Reklama

Samurai Warriors 5 - recenzja

Samurai Warriors 5 /materiały źródłowe

​Samurai Warriors 5 to gratka dla miłośników niekończącej się jatki w japońskim wydaniu. To dokładnie taka gra, jakiej się spodziewałem.

A wiedziałem, czego się spodziewać, ponieważ jakiś czas temu spędziłem z wczesną wersją Samurai Warriors 5 kilka godzin. Produkt końcowy nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem. Otrzymałem dokładnie to, co chciałem. Czyli wielogodzinną sieczkę z mieczem w dłoniach, osadzoną w historycznych realiach.

Głównym bohaterem Samurai Warriors 5 jest Nobunaga Oda, jeden z japońskich przywódców, który zasłynął w okresie Sengoku, przypadającym na lata 1467-1615. Początek gry pozwala zorientować się w sytuacji za sprawą cutscenek na silniku gry oraz prerenderowanych przerywników filmowych. Nie musicie znać poprzednich odsłon serii, aby zrozumieć, o co chodzi w "piątce".

Reklama

To samo tyczy się rozgrywki. Ta co prawda będzie pewnie łatwiejsza do opanowania dla osób, które grały w poprzedniczki, ale zupełni nowicjusze nie powinni się niczego obawiać - całą mechanikę można szybko opanować. Choć autorzy kładą duży nacisk na historyczne realia, o realizmie w samym gameplayu trudno mówić. Osią gry są starcia z udziałem dziesiątek, a nawet setek przeciwników przeciwników, podczas których kierujemy nie tylko Nobunagą, ale także 37 innymi japońskimi wojownikami. Są wśród nich tak znane postacie, jak Hattori Hanzo czy Mitsuhida Akechi.

W Samurai Warriors 5 wystarczy tak naprawdę wciskać w szalonym tempie kilka przycisków, by przebijać się przez tłumy wrogów. I to... wystarczy, by świetnie się bawić. Podczas kolejnych bitew wykonujemy też rozmaite zadania, czasem polegające na zabiciu konkretnej osoby, a kiedy indziej - przeciwnie - na ochronie wskazanego sojusznika. Musimy wówczas użyć także trochę głowy i zaplanować sensowną taktykę. Zabawa różni się także w zależności od wybranej postaci. Każdy wojownik posiada typowe dla siebie umiejętności. Co więcej, zdolności są przypisane do broni, której używamy. Jest też pasek, który napełniamy, wyprowadzając celne ataki, aby móc wyprowadzić cios specjalny. Jest jeszcze rozwój postaci, który napędzają zdobywane punkty doświadczenia. Zdobywamy też surowce, dzięki którym rozbudowujemy budynki. Ulepszać można ponadto wierzchowca oraz broń.

Samurai Warriors 5 posiada dwa tryby zabawy - Musou oraz Citadel. Pierwszy z nich to fabuła, której ukończenie powinno wam zająć do dwudziestu godzin. Z kolei druga to wariacja na temat tower defense, stanowiąca także świetną okazję do zdobycia większej ilości surowców (w formule tej zbieramy ich znacznie więcej niż w Musou). Gra pozwala bawić się w pojedynkę, ale także w kooperacji. W tym drugim wydaniu wypada świetnie, szkoda tylko, że pojawiają się fragmenty, podczas których druga osoba nie ma co robić i musi czekać, aż znów będzie potrzebna.

Samurai Warriors 5 pod względem graficznym nie nawiązuje w żaden sposób do (dopiero co powstających) next-genowych standardów. Ale prezentuje się przyzwoicie. Oferuje przyjemny dla oka, cel-shadingowy styl, płynne animacje oraz stabilne 60 klatek na sekundę. Zarówno otoczenie, jak i modele postaci mogłyby być lepsze, ale i tak starcia z udziałem dziesiątek wojowników robią wrażenie. Przyjemnie się też Samurai Warriors 5 słucha. Gra posiada typowo japońskie udźwiękowienie, które przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom produkcji z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Po spędzeniu z Samurai Warriors 5 kolejnych wieczorów muszę przyznać, że to gra bez mała udana - wciągająca, efektowna, przyjemna - choć nie wszystko się w niej udało. Więcej obiecywałem sobie po fabule (szczególnie ze względu na okres historyczny, do którego trafiamy), irytowałem się grindem koniecznym do pełnego rozwoju postaci, a gdy grałem z drugą osobą, musiałem odkładać co jakiś czas swojego pada na stolik, bo akurat pojawiał się fragment przeznaczony tylko dla jednego gracza. Tym niemniej miłośnicy serii oraz podgatunku musou powinni być zadowoleni.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje