Reklama

The Witcher: Monster Slayer - recenzja

​Na podstawie przedpremierowych materiałów można było sądzić, że The Witcher: Monster Slayer to takie Pokemon GO, tyle że w uniwersum "Wiedźmina". Byłaby to krzywdząca opinia. Wiedźmin: Pogromca Potworów to coś więcej.

The Witcher: Monster Slayer to debiutancka produkcja studia Spokko, należącego do grupy CD Projekt. To gra mobilna, w której wcielamy się w wiedźmina i wyruszamy w świat, by polować na potwory. I to w świat prawdziwy, wszak zabawa toczy się w naszym bezpośrednim otoczeniu, z wykorzystaniem techniki rzeczywistości rozszerzonej. Tak więc Wiedźmin: Pogromca Potworów zmusza nas do wyjścia z domu, pójścia na spacer czy pojechania w miejsce, w którym będziemy mieli szansę trafić na rzadką kreaturę, pokonać ją w walce i wzbogacić się o kolejne trofeum.

Reklama

The Witcher: Monster Slayer skupia się na polowaniu na potwory, ale ma przy tym do zaoferowania całkiem interesujące, różnorodne i ładnie przedstawione questy. Wykonując je, odbywamy rozmowy z NPC-ami, szukamy śladów, a nawet rozwiązujemy proste łamigłówki. Każde zadanie wzbogacono o animowane wprowadzenie oraz zakończenie. Można się więc chwilami poczuć, jakbyśmy grali w smartfonowy spin-off Wiedźmina 3.

Walki z potworami polegają przede wszystkim na wymachiwaniu mieczem poprzez przesuwanie palcem po ekranie, ale to nie wszystko. W starciach wykorzystujemy znane gadżety: oleje do nakładania na broń, eliksiry wzmacniające naszą postać, a także petardy, którymi możemy ciskać w przeciwników. Oczywiście mamy też dwa miecze do wyboru - stalowy oraz srebrny. W każdej chwili możemy też wykonać jeden z trzech wiedźmińskich znaków. Czy trzeba czegoś więcej, by poczuć się jak wiedźmin? Nie trzeba. Szczególnie, gdy wczujemy się w rolę i przed każdym starciem przygotujemy się do niego niczym Geralt przed spotkaniem ze strzygą. A warto poświęcić temu trochę czasu, bo każde z monstrów wymaga w Wiedźminie: Pogromcy Potworów przynajmniej nieco odmiennego podejścia.

Z czasem, wykonując zadania i pokonując stwory, zbieramy monety, surowce oraz punkty doświadczenia. Pierwsze wydajemy w sklepie np. na groźniejszą broń, wytrzymalszy pancerz bądź na brakujące eliksiry. Z drugich sami tworzymy oleje czy petardy, choć wówczas musimy zaczekać - czasem krócej, czasem dłużej (na szczęście proces trwa także wtedy, gdy jesteśmy poza grą). Z kolei trzecie pozwalają awansować naszej postaci na kolejne poziomy i odblokowywać umiejętności rozlokowane na trzech drzewkach: walka, alchemia oraz znaki.

Z każdą godziną spędzoną z The Witcher: Monster Slayer czujemy się coraz mocniejsi. Oby tylko nie okazało się, że po kilkudziesięciu godzinach rozwój zwalnia do tego stopnia, że musimy uzbroić się w ogromne pokłady cierpliwości lub sięgać do portfela po kartę kredytową. Na szczęście ja się z tym problemem - jakże typowym dla darmowych gier mobilnych - nie zetknąłem.

The Witcher: Monster Slayer został wykonany na najwyższym poziomie, z jakim tylko można się zetknąć, grając w gry na smartfonie. Na najwięcej pochwał zasługują modele postaci, w szczególności stworów - szczegółowo przedstawione i płynnie animowane. Ale podobać może się tutaj wszystko, nawet najdrobniejsze elementy interfejsu. A muzyka i dźwięki momentalnie wprowadzają nas w świat, który znamy z Wiedźmina 3. Znamy i uwielbiamy.

Jedyny problem związany z techniczną warstwą Wiedźmina: Pogromcy Potworów dotyczy intensywnego nagrzewania się smartfona podczas rozgrywki. Jeśli planujecie dłuższe polowanie na monstra, lepiej zabierzcie ze sobą powerbank, bo bateria podczas zabawy wyczerpuje się naprawdę szybko. Co prawda można ten proces spowolnić, włączając w grze tryb oszczędzania, ale jakość szaty wizualnej spada wówczas na tyle wyraźnie, że lepiej traktować to rozwiązanie jako ostateczność. Ale dobrze, że jest.

The Witcher: Monster Slayer nie jest więc kopią Pokemon GO, a udanym rozwinięciem znanej z niego koncepcji, opartej na rozgrywce w rzeczywistości rozszerzonej. Polowanie na potwory wciąga i zachęca do wyjścia z domu, a każde rzadkie trofeum to nie lada powód do satysfakcji. Jeśli tylko studio Spokko nie przesadzi z grindem w dalszej części gry i będzie umiejętnie rozwijać swoje dzieło (możliwości jest ogrom), Wiedźmin: Pogromca Potworów może na dłużej zagościć na smartfonach wszystkich miłośników wiedźmińskiego uniwersum.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje