Reklama

Need for Speed: Heat - recenzja

Need for Speed: Heat /materiały prasowe

​Miałem nadzieję, że w tym roku Need for Speed wróci na dawną pozycję króla wśród zręcznościowych "ścigałek". Niestety, zbyt wiele zabrakło. Po raz kolejny.

Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio Need for Speed zdołał mnie zachwycić. Electronic Arts regularnie wypuszcza kolejne odsłony tej kultowej serii, ale odnoszę wrażenie, że robi to jakoś tak bez serca i bez pomyślunku. Dlaczego bez serca? Ano, dlatego, że brakuje w nich dawnego ducha, a sporo elementów pozostaje zaniedbanych. Dlaczego bez pomyślunku? Przykład - gracze są przeciwni fabularyzowanej konwencji, takiej jak na przykład ta przedstawiona w Need for Speed: Payback, a "Elektronicy" im ją uparcie wciskają. Zrobili to ponownie w Need for Speed: Heat i ponownie zrobili to źle.

Reklama

Jednak nie chcę, żebyście pomyśleli, że Need for Speed: Heat to kiepska gra. Przeciwnie, jest całkiem niezła. Sęk w tym, że za każdym razem łudzę się, że dostanę coś więcej. Coś, co przypomni mi czasy świetności NFS-a i wzbudzi skojarzenia m.in. z Need for Speed: Underground. Need for Speed: Heat nie był w stanie tego zrobić, ale skłamałbym, gdybym napisał, że kiepsko się przy nim bawiłem. Co to, to nie!

Need for Speed: Heat przenosi nas do otwartego świata (akcja toczy się w Palm City, słonecznej metropolii inspirowanej Miami), opowiada historię (lepszą niż ostatnio, choć wciąż pozostawiającą wiele do życzenia), pozwala tuningować samochody w starym stylu (koniec ze zbieraniem kart!), a także demolować otoczenie. Szczególnie istotną nowością jest cykl dobowy. W nowym NFS-ie za dnia jeździmy po mieście, podziwiamy widoki i ścigamy się w oficjalnych eventach (w tym wydarzeniach fabularnych), zarabiając na nowe samochody oraz ulepszenia tych, które już posiadamy. Za to gdy zapadnie zmrok, bierzemy udział w nielegalnych wyścigach, rozgrywających się wśród normalnych uczestników ruchu i obserwowanych bacznie przez policję.

Wiąże się z tym dodatkowa mechanika, polegająca na tym, że im bardziej rozrabiamy w nocy, tym większym zainteresowaniem policjantów się cieszymy. A im bardziej jesteśmy przez nich pożądani, tym więcej punktów zdobywamy. Ale gdy zostaniemy złapani, tracimy wszystko, co udało nam się zgromadzić. To emocjonujące rozwiązanie, choć niestety trochę przesadzone - policja jest w Need for Speed: Heat zbyt skuteczna. Prowadzi to do sytuacji, w której zdecydowanie lepiej unikać spotkania z nią niż ryzykować i angażować się w pościgi.

To nie jedyny element Need for Speed: Heat, co do którego mam mieszane uczucia. To samo dotyczy Palm City, które zostało wykonane naprawde ładnie, ale niemal całkowicie pozbawione życia. Gdzie ci wszyscy ludzie idący do pracy i wracający z niej, gdy zaczyna się ściemniać? Gdzie wystrojone panie kierujące się do galerii handlowych? Gdzie panowie wybierający się na trening do klubu fitness? Lepiej wygląda liczba wydarzeń rozgrywających się na terenie miasta, ale ich różnorodność pozostawia już trochę do życzenia. Autorzy przygotowali raptem kilka rodzajów wyścigów, wśród których brakuje także powiewu świeżości. Wszelkie aktywności związane z fabułą raczej nudzą niż ekscytują.

Oczekiwałem też trochę innego modelu jazdy. Podoba mi się zręcznościowy charakter wyścigów oraz to, że bogate możliwości tuningu przekładają się na odczuwalne różnice w prowadzeniu, ale już poczucie prędkości jest jakieś takie nijakie, a łatwość wpadania w poślizgi jest zbyt duża (rozumiem, że to arcade, ale wydaje mi się, że twórcy trochę przesadzili). Nie podoba mi się także to, że bez osiągnięcia określonego poziomu raczej nie mamy czego szukać w wydarzeniach fabularnych. Zbyt mało zależy od umiejętności, a zbyt dużo od tego, ile czasu poświęciliśmy na ściganie się, zarabianie i tuningowanie.

Need for Speed: Heat nie zawodzi pod względem liczby dostępnych samochodów. Nie tylko jest ich tutaj całe mnóstwo, ale także są bardzo różnorodne. Możemy się pościgać zarówno nowoczesnymi, bardzo mocnymi brykami (jak BMW M4 czy Porsche 911 GT3 RS), nieco starszymi, ale kultowymi autami (jak Nissan 350Z czy Mitsubishi Lancer Evolution), zwinnymi i szybkimi hot hatchami (jak Mercedes-AMG A 45 czy Volkswagen Golf GTI Clubsport), jak i supersamochodami, którymi chciałby się przejechać każdy z nas (jak Lamborghini Aventador czy McLaren 600LT). Oczywiście wszystkie z nich zostały odwzorowane perfekcyjnie, z dbałością o najmniejsze detale. Gdy dodamy do tego wspomniane, szerokie możliwości tuningu, otrzymujemy prawdziwą gratkę dla fanów motoryzacji.

Need for Speed: Heat to naprawdę dobra "ścigałka", która byłaby jednak o wiele lepsza, gdyby twórcy pod różnymi względami postarali się bardziej. Gdyby nie przesadzili ze sztuczną inteligencją policji, gdyby nie wymuszali na nas tak bardzo osiągania kolejnych poziomów, gdyby dopracowali trochę bardziej model jazdy, gdyby bardziej zróżnicowali dostępne wydarzenia, gdyby zatrudnili lepszych scenarzystów, gdyby wnieśli do Palm City więcej życia... Jak widzicie, do poprawy jest całkiem sporo, ale mimo to trudno się przy nowym NFS-ie nie bawić dobrze.

Dowiedz się więcej na temat: Need for Speed: Heat

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje