ruchu.

Wszystkie bolączki VA są jednak niwelowane przez znakomity tryb podświetlenia stroboskopowego, za który producentowi należą się brawa. Z reguły jest tak, że użycie takiego trybu wiąże się z ogromnymi kompromisami, wśród których największym jest znaczące obniżenie wartości jasności i brak jakiejkolwiek regulacji (tutaj mamy aż 7 stopni do wyboru). Jasność przy wartości +1 wynosi 280 nitów, a przy +7 ok. 160 nitów. MBR nawet na niższych poziomach sprawia, że obraz w ruchu jest ostry jak żyleta - praktycznie na poziomie referencyjnego, co jest autentycznym szokiem. Smużenie praktycznie całkowicie znika, choć i tutaj nie obyło się bez problemów. Niestety w trakcie wykorzystania MBR nie możemy używać FreeSync i na ekranie pojawia się wyraźny overshoot. Drugą sprawą jest to, że niektórzy mogą być szczególnie wyczuleni na migający obraz, co niestety jest naturą tego trybu - podświetlenie wyłącza się, jeśli monitor nie wyświetlił pełnej klatki obrazowej, a następnie się włącza, jeśli to zrobił. Jak to mówią - nie ma róży bez kolców.

Lepiej wypadła jednak funkcja FreeSync. Ta bez problemu działa na wspieranych kartach graficznych NVIDIA GeForce (oczywiście przy użyciu przewodu DisplayPort) i operuje w zakresie 48-165 Hz. Dolny próg mógłby być nieco niższy, ale pamiętajmy, że dzięki certyfikatowi FreeSync Premium, mamy pewność, że urządzenie wspiera również LFC, czyli kompensację spadków płynności. A zatem nawet w momencie, w którym karta graficzna generować będzie 30 FPS, FreeSync dzięki LFC nadal będzie działać.

Jeśli chodzi o input lag, do zmierzenia tej wartości posłużyło narzędzie NVIDIA LDAT, które mierzy opóźnienie dla całego systemu. Przeważnie monitory gamingowe notują 30 ms input lag, choć najlepsze i najszybsze na rynku jednostki potrafią zamknąć się w tym wypadku w 20 ms. Testowany dziś model uzyskał 28,1 ms, co jest wynikiem dobrym i nie powinniśmy z tego tytułu obawiać się odczuwalnych opóźnień.

Podsumowanie

Iiyama G-Master GB3467WQSU-B1 Red Eagle to bez wątpienia godny następca dla modelu G-Master GB3466WQSU-B1 Red Eagle, od którego niemal w każdym aspekcie jest lepszy. Do zalet należy zaliczyć ergonomiczną podstawę, bardzo dobrą jakość wykonania, zdecydowanie wyższą jasność maksymalną (choć przeszacowaną przez producenta), tryb HDR, wyższą częstotliwość odświeżania i zdecydowanie krótszy czas reakcji, który w trybie podświetlenia stroboskopowego może konkurować z najlepszymi na rynku monitorami. Krokiem wstecz okazało się być niższe pokrycie gamutów, ale różnica jest tu naprawdę niewielka i nie jest to coś, co powinno szczególnie interesować graczy. W ogólnym rozrachunku bohater artykułu zasługuje na zdecydowanie wyższą ocenę.

Ciężko się tutaj do czegoś przyczepić, ale jeśli już, to minimalna jasność na poziomie 84 nitów mogłaby być nieco niższa, głośniki zdecydowanie lepsze, a OSD bardziej intuicyjne. Na szczęście nie są to tak zwane "deal breakery", przez które możemy z czystym sumieniem odjąć jeden punkt z oceny końcowej. Jeśli przymierzacie się zatem do zakupu monitora ultrapanoramicznego w cenie ok. 2500 zł, który może pochwalić się wszystkimi wymienionymi tutaj zaletami, naprawdę warto.

Zapraszamy do sprawdzenia rozszerzonej wersji testu monitora iiyama G-Master GB3467WQSU-B1 Red Eagle na portalu ITHardware.pl gdzie znajdziecie więcej wyników, a także bardziej zaawansowane podejście do tematu, którym rozwiejemy (mamy nadzieję) wszelkie potencjalne wątpliwości. Zapraszamy również do komentowania, nasi redaktorzy z chęcią podejmą dyskusję i pomogą w wypadku pytań.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy