Reklama

Lust from Beyond - recenzja

Lust from Beyond /materiały prasowe

Co by było, gdyby Lovecraft spotkał Gigera i Beksińskiego?

Twórczością tych trzech geniuszy zainspirowało się studio Movie Games, pracując nad Lust from Beyond, czyli kontynuacją wydanej w 2018 roku Lust for Darkness. Żeby tego było mało, swoją mieszankę wzbogacili o sporą dawkę seksu. W zasadzie wszystko kręci się tutaj wokół erotyki, która czasem eskaluje do tego stopnia, że nie można jej nazwać inaczej niż pornografią. Wystarczy wspomnieć, że pierwszą czynnością, którą wykonujemy w grze, jest włożenie ręki do kamiennej figury przypominającej do złudzenia waginę.

Lust from Beyond pozwala nam wcielić się w antykwariusza Victora Hollowaya. Protagonistę od pewnego czasu nękają wizje, w których przenosi się do Krainy Rozkoszy zwanej Lusst'ghaa. Odpowiedzi na pytanie, dlaczego, postanawia - po namowach swojej partnerki - poszukać u doktora Austerlitza z Bleakmoor. Jeszcze nie wie, że to początek prawdziwego koszmaru, w którym zostaje wplątany w walkę pomiędzy dwoma odłamami Kultu Ekstazy, czczącego bogów m.in. poprzez uprawianie rytualnego seksu.

Reklama

Przygoda rozwija się powoli, co jak najbardziej przystaje do konwencji erotycznego horroru. Następujące po sobie wydarzenia są przeważnie łatwe do przewidzenia, ale twórcy przygotowali też kilka zaskakujących zwrotów akcji. Przejście gry zajmuje - mniej więcej - od sześciu do ośmiu godzin, w zależności od tego, jak dobrze będzie wam szło.

Rozgrywka w Lust from Beyond także ewoluuje z czasem. Początkowo mamy do czynienia z typową "chodzonką", skoncentrowaną na szukaniu rozmaitych przedmiotów i odbywaniu rozmów (czasem możemy wybrać opcję dialogową i bywają to istotne decyzje), a później dochodzi do tego skradanie i strzelanie. Autorzy wprowadzili też system zdrowia i obłędu. Podczas zabawy możemy zarówno zostać zranieni, jak i doprowadzeni do szaleństwa. Dlatego musimy cały czas kontrolować oba stany. Jeśli stracimy zdrowie, zginiemy. Podupadając na zdrowiu, zaczynamy odczuwać zaburzenia obrazu i ruchu.

Movie Games stworzyło świetny klimat. Połączenie inspiracji twórczością Lovecrafta, Gigera i Beksińskiego można dostrzec gołym okiem, ale nie jest ono zbyt nachalne czy kiczowate. Powiedziałbym, że wykonano je ze smakiem, ale w kontekście tej gry nie wypada - spora część zawartych w niej treści może wywołać obrzydzenie (o czym twórcy lojalnie uprzedzają na samym wstępie). Podobać mogą się lokacje, w szczególności te osadzone w Krainie Rozkoszy. Tym bardziej, gdy gramy na słuchawkach i wsłuchamy się dobrze w dobiegające z otoczenia dźwięki oraz muzykę.

Niestety, atmosferę psują momentami niektóre elementy. Na przykład jakość dialogów jest bardzo mieszana. Niektóre są w porządku, ale zdarzają się też rozmowy nienaturalne, wymuszone. Częściowo jest to winą scenarzysty, a częściowo takiego sobie voice actingu. Nie najlepiej wypadają także postacie - żadna z nich nie zasługuje na to, by ją polubić czy znienawidzić. A już całkiem z klimatu wybiło, gdy zobaczyłem twarz partnerki głównego bohatera. Wyglądała i poruszała się tak koszmarnie, że zacząłem odczuwać ulgę na myśl o tym, że większość NPC-ów nosi maski.

Jednak, pomijając postacie, Lust from Beyond wypada naprawdę przyzwoicie. Drażni trochę statyczność otoczenia (firanka nawet nie drgnie), ale projekty zasługują na pochwałę. Do plusów należy zaliczyć optymalizację, która pozwala cieszyć się najwyższymi detalami i płynną animacją nawet na średniej klasy pececie. Z kolei do minusów okazjonalne błędy oraz brak możliwości cofnięcia się do wcześniejszych fragmentów gry. A miejsce na zapis jest tylko jedno. Nie przypadły mi do gustu także sekwencje QTE, ale twórcy dali możliwość ich wyłączenia.

Lust from Beyond to bardzo przyzwoity horror, po który powinni sięgnąć wszyscy miłośnicy twórczości wspomnianych Lovecrafta, Gigera i Beksińskiego. Pod warunkiem, że nie przeszkadzają im czasem wręcz ohydne sceny (podejrzewam, że dla niektórych będzie to jedna z głównych zalet). Ta gra bywa naprawdę obrzydliwa (na szczęście istnieje też tryb zabawy z cenzurą). Ale jest jednocześnie klimatyczna i intrygująca.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje