Reklama

Crackdown 3 - recenzja

Crackdown 3 /materiały prasowe

​Po latach dostajemy prawdziwa kontynuację jednej z pierwszych gier z otwartym światem z prawdziwego zdarzenia. Czy Crackdown 3 znowu będzie inspiracją czy może utonie w morzu podobnych "open worldów".

Oryginalny Crackdown był jedną z pierwszych, jeśli nie pierwszą, naprawdę dobrą grą z otwartym światem, jakie mogliśmy ujrzeć na poprzedniej generacji konsol. To, co potem kojarzono przede wszystkim z tytułami ze stajni Ubisoftu, w dużej mierze widzieliśmy już w Crackdownie. Niestety, nieudana kontynuacja i wiele lat w oczekiwaniu na kolejną odsłonę skutecznie wymazały markę z pamięci graczy. W końcu nastał dzień, kiedy możemy sprawdzić Crackdown 3. Jeśli jesteśmy abonentem usługi Game Pass Microsoftu, nie musimy za nią płacić. Jak się ukazuje, to dobry układ.

Reklama

Złe lepszego początki

Fabuła Crackdown 3 pełni absolutnie drugorzędną rolę. W dużym uproszczeniu. Futurystyczni stróże prawa mający więcej wspólnego z fuzją Iron-Mana z Hulkiem niż z typowym funkcjonariuszem, muszą stawić czoła bardzo, bardzo złej korporacji. Miejscem potyczki będzie gigantyczna, oświetlana neonami i zabudowana wieżowcami metropolia. W środku my, a raczej superagent, który po jakimś czasie będzie skakał wyżej niż budynek i strzelał lepiej niż najlepszy snajper.

Pierwsza godzina zabawy wystarczy, aby zobaczyć, że Crackdown 3 miał duży potencjał. Gry oparte na pełnej demolce, eksplozjach, coraz potężniejszych broniach i większych przeciwnikach mają swój urok. Xbox One i PC miał już taką fantastyczną pozycję - Sunset Overdrive. "Crack 3" mógłby pełnić funkcję jego zastępcy. Mógłby, ale nie będzie.

Dlaczego? Niby mamy tu wszystko, co miał oryginał, plus... no właśnie, w sumie to plus niewiele. Gier, w których "bujamy" się otwartym świecie, robimy demolkę, wykonujemy misje i zbieramy gadżety jest pod dostatkiem. Ostatnią taką pozycją był Just Cause 4. Nowy Crackdown, niestety, jedną nogą nadal siedzi w epoce X360. Proste misje, zbyt banalny system walki, pusty otwarty świat, przeciętne misje poboczne i mało zróżnicowana broń. Nie brzmi to zbyt optymistycznie, ale z czasem robi się lepiej, szczególnie że kampanię można zaliczyć w towarzystwie drugiego gracza.

Ekipa od demolki w chmurze

Prawdziwa (w ogóle jakaś?) zabawa zaczyna się dopiero po odblokowaniu (usprawnieniu) naszego herosa, kiedy zamiast podnoszenia tylko kosza na śmieci, możemy w kogoś rzucić samochodem. Kiedy jednym ciosem rozwalimy na kawałki wielkiego robota. Kiedy uda się nam wykonać gigantyczny skok z jednego wieżowca na drugi. A potem?  A potem główny wątek fabularny starcza na około 10 godzin. Na ratunek przychodzą misje poboczne, ale nie reprezentują one poziomu wyższego niż "ujdzie".

Obok fabuły możemy zmierzyć się z innymi graczami w trybie multiplayer (drużynowy 5v5). Podobnie jak właściwa gra, tryb dla wielu graczy jest tylko niezły. Wyróżnia go jednak jeden element - elementy otoczenia ulegające pełnej destrukcji. Co więcej, demolka jest możliwa dzięki... mocy obliczeniowej chmury (cloud computing), wspomagającej naszą konsolę w dokonaniu obliczeń. Początkowo cały Crackdown 3 miał korzystać z takiego rozwiązania technicznego. To mogłoby być naprawdę niebywała gra. Ale skończyło się na pomysłach.

A skoro przy kwestiach technicznych. Crackdown 3 w wersji na Xboksa One potrafi zejść poniżej 30 klatek animacji na sekundę. W przypadku Xboksa One X jest znacznie lepiej - dostajemy stałe 30 klatek (z bardzo sporadycznymi, niewielkimi spadkami), więcej detali i wyższą rozdzielczość. Najwięcej potrafi naprawdę mocy komputer - dobry sprzęt przebije 30 klatek i zaoferuje jeszcze więcej szczegółów graficznych. Ale pisząc "mocny", mamy na myśli karty graficzne w cenie Xboksa One X lub droższe.

Pasuje do Game Pass

Historia powstawania Crackdown 3 była długa i wyboista, a efekt końcowy... i tak nie jest tak zły, jak można by się obawiać. To nadal poprawna, warta pogrania przez pozycja. Game Pass jest absolutnie perfekcyjnym miejscem dla właśnie takiej gry. Podobnie jak na Netfliksie, który często serwuje nam filmy "na raz", twórcy konsolowi również mają prawo dostarczyć grę "do sprawdzenia" w ramach abonamentu. Komu Crackdown 3 się spodoba - ten będzie grał dalej.

A jeśli nie przypadnie nam do gustu - na Game Passie jest w co grać. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje