Moons of Madness - recenzja

Moons of Madness /materiały prasowe

​Na brak gier inspirowanych opowiadaniami H.P. Lovecrafta nie można narzekać. Jednak znalezienie wśród nich czegoś naprawdę interesującego wcale nie jest łatwe.

Jako miłośnik prozy mistrza horroru z Providence każdego roku wyczekuję gry, która pozwoli mi poczuć te same emocje, które towarzyszyły mi podczas lektury "W górach szaleństwa", "Koloru z innego wszechświata", "Zgrozy w Dunwich" czy "Muzyki Ericha Zanna". Choć próbę odtworzenia tej niepowtarzalnej atmosfery podejmują liczni deweloperzy, przeważnie ich twory kończą w odmętach miernoty. W tym roku liczyłem przede wszystkim na The Sinking City oraz Stygian: The Old Ones. Obie te gry wypadły dobrze (Stygian nawet lepiej niż dobrze), ale dalej nie było to to, o czym marzę od lat. "A może to na ciebie czekałem?" - pomyślałem, gdy na mój komputer trafiła Moons of Madness.

Reklama

Na pierwszy rzut oka jest to gra daleka od tego, co znamy z opowiadań Lovecrafta. W końcu nie trafiamy w niej do Innsmouth, Gotham ani innego, podobnego miasteczka, lecz na... Marsa, ale nawiązań do dzieł twórcy mitologii Cthulhu jest tutaj bez liku. W produkcji studia Rock Pocket Games wcielamy się w Shane'a Neweharta, inżyniera pracującego w zaawansowanej placówce badawczej na Czerwonej Planecie - Pioner Alfa. W miejscu tym zarejestrowano tajemniczy sygnał, który sprawia wrażenie, jakby wysłała go jakaś inteligentna forma życia. Główny bohater nie wie nic więcej na ten temat - jego zadaniem jest wyłącznie pilnować działania systemów, dopóki do bazy nie dotrze ekipa specjalistów. Jednak w międzyczasie wokół niego zaczynają się dziać dziwne rzeczy...

Nie ma co wchodzić w szczegóły, bo główna przyjemność z zabawy w Moons of Madness tkwi właśnie w odkrywaniu tajemnic. Już sam początek został zrealizowany na tyle dobrze, że od pierwszych chwil żywo interesowałem się, co się tutaj tak naprawdę wydarzyło, skąd pochodzi wspomniany sygnał i dlaczego widzę te wszystkie dziwne rzeczy, które niepodobna opisać słowami (czy to rzeczywistość, sen, a może halucynacje?!). Niestety, z czasem, zamiast lepiej, robiło się coraz gorzej. Poszczególne wątki historii przedstawiono zbyt szybko i opracowano dość niedbale, pozostawiając bez satysfakcjonujących konkluzji. Generalnie - gra potrafi zaciekawić, ale potrafi też dopuścić do głosu znużenie.

Pomimo tego nie sposób uznać fabułę za słabą stronę Moons of Madness. Natomiast nie można w inny sposób zakwalifikować rozgrywki, która w zasadzie w całości opiera się na przemierzaniu placówki badawczej, skanowaniu otoczenia oraz włamywaniu się do różnego rodzaju urządzeń. A gdy już się do jakiegoś włamiemy, może zajść konieczność rozwiązania jakiejś prostej łamigłówki w stylu "poprzestawiaj rury tak, by stworzyć nieprzerwany ciąg". Zagadki nie dość, że są całkowicie pozbawione oryginalności i nie stanowią większego wyzwania, to jeszcze się powtarzają. Autorzy próbowali je trochę urozmaicić, wprowadzając na przykład łamigłówki środowiskowe, ale nie wykazali się przy tym pomysłowością.

Moons of Madness to horror, ale raczej tylko na papierze. W rzeczywistości gra nie potrafiła mnie przestraszyć. Podobał mi się klimat panujący w marsjańskiej bazie, ale nie przypominam sobie, żebym w którymkolwiek momencie naprawdę się bał tego, co mnie czeka. Przeciwnicy, owszem, występują, ale spotkania z nimi nie dostarczają zbyt wielu emocji. Przeważnie polegają po prostu na ucieczce w bezpieczne miejsce, co raczej nie stanowi problemu. Godnych zapamiętania sytuacji z udziałem oponentów naliczyłem łącznie może ze dwie.

Moons of Madness to gra, którą trudno jednoznacznie ganić, ale i nie sposób uznać ją za jednoznacznie udaną. Do jej zalet na pewno należy zaliczyć klimat i - mimo pewnych mankamentów - fabułę. Miłośnikom prozy Lovecrafta spodobają się też rozmaite nawiązania do niej. Niestety, nie da się przymknąć oka na kilka istotnych wad tej produkcji, takich jak kiepskie i powtarzalne łamigłówki, niezbyt emocjonujące spotkania z przeciwnikami czy niedbale i zbyt szybko opowiedziana historia.

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy