Reklama

Conqueror's Blade - wrażenia z rozgrywki

Conqueror's Blade /materiały prasowe

Szukasz gry sieciowej, która wciągnie cię na wiele godzin? Koniecznie daj szansę Conqueror's Blade.

To najlepszy moment, aby zainteresować się tym tytułem. Po kilku latach od wprowadzenia wersji beta i po dwóch wiosnach od oficjalnej premiery produkcja chińskiego studia Booming Games doczekała się polskiego wydania i tym samym stała się dostępna w naszej rodzimej wersji językowej (do tej pory można w nią było grać po angielsku).

Conqueror's Blade przenosi nas do średniowiecza i pozwala toczyć bitwy PvP (gracze kontra gracze), w których bierze udział nawet do 30 osób jednocześnie. Starcia toczą się nie tylko na otwartej przestrzeni, ale również w twierdzach. Oblężenia to chyba najbardziej spektakularna część gry. Oczywiście czasem jesteśmy stroną atakującą, a czasem to my musimy bronić się przed najazdem wroga. Autorzy przygotowali także questy do wykonania. Pozwalają nam one zdobywać lepsze wyposażenie oraz doświadczenie. Ale o tym za chwilę.

Reklama

W Conqueror's Battle gracz wciela się w rolę dowódcy. Przed każdym starciem wybieramy jeden, który poślemy do boju. Jednostki różnią się między sobą nie tylko wyglądem, ale także bronią czy predyspozycjami. Kogo innego wybierzemy do natarcia, kogo innego do obrony etc. Chcąc zwyciężyć, musimy umiejętnie współpracować z sojusznikami, tak aby np. nie doszło do sytuacji, w której wszyscy wyślemy na pole walki łuczników. Można z łatwością przewidzieć, czym to się skończy. Tak, rzezią waszych wojsk.

Jednak Conqueror's Blade to nie strategia (choć namiastki strategii nie można jej odmówić), a gra akcji, w której we wszystkich starciach bierzemy osobisty udział. Chwytamy za oręż i - śledząc wydarzenia z perspektywy trzecioosobowej - ruszamy do walki. Co prawda, cały czas możemy wydawać polecenia podkomendnym, ale także my sami wyprowadzamy ataki, wykonujemy uniki czy blokujemy ciosy wyprowadzane przez wrogów. Z początku można odnieść wrażenie, że mechanika starć jest nieco sztywna, ale gdy już się do niej przyzwyczaimy, nietrudno czerpać z niej przyjemność i satysfakcję.

Jak w każdej szanującej się grze MMO, w Conqueror's Blade znajdujemy system progresji. Ten opracowany przez Blooming Games jest naprawdę rozbudowany i pozwala wykreować unikalną postać. Po pierwsze - ważne jest to, jaką broń wybierzemy, bo każdym z jedenastu typów oręża walczy się wyraźnie inaczej. Po drugie - każdą broń rozwijamy, korzystając z drzewka umiejętności. Po trzecie - z czasem wzmacniamy armię, którą wzbogacamy o nowe typy jednostek, jak również ulepszamy te już posiadane. Wreszcie po czwartek - mamy do dyspozycji crafting.

Conqueror's Blade wymaga od nas zarówno zręcznych palców, jak i strategicznego myślenia oraz planowania. Na mapie strategicznej cały czas toczy się wojna o wpływy i surowce. Jeśli chcemy zagarnąć sporą ich część dla siebie, musimy zawierać sojusze, wzmacniać twierdzę oraz handlować i pozyskiwać fundusze na rozwój. Możemy go przyspieszyć, sięgając po kartę kredytową, ale spokojnie można się bawić także zupełnie za darmo. Conqueror's Blade działa w modelu free-to-play i nie pozwala na kupowanie nowych jednostek czy ulepszeń za prawdziwe pieniądze.

Produkcja Blooming Games robi wrażenie rozmachem potyczek. Gdy pisałem, że w starciach kontrolujemy tylko jeden oddział, mogłeś pomyśleć, że trudno poczuć tutaj atmosferę wojny. Nic z tych rzeczy. Przypominam, że w walkach bierze udział nawet do trzydziestu graczy, co daje nam w sumie nawet trzydzieści kilkudziesięcioosobowych oddziałów na jednej mapie. Uwierzcie mi, że Conqueror's Blade potrafi wyglądać epicko.

I potrafi wciągnąć na dobre. Jeśli lubicie średniowiecze, marzą wam się spektakularne starcia, podobają wam się w grach elementy strategiczno-erpegowe i wolicie bawić się z innymi graczami, zamiast ze sztuczną inteligencją, nie możecie przejść obok tej gry obojętnie. Szczególnie, że możecie się przy niej bawić zupełnie za darmo.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje