Reklama

NBA 2K22 - recenzja

​W ubiegłym roku narzekałem na NBA 2K21, a w tym roku... ponarzekam na NBA 2K22. Niestety, 2K, nie tędy droga.

Recenzując ubiegłoroczną odsłonę, zwracałem uwagę, że to niemal ta sama gra, co poprzedniczka, tylko z kontrowersyjną zmianą w mechanice rzutów i chyba jeszcze większym naciskiem na mikrotransakcje. Zresztą nie byłem w tej opinii odosobniony. Recenzenci i gracze przejechali się po NBA 2K21 jak walcem. Wystarczy popatrzeć na średnie oceny na Metacriticu. Nieco lepiej wypadła ulepszona, next-genowa wersja, ale głównie dzięki wyraźnie poprawionej grafice. Miałem nadzieję, że od tego momentu będzie już tylko lepiej. Aż zobaczyłem z bliska i pograłem dłużej w NBA 2K22...

Reklama

Zacznę jednak od pozytywów. W NBA 2K22 gra się całkiem nieźle. Od razu ucieszyłem się, że twórcy przebudowali fatalny, wyjątkowo nierealistyczny model rzutów z ubiegłego roku. W końcu w aspekcie tym znów nastała normalność. Oddawanie celnych rzutów - zwłaszcza z większej odległości - wciąż nie jest łatwe, ale nie wymaga od nas trafiania w punkt w mikroskopijny znacznik. Wskaźnik celowania działa w tym roku znacznie lepiej - wciąż wymagając od nas umiejętności i skupienia, ale bez przesady. Co ciekawe, pojawił się tym razem także przy bardziej skomplikowanych wjazdach pod kosz. Mecze są efektowne, zacięte i wymagające. Obrona rywala daje z siebie wszystko i musimy się naprawdę postarać, aby dojść do czystej pozycji.

Brzmi dobrze? Owszem, ale dalej nie jest już tak kolorowo. W kluczowym trybie single player - MyCareer - wcielamy się w młodego koszykarza, który nagrywa swoje amatorskie mecze i wrzuca filmy na YouTube'a. Wkrótce zaczyna robić prawdziwą karierę - albo w drafcie, albo w G-League, albo w drużynie uniwersyteckiej (decyzja należy do nas). I tak rozpoczyna się miałka - czasem infantylna, czasem absurdalna, czasem wręcz głupia - historia, która dodatkowo w pewnym momencie urywa się, nie pozostawiając po sobie śladu. A my możemy grać dalej, tak jakby nigdy nic.

Zabawę w MyCareer ograno w sposób przypominający... sieciowe erpegi. Otóż trafiamy do The City - otwartej lokacji, w której spotykamy także innych graczy - i chodzimy z miejsca w miejsca, wykonując zadania. Z początku rozwiązanie może się wydawać ciekawe i innowacyjne, ale gwarantuję wam, że nawigowanie i eksplorowanie miasta doprowadzi was do szału. Odległości pomiędzy istotnymi punktami są na tyle duże, że spacerowanie zajmie o wieeele za dużo czasu.

Autorzy pozwolili nam też zająć się czymś innym niż granie w koszykówkę. Podczas kariery możemy zostać... raperami czy influencerami. Jeśli zaczniemy robić skoki w bok, zauważymy, że NBA 2K22 stało się platformą do promocji istniejących w rzeczywistości artystów czy wydawnictw. Z jednej strony fajnie, że gra łapie kontakt z realnym światem, ale z drugiej nie mogłem pozbyć się wrażenia, że gram w interaktywną, płatną reklamę. Moim zdaniem twórcy znów skupili się nie na tym, na czym powinni.

Ale "interaktywna, płatna reklama" to i tak nie najgorsze określenie, jakie przyszło mi do głowy podczas gry w NBA 2K22. O wiele gorsze to "piekło grindu i mikrotransakcji". Jeśli wkurzało was w ubiegłym roku to, jak bardzo twórcy pożądają waszych pieniędzy (nie żebyście zapłacili za grę 200-300 złotych, prawda?), to w tym uznacie prawdopodobnie, że miarka się przebrała. Marketingowcy z 2K są wyjątkowo przebiegli. Pomyśleli, że uśpią naszą czujność, obniżając ceny pakietów, a następnie podnieśli koszt związany z poprawą umiejętności naszego koszykarza. Czyli w efekcie jest taniej... ale drożej niż w ubiegłym roku.

A co z innymi trybami rozgrywki niż MyCareer? Cóż, w zasadzie niewiele można o nich pisać, bo zarówno MyTeam (czyli odpowiednik FIFA Ultimate Team), jak i MyNBA (kariera, podczas której prowadzimy wybrany klub) to praktycznie to samo, co w ubiegłym roku. O ile w MyTeam pojawiły się jeszcze jakieś nowinki, o tyle MyNBA to kopiuj-wklej z NBA 2K21. Tak więc jeśli szukacie argumentów, by zamienić ubiegłoroczną edycję na tegoroczną, to tutaj ich nie znajdziecie.

Nie zawodzi natomiast oprawa audiowizualna. NBA 2K22 momentami wygląda jak telewizyjna transmisja, komentarz meczowy brzmi świetnie, a wszystkie dźwięki z parkietu i jego okolicy pozwalają przenieść się do świata NBA. Wygląd zawodników - zwłaszcza tych o najgłośniejszych nazwiskach - odwzorowano w sposób niemal perfekcyjny. Jedyne, nad czym uważam, że twórcy powinni popracować w kolejnych edycjach, to animacje. Przejścia pomiędzy nimi (na przykład te podczas zmiany kierunku biegu) są w dalszym ciągu dość "kanciaste".

NBA 2K22 to całkiem udana koszykówka, do której studio Visual Concepts - ramię w ramię z wydawcą, firmą 2K - zraziło mnie, wykorzystując metody, o których nawet bym nie pomyślał. "Tańsze, ale droższe" mikrotransakcje, ciągnące się jak flaki z olejem przechadzki po The City, atakujące zewsząd reklamy istniejących w rzeczywistości artystów czy podmiotów... To za dużo, jak na moje nerwy. A szkoda, bo samo rozgrywanie meczów w NBA 2K22 potrafi dostarczyć sporo radości i satysfakcji.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje