TopSpin 2K25 – recenzja. Mogło być lepiej, ale nie jest najgorzej

Fani tenisa od kilku miesięcy czekali na tę pozycję wśród gier wideo. Mowa o TopSpin 2K25, który od razu po pierwszej zapowiedzi wzbudzał ogromne zainteresowanie. Fani tenisa czekali na głośniejszą grę tenisową od lat. Teraz ich sen się ziścił. Gra miała już premierę na wszystkich platformach. Jednak czy możemy w tym przypadku mówić o dobrej produkcji? Tego dowiecie się z naszej recenzji.

TopSpin 2K25 to ciekawy powrót do przeszłości

TopSpin 2K25 to gra, na którą czekali fani tenisa ziemnego od lat. Wznowienie serii, która doczekała się poprzednio czterech części, a ostatnia z nich pojawiła się w sklepach w 2011 roku, wywołała ogromną falę entuzjazmu. Dodatkowo na graczy zadziałał także fakt, że za produkcję odpowiada studio Hangar 13, mające na swoim koncie udane gry, jak chociażby Mafia: Edycja Ostateczna, będąca odnowioną wersją dwóch pierwszych odsłon Mafii.

Poprzednie gry o sporcie, który uprawia zawodowo Iga Świątek nie były zbyt udanymi produkcjami. Można powiedzieć, że były to średnie gry, których nie można zaliczyć do dużych sportowych tytułów. TopSpin 2K25 jest znacznie lepszy od tej produkcji. W tym materiale postaram się omówić kilka ważnych elementów tejże gry. Niestety, gra pomimo kilku zalet, nie jest pozbawiona poważnych wad. O tym wszystkim opowiemy poniżej.

Reklama

Początek TopSpin 2K25 jest obiecujący

Tuż po uruchomieniu gry (korzystałem z kopii przeznaczonej na PC) wcielamy się w postać Rogera Federera - jednego z ambasadorów TopSpin 2K25. Rozgrywamy końcówkę wielkoszlemowego finału na trawiastych kortach na londyńskim Wimbledonie. Musimy wygrać kilka punktów, by ostatecznie sprawić, że Szwajcar sięga po kolejny tytuł. Naszym rywalem jest Brytyjczyk Andy Murray. Prawdopodobnie jest to nawiązanie do sezonu 2012, gdy obaj tenisiści spotkali się w finale Wimbledonu i lepszy okazał się Federer.

Gdy rozegramy krótką grę i obejrzymy ceremonię wręczenia nagród, przenosi nas gra do głównego menu. Znajdują się tam klasyczne tryby. W głównym menu wita nas ciekawy soundtrack. Twórcom udało się zainwestować w pojawienie się znanych artystów na playliście. Zagrają nam m.in. Drake, Calvin Harris, Diplo. Po krótkim zapoznaniu się z muzyką w grze, dowiadujemy się, że możemy rozpocząć tryb MyCareer, tworząc własnego zawodnika, rozegrać pojedynczy mecz offline, rozegrać szybki mecz online oraz turniej online. Nie brakuje także szkolenia, który jest nazwany akademią Johna McEnroe’a. Jest to ciekawa koncepcja, gdyż uczymy się podstaw, zaawansowanych technik uderzeń oraz stylów gry. Przejście tego szkolenia solidnie przygotuje nas przed dalszą rozgrywką. 

W tym miejscu należy wspomnieć o jednym dużym mankamencie z perspektywy polskiego kibica. Niestety gra nie posiada polskiej wersji językowej, co byłoby ułatwiającym aspektem przy tłumaczeniu nam kolejnych zagrań. Mniej obeznana osoba w tenisowym slangu po angielsku, może mieć delikatne problemy ze zrozumieniem kolejnych poleceń naszego szkoleniowca.

Szkoda, że wydawcy z 2K Games nie pomyśleli o wydaniu polskiej wersji językowej, szczególnie, że ambasadorką jednej z wersji jest Iga Świątek. Polskie wydanie gry z pewnością mocniej by zainteresowało graczy w naszym kraju. Po ukończeniu szkolenia najlepiej przejść do rozgrywki offline, by na różnych poziomach trudności zaznajomić się z modelem rozgrywki.

Rozgrywka wygląda ciekawie, grafika pozostawia trochę do życzenia

Wchodząc w szybki mecz online, mamy do wyboru dodanych zawodników przez deweloperów. Niestety liczba profesjonalnych graczy ogranicza się zaledwie do 25 - i mowa tu łącznie o tenisistkach i tenisistach, łącznie z przebywającymi już na sportowej emeryturze Sereną Williams oraz Rogerem Federerem.

Trzeba przyznać, że w tej kwestii producenci nie dołożyli wielkich starań, by urozmaicić pulę zawodników. Warto także dodać, że brakuje kilku gwiazd aktualnego tenisa. W grze nie ujrzymy m.in. Novaka Djokovicia, Jannika Sinnera, Aryny Sabalenki czy Eleny Rybakiny. Są za to znacznie słabsi i mniej rozpoznawalni tenisiści. Dlatego też niektóre decyzje twórców mogą dziwić.

Jednak, gdy wybierzemy swojego tenisistę i postać, w którą ma się wcielać AI, możemy wybrać kort (część jest dostępna od razu, a drugą część odblokujemy w trybie MyCareer). Graficznie gra nie powala na kolana. Już wcześniej wiedzieliśmy, że TopSpin 2K25 nie dostarczy graczom fotorealistycznych wrażeń. Korty są przedstawione poprawnie, ale do zachwytów daleko. Podobnie jest z wyglądem gwiazd tenisa.

Jedne wykonane są lepiej, inne gorzej, ale patrząc na to, że gra została wydana w 2024, nie ma czym się zachwycać. Podobnie wyglądające gry pojawiały się na rynku już lata temu. Lepiej jest w kwestii oddania charakterystycznych ruchów zawodników na korcie. Gdy gramy Rogerem Federerem, widzimy jego "firmowe" uderzenia czy poruszanie się. Podobnie jest z innymi zawodnikami klasy światowej. To jest jednak trochę mało, jeśli mowa o poważnej grze sportowej. Jednak wg. zapewnień, pula prawdziwych zawodników ma się zwiększyć i to w darmowej aktualizacji.

Dosyć realistyczne animacje i fizyka uderzeń to absolutne podstawy w grach wideo traktujących o sporcie. Sama rozgrywka jest dosyć przyjemna. Łatwo możemy nauczyć się podstawowych uderzeń, a boty na poziomie średnim nie powinny nam na początku sprawiać kłopotów.

Niestety w grze brakuje opcji włączenia komentatora, który będzie opisywał naszą rozgrywkę w telewizyjnym stylu. To kolejne z niedociągnięć tej produkcji. Na plus można zaliczyć obecność kortów z prawdziwych turniejów. Mowa tu o wielkoszlemowej czwórce, turniejach w Indian Wells, Cincinnati, Rzymie czy Monte Carlo. Liczba różnorodnych kortów to duży atut tej produkcji, jeśli chodzi o zawartość.

Tryb kariery nie zrobił wielkiego szału

Produkcje związane z 2K Studio cechowały się rozbudowanym trybem kariery. Niestety tak nie jest w przypadku TopSpin 2K25. Najpierw tworzymy zawodnika, przypisując mu dane osobowe, parametry techniczne oraz oczywiście wygląd. Do wyboru mamy również kilka animacji, jakie będzie demonstrował nasz zawodnik podczas meczu oraz ubieramy go w odpowiedni dla nas sposób. Mamy dostępnych wiele prestiżowych marek odzieżowych.

Tu warto dodać, że istnieje Karnet Bojowy, po którego zakupieniu możemy otrzymać znacznie większą liczbę ubrań, rakiet i innych ważnych elementów tenisowego ekwipunku. Na zakup Przepustki Centre Court musimy wydać 45 złotych.

W momencie rozpoczęcia kariery znajdujemy się na 80. miejscu w rankingu. Wygrywając kolejne turnieje pniemy się w górę. Możemy także zatrudnić trenera, który będzie rozwijał konkretne cechy w naszym arsenale uderzeń. Początkowo gramy w turnieju rangi TS 250 (odpowiednik WTA oraz ATP 250) i gdy osiągamy sukcesy, pniemy się w górę klasyfikacji.

Niestety, wówczas rozgrywamy mecze z fikcyjnymi zawodnikami, którzy dodatkowo często się powtarzają. Na tym etapie rozgrywka może nużyć, więc warto szybko postarać się o awans i przejść do ważniejszych turniejów. W doborze rozgrywek, w jakich bierzemy udział, musimy brać pod uwagę kondycję naszego zawodnika, a to znacznie wpływa na ryzyko kontuzji, dłuższą pauzę i w efekcie stratę punktów do rankingu. Na przykład, jeśli gramy we Włoszech, to dla kondycji naszego zawodnika lepiej wystąpić następnie w Niemczech niż lecieć chociażby do Chin. Nasze postępy skutkują otrzymywaniem punktów umiejętności, przez co możemy rozwijać swojego gracza.

Niestety, brakuje w grze jakichkolwiek dialogów, relacji z innymi osobami czy dostępu do fikcyjnych mediów społecznościowych, które są tak bardzo istotne dziś w profesjonalnym sporcie. Takie wstawki z pewnością byłyby ciekawym smaczkiem.  Warto dodać, że ten tryb posiada mikropłatności, które wzmocnią rozwój naszego zawodnika. Kariera nie wygląda źle, ale jest również absolutnym minimum tego, co taka gra powinna posiadać w swojej ofercie. Z pewnością studio Hangar 13 mogło się postarać znacznie lepiej w tym trybie. Szczególnie oferując mikropłatności.

Gra w sieci również nie budzi zachwytów

Przechodząc do trybu sieciowego, trudno narzekać, ale też trudno być zachwyconym. Tryb turniejowy oraz zwykłego meczu online działają poprawnie. Nie zanotowałem lagów na serwerach czy innych niedogodności. Rozgrywka jest stabilna, a opóźnienie na tyle niskie, że nie spotkałem się z błędem sugerującym taki powód. Opcja mierzenia się z drugim człowiekiem jest dla wielu bardzo ciekawa, ale w tym trybie nie ma niczego, co mogłoby wyzwolić dodatkowe emocje. To kolejny rodzaj rozgrywki w TopSpin 2K25, który jest do poprawy, ale ma już nie najgorszy szkielet.

Podsumowując, TopSpin 2K25 to nie jest growe dzieło sztuki. Jest to dosyć solidnie wykonana gra sportowa o tenisie ziemnym, bez podejścia do konkurencji w postaci EA Sports FC 24, NBA 2K2K czy WWE 2K24. Ma wiele braków, szczególnie w liczbie profesjonalnych zawodników oraz contencie w trybie kariery. Rozgrywka sieciowa także nie sprawia, by człowiek mógł chcieć spędzić w grze kilkaset godzin.

Fanom tenisa na pewno przypadnie do gustu, jeśli chcą raz na jakiś czas rozegrać mecz przeciwko swojemu idolowi ulubionej dyscypliny sportowej. Jest to nadal najlepsza gra tenisowa na rynku, lecz producenci mają kilka lekcji do odrobienia. Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku otrzymamy kolejną część serii, która będzie znacznie wzbogacona. Na koniec jeszcze warto wspomnieć o cenie. Na platformie Steam za wersję na PC zapłacimy od 269 (za wersję podstawową) do 509 złotych (za wersję Grand Slam). Zatem nie są to małe pieniądze.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: TopSpin 2K25 | Iga Świątek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama