Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Bad Dream: Fever - recenzja

Bad Dream: Fever /materiały źródłowe

​Bad Dream: Fever to kolejna część tajemniczej serii w wykonaniu studia Desert Fox z Zielonej Góry, która dopiero w ostatnim czasie zaczęła zyskiwać na popularności. Czy zasłużenie?

Reklama

Wszystko zaczęło się od wydanej pięć lat temu, darmowej przygodówki Bad Dream: Butcher, którą prawdopodobnie będzie kojarzyć wyłącznie grupa wtajemniczonych osób (później były jeszcze kolejne "darmówki": Graveyeard, Hospital, Cyclops, Memories i Bridge). Ostatnia odsłona serii - Bad Dream: Coma - trafiła już do szerszego grona graczy, zdobywając naprawdę sporo pochlebnych recenzji. Nie ma się co dziwić, że twórcy zdecydowali się wydać kolejną część, zatytułowaną Bad Dream: Fever. Potwierdzili nią, że potrafią tworzyć tajemnicze, klimatyczne i jedyne w swoim rodzaju przygodówki.

Jeżeli nie graliście w żadną z dotychczasowych odsłon serii, nic nie szkodzi. Wspomnieliśmy o historii tej serii, gdyż była warta wzmianki, natomiast fabuła Bad Dream: Fever nie ma większego związku z poprzedniczkami. Owszem, twórcy wpletli tu i tam jakieś nawiązania do nich, ale nie musicie ich wychwycić, by zrozumieć, o co chodzi w grze. Historia kręci się w niej wokół tajemniczej choroby, która zaczyna atakować ludzi, powodując ich rychłą śmierć. Wywołuje ją tusz, który - nie wiadomo, jakim cudem - zaczyna wypełniać żyły. Nadzieję na powstrzymanie epidemii niesie pewna tajemnicza dziewczyna w masce. I na tym zakończymy streszczenie fabuły, żeby nie zdradzić zbyt wiele. Bez wątpienia warto zgłębić ją samemu podczas kilkugodzinnej przygody. Jest interesująca, tajemnicza i przebiega inaczej niż można by się tego spodziewać.

Reklama

W Bad Dream: Fever może zagrać praktycznie każdy bez obaw o poziom trudności. Grę rozpoczynamy od wprowadzenia, podczas którego jesteśmy prowadzeni za rękę. A później wcale nie robi się przesadnie trudno. Bad Dream: Fever to przygodówka typu hidden object, w której przechodzimy przez kolejne lokacje, starając się odszukać wszystkie istotne przedmioty i rozwiązując raczej proste łamigłówki. Nie ma w tym nic skomplikowanego. Jednak rozgrywka potrafi zirytować tym, że część rzeczy możemy wyklikać dopiero po tym, jak ukończymy wcześniejszą łamigłówkę. Kończy się to tym, że poszczególne miejsca odwiedzamy więcej niż raz, klikając machinalnie we wszystko, co tylko wydaje nam się, że może mieć znaczenia.

Pomimo tego trudno oderwać się od myszki. To zasługa przede wszystkim wspomnianej fabuły, ale również oryginalnej estetyki oraz klimatu. Bad Dream: Fever reprezentuje podobny styl graficzny do swojej poprzedniczki - minimalistyczny, ręcznie rysowany, pożółkły, miejscami wyszarzały... Przedstawiona tutaj wizja świata jest absolutnie pesymistyczna. Każda kolejna lokacja jest na swój sposób mroczna (nie brakuje w nich trupów noszących ślady wspomnianego tuszu) i umiejętnie zaprojektowana. Szkoda tylko, że nie znalazło się ich tutaj więcej.

Autorzy odeszli nieco od atmosfery grozy, z którą można się było zetknąć do tej pory, ale na brak klimatu z pewnością nie można narzekać. Jest on momentami tak gęsty, że można by go kroić wyłącznie dobrze naostrzonym nożem. Cały czas subtelnie podkręca go ścieżka dźwiękowa, na którą składa się dość jednostajny, cichy, ambientowy podkład. Być może twórcy mogli postarać się nieco bardziej i za pomocą nieco bardziej wybijającego się soundtracku jeszcze bardziej zagęścić atmosferę? A może właśnie w oszczędnym stosowaniu muzyki tkwi przepis na sukces?

Natomiast na pewno żałujemy, że twórcom nie wystarczyło budżetu na przygotowanie chociaż półprofesjonalnego voice actingu. Wszystkie wypowiedzi napotkanych postaci (których jest raptem kilka) są tutaj przedstawione wyłącznie za pomocą tekstu. No cóż, może następnym razem?

Bad Dream: Fever to dowód na to, że jeśli dysponujemy pomysłem, umiejętnościami i determinacją, to nawet z maleńkim budżetem możemy stworzyć coś ciekawego. Desert Fox już od lat próbuje zainteresować graczy swoimi dziełami i dopiero ostatnio udało im się przebić do nieco szerszego grona. Jeśli tak dalej pójdzie, być może za kolejne kilka lat zobaczymy Bad Fever z większą liczbą lokacji i postaci, z voice-actingiem i wysokobudżetową oprawą? Tylko czy ta seria tego potrzebuje? Może gracze polubili ją właśnie za jej niszowy, niezależny i niskobudżetowy charakter? Nam w tej formie Bad Dream: Fever zdecydowanie przypadł do gustu!

Dowiedz się więcej na temat: Bad Dream: Fever

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje