Riders Republic - ekstremalna jazda "bez trzymanki"

​Tej jesieni Forza Horizon 5 skradła moje serce, ale już dawno żadna gra wyścigowa nie pozwoliła mi się zrelaksować w takim stopniu, jak Riders Republic.

Ubisoft ewidentnie upodobał sobie niszę sportów ekstremalnych. Już w wydanym kilka lat temu Steep mogliśmy wyczyniać niesamowite akrobacje na nartach i desce snowboardowej. Riders Republic rozwija tę koncepcję i pozwala poszaleć nie tylko na śniegu, ale i po piasku, błocie czy po skałach. Czekają na was emocjonujące zawody z udziałem sztucznej inteligencji oraz innych żywych graczy, a także dodatkowy tryb, w którym po prostu się odprężycie, swobodnie eksplorując ogromną mapę i podziwiając krajobrazy.

Porównałem Riders Republic do Forzy Horizon 5, ponieważ - tak jak ona - eksponuje swobodę, eksplorację i festiwalową atmosferę. Podobnie jak tam, w nowej grze Ubisoftu trafiamy na ogromną, otwartą przestrzeń, na której rozlokowano dziesiątki wyścigów różnego typu. A z czasem odblokowujemy, rzecz jasna, kolejne aktywności. I tak przez wiele, wiele godzin. A gdy mamy ochotę się odprężyć, czeka na nas wspomniany dodatkowy tryb o nazwie Zen. Możemy w nim robić, co tylko chcemy, a szybkie podróżowanie jest całkowicie nieograniczone.

Reklama

Riders Republic przenosi swobodę eksploracji w zupełnie nowy wymiar. Gra daje możliwość skorzystania z kilku mniej lub bardziej ekstremalnych środków do przemieszczania się. I tak mamy rowery, narty, wingsuity oraz pojazdy, takie jak skuter śnieżny. Autorzy przygotowali aż pięć dyscyplin: wyścigi rowerowe, wykonywanie trików na rowerze, wyścigi na nartach, wykonywanie trików na nartach oraz latanie na wingsuitach. To wyraźny krok naprzód względem wspomnianego wcześniej Steep. Choć - jak widzicie - generalnie koncentrujemy się albo na jak najszybszym przemierzaniu trasy, albo na jak najbardziej efektownej jeździe (ewentualnie locie).

Każdej z dyscyplin poświęcono wystarczająco dużo czasu. Każdy model jazdy bądź wykonywania sztuczek dopracowano w równym stopniu i niezależnie od tego, na jaką konkurencję się zdecydujemy, gra bawi i - jeśli uda nam się wygrać trudny pojedynek - sprawia satysfakcję. Długo testowałem poszczególne sprzęty, starając się wyłonić, który z nich sprawia mi najwięcej frajdy, ale tej zawsze było mniej więcej tyle samo. To sukces, bo niełatwo jest zawrzeć w jednej grze kilka dyscyplin i zrobić to dobrze.

Jedyne zastrzeżenie można mieć według mnie do sterowania w konkurencjach polegających na wykonywaniu sztuczek. To wymaga od nas wyboru pomiędzy dwiema opcjami. Albo realizujemy szalone akrobacje za pomocą prawej gałki, blokując sobie tym samym ruch kamerą, albo nie rezygnujemy z ruchu kamerą, ale wówczas przenosimy triki na przyciski, które są już jednakowoż mniej wygodne. Z początku wydawało mi się, że to dobrze, iż twórcy pozwolili nam decydować, ale z czasem doszedłem do wniosku, że zrobili to dlatego, że nie potrafili wymyślić niczego lepszego. A tutaj aż prosi się o jeden, ale bardziej dopracowany system sterowania.

Powiedziałbym, że Riders Republic wygląda niewiele lepiej niż Steep, ale w dalszym ciągu bardzo ładnie. Krajobrazy są naprawdę ładne, a zjawiska pogodowe czy oświetlenie zrealizowano całkiem realistycznie. Fatalnie prezentują się natomiast postacie, które przywodzą na myśl gry sprzed dziesięciu czy piętnastu lat. Szkoda też, że Ubisoft nie wprowadził większej liczby NPC-ów w otoczeniu. Prawie cała mapa jest opustoszała, tak jakbyśmy trafili do jakiegoś ogromnego rezerwatu dla amatorów sportów ekstremalnych. Można pomyśleć, że taki był zamysł, ale według mnie to lenistwo. Podobnie było w Steep.

Riders Republic to ciekawa propozycja dla miłośników sportów ekstremalnych, wyścigów pełnych wrażeń, wykonywania szalonych sztuczek oraz swobodnego eksplorowania ładnych map (krajobrazy bywają tutaj naprawdę śliczne). Z jednej strony nie brakuje w niej emocji, a z drugiej - już dawno nie odprężyłem się przy żadnej grze w takim stopniu, jak tutaj. Każdemu, kto miał ciężki dzień w pracy, gorąco polecam tryb Zen.

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama