Reklama

WWE 2K22 - recenzja. To nie MMA, ale jest fajnie!

​Wrestling to nie sport walki. To wyreżyserowane show. I twórcy WWE 2K22 nie zamierzali tego ukrywać.

Jeśli takie EA Sports UFC jest dla was zbyt realistyczne i skomplikowane, a na przykład Mortal Kombat zbyt odjechane i brutalne, może się okazać, że WWE 2K22 będzie grą dla was. To uczta dla oka i ucha, w której równie ważna, co obijanie się po gębach i pozostałych częściach ciała, jest cała otoczka, w tym wizerunki poszczególnych wojowników. A same bijatyki nie są może tak wyreżyserowane, jak w telewizji (w końcu to my i nasze umiejętności decydujemy o tym, kto zwycięży), ale... tak wyglądają.

WWE 2K22 oferuje wiele trybów rozgrywki. W WWE Showcase poznajemy historię Reya Mysterio (istniejący naprawdę zapaśnik), który jest nie tylko jej głównym bohaterem, ale także narratorem. To świetne wprowadzenie do świata wrestlingu, szczególnie dla osób, które niespecjalnie go znają, ale nie tylko. W Universe to my sami tworzymy show, wpływając na wiele czynników, z arenami i zawodnikami na czele. Z kolei w GM Mode wcielamy się w organizatora walk w ramach organizacji Raw, SmackDown lub NXT, starając się pozyskać zainteresowanie większej publiki niż konkurencja. Jest też moduł MyFaction, w którym zbieramy paczki z kartami i budujemy swoją własną ekipę. To miejsce, w którym gra stara się też zachęcić nas do wydawania prawdziwej gotówki. W grze nie mogło też zabraknąć kariery zawodniczej - ta kryje się pod nazwą MyRISE. Universe i MyFaction nie zainteresowały mnie na dłużej, a WWE Showcase to tak naprawdę dobrze zrealizowana przystawka, za to z GM Mode i MyRISE z chęcią spędziłbym wiele wieczorów.

Reklama

Podczas samych walk w WWE 2K22 nasze zadanie jest takie samo, jak w każdej bijatyce - wyprowadzać jak najcelniejsze i jak najbardziej efektowne kombinacje ciosów, które koniec końców doprowadzą do naszego zwycięstwa. Jednak sposób toczenia pojedynków we wrestlingu jest zupełnie inny niż w takim MMA, UFC czy w boksie. Ciosy są znacznie bardziej teatralne i mniej brutalne. Pełno tu zagrywek w stylu odbijania sobie przeciwnika od lin, rozpędzania się od nich, wyrzucania się nawzajem poza ring, wyskakiwania w powietrze i spadania na rywala w taki sposób, by publika zaczęła obawiać się o stan jego żeber. A propos publiki, to cała ta widowiskowość nie jest dla gracza sztuką samą w sobie. Im bardziej efektownie walczymy, tym wyższą notę otrzymujemy na koniec.

WWE 2K22 jest barwne, widowiskowe i teatralne, ale to nie oznacza, że stanowi łatwiejszą alternatywę dla "poważniejszych" bijatyk. Przeciwnie, gra wymaga sporo czasu na naukę. Początkowo miałem spore problemy na przykład z wyczuciem i trafieniem w odpowiedni moment na wyprowadzenie ciosu. Musiałem przyzwyczaić się, że mój zawodnik nieźle obrywa, zacisnąć zęby i... w końcu zacząłem walczyć jak wrestler z krwi i kości. I wtedy poziom czerpanej przyjemności wzrósł diametralnie.

Studio Visual Concepts wykorzystało ponad dwuletnią przerwę wydawniczą (poprzednia odsłona serii ukazała się w 2019 roku), aby nie powtórzyć wszystkich popełnionych poprzednio błędów. Gra ma znacznie mniej bugów, niż ganiona w recenzjach poprzedniczka. Problemy wciąż się zdarzają, ale zdecydowanie rzadziej i mniejsze. Czas twórcy spożytkowali także na poprawę szaty graficznej. Ulepszyli przede wszystkim modele postaci - te kobiece wreszcie wyglądają równie dobrze, jak męskie (a męskie jeszcze lepiej niż dotychczas).

WWE 2K22 to prawdziwa gratka dla miłośników tej dyscypliny "sportu". W grze znalazło się łącznie blisko 170 prawdziwych zawodników - każdy z dopracowanym wyglądem czy typowym dla siebie sposobem poruszania. Nie zabrakło prawdziwych gwiazd, takich jak Undertaker, Triple H, John Cena, Brock Lesnar czy Alexa Bliss. Autorzy odwzorowali też skrupulatnie dziesiątki aren oraz elementy transmisji. Podczas zabawy naprawdę można się poczuć, jakby się oglądało zawody wrestlingu w telewizji.

WWE 2K22 to wymarzona gra dla każdego fana wrestlingu, jak również dla każdego, kto chciałby zapoznać się z tą formą rozrywki, niekoniecznie tylko patrząc, jak inni się okładają. Co prawda Visual Concepts wciąż ma co poprawiać, a grafika mogłaby bardziej next-genowa, ale i tak tegoroczna odsłona wypada o niebo lepiej niż poprzedniczka.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy