Reklama

Kangurek Kao - recenzja. Najsłynniejszy polski kangur powraca!

​Kangurek Kao powraca po latach w nieco odmienionej, a nieco klasycznej formie. W każdym razie - udanej tylko częściowo.

Kangurek Kao to trylogia platformówek z lat dziewięćdziesiątych, która raczej nikogo nie zachwyciła, ale zdobyła dosyć liczne grono fanów nad Wisłą. Gracze docenili przede wszystkim przyjazną atmosferę, postać głównego bohatera, konstrukcję poziomów oraz pełną uroku grafikę. Warszawskie studio Tate Multimedia zagrało na sentymencie do leciwej serii i stworzyło kontynuację. To restart tej marki. Jego twórcy pozostali poniekąd wierni oryginałowi, ale musieli też trochę zmienić i unowocześnić, aby Kangurek Kao był w dzisiejszych czasach grywalny. Wyszło... przeciętnie.

Reklama

Kangurek Kao w nowej grze wyrusza w świat, aby odszukać zaginionych członków rodziny - siostrę Kaię oraz ojca Koby'ego. Po drodze odwiedzi cztery zróżnicowany krainy, które - jak się okazuje - opętała jakaś tajemnicza, złowroga moc. Na szczęście główny bohater ma do dyspozycji magiczne rękawice bokserskie jego ojca, które pomogą mu przeciwstawić się siłom zła. Gadżet nie tylko czyni go sprawniejszym wojownikiem, ale także pozwala wykorzystać potęgę trzech żywiołów: ognia, wody oraz wiatru.

Tate Multimedia w pracach nad Kangurkiem Kao wzorowało się nie tylko na poprzednich odsłonach serii, ale także na takich popularnych platformówkach, jak Crash Bandicoot czy Spyro the Dragon. Grę wypełniono po brzegi sekwencjami, w których biegamy, skaczemy, walczymy i rozwiązujemy łamigłówki. Podczas zabawy zbieramy także specjalne runy, które odblokowują dostęp do kolejnych etapów. Na każdej planszy znajdziemy także literki pozwalające na ułożenie imienia głównego bohatera.

Nie mogę przyczepić się do koncepcji ani do wykonania podstawowych części składowych. Bieganie i skakanie jest przyjemne, a wymierzanie ciosów przeciwnikom - soczyste. Problem tkwi w tym, że to, co dostajemy na samym początku gry, to tak naprawdę niemal wszystko, co twórcy mają nam do zaoferowania. Główny bohater nie rozwija się, nie zdobywa nowych umiejętności, nie uczy się nowych ciosów, w jego ręce nie trafiają żadne interesujące gadżety. Autorzy wprowadzili wprawdzie kilka urozmaiceń w postaci minigier czy zjazdów na gałęziach, ale to wszystko tylko drobnostki, zresztą niesplecione ze sobą w jakąś sensowną całość.

Z czasem nie rośnie też poziom trudności, który nieustannie dopasowuje się raczej do młodszego grona odbiorców. Nawet starcia z bossami nie powinny nastręczyć nikomu większych trudności. Gracze, którzy zachwycali się Kangurkiem Kao w latach dziewięćdziesiątych, gdy byli młodzi, teraz oczekują raczej czegoś innego. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że ukończenie całej przygody to kwestia sześciu, może siedmiu godzin. Jak to wszystko porównać do gigantów gatunku, takich jak choćby Ratchet & Clank: Rift Apart? Twórców usprawiedliwia jedynie cena. Grę już na starcie można kupić za niespełna 120 złotych (w wersji na PC). A myślę, że za kilka tygodni dostaniecie ją za mniej niż stówę.

W różnych miejscach znajdujemy dowody na to, że Kangurek Kao jest produkcją budżetową. To samo w sobie nic złego, ale ambicje twórców najwyraźniej przerosły możliwości. W efekcie mamy do czynienia z grą o niespełnionym potencjale, do tego stworzoną pospiesznie, miejscami jakby na kolanie. Dubbing występuje tylko w przerywnikach filmowych, ścieżka dźwiękowa jest niezbyt różnorodna i dosyć szybko się nudzi, a grafika - choć ogólnie przyjemna dla oka - cierpi na sporą liczbę niedoróbek. A postacie w cutscenkach wypadają naprawdę blado.

Kangurek Kao zapowiadał się znacznie lepiej. Naprawdę miałem nadzieję, że gra zbliży się na trochę mniejszy dystans do klasyków gatunku. Niestety, do takiego Ratcheta & Clanka czy Crasha Bandicoota brakuje jej wiele. To przeciętna platformówka, której twórcy przygotowali solidne podstawy, ale nie zbudowali na nich porywającej przygody, której nie chciałoby się przerywać. Przeciwnie, ja mniej więcej w połowie zacząłem czekać już głównie tylko na napisy końcowe.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy