Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Assassin's Creed: Valhalla - recenzja

Assassin's Creed: Valhalla /materiały prasowe

​Z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że Assassin's Creed: Valhalla to jedna z najlepszych odsłon serii o asasynach.

I to pomimo faktu, że tak naprawdę niewiele w niej pozostało z pierwotnej, skradankowej koncepcji. Najnowszej grze Ubisoftu zdecydowanie bliżej do RPG-a akcji niż kiedykolwiek wcześniej. Skradania się i zabijania po cichu jest tutaj tyle, co wiking napłakał (przynajmniej w zestawieniu z liczbą otwartych walk, w których bierzemy udział), a elementy parkourowe zostały jeszcze bardziej zepchnięte na boczny tor. W ich miejsce pojawiła się brutalna walka, najazdy, plądrowanie, ale i... szereg mini-gierek. No, ale dobrze, od początku!

Reklama

Po uruchomieniu gry i przejściu przez krótki - acz efektowny - prolog możemy wybrać, czy chcemy, by główny bohater był kobietą, czy mężczyzną. W obu przypadkach będzie miał na imię Eivor i w obu przypadkach poznamy tę samą historię. Tak więc decyzja ta ma znaczenie jedynie estetyczne. A gdyby nam się któryś wariant znudził, żaden problem - wystarczy wejść do ustawień i zmienić płeć. Ot, po prostu.

Przygodę rozpoczynamy w ojczyźnie Eivora (lub Eivor) oraz jego przyszywanego brata, Sigurda. Jednak po wykonaniu kilku zadań na terytorium Norwegii przenosimy się na główny obszar rozgrywki w tej części - do Anglii. To tutaj poznajemy opowieść, w której mieszają się wątki dotyczące głównego bohatera, jego klanu Kruka, Zakonu Ukrytych, Zakonu Starożytnych, Anglików oraz chrześcijaństwa. Poza fragmentami osadzonymi w przyziemnej rzeczywistości czekają na nas także etapy oniryczne i mityczne, rozgrywające się w wizjach Eivora czy w Asgardzie, a więc siedzibie nordyckich bogów.

Historia przedstawiona w Assassin's Creed: Valhalla jest w mojej opinii jedną z ciekawszych, z jakimi zetknęliśmy się do tej pory w tej serii. Jednocześnie, pomimo zwartej konstrukcji, nie narzuca nam ona kolejności działań - prawie zawsze to od nas zależy, w którym kierunku się udamy i czym się zajmiemy. Gra oferuje, rozległy świat, w którym gracz otrzymuje bardzo dużą swobodę. Co jakiś czas przychodzi nam także podjąć decyzję mającą wpływ na ciąg dalszy opowieści.

Eksplorując mapę i wykonując kolejne zadania, można się szybko przekonać, że Ubisoft wsłuchał się w narzekania graczy i zmienił podejście do aktywności pobocznych. W Assassin's Creed: Valhalla nie ma już praktycznie questów pobocznych w stylu "przynieś, zanieś, pozamiataj". Zadania, które wykonujemy, są w większości ściśle związane z fabułą, naprawdę ciekawe, dobrze napisane i wyreżyserowane.

Ale spokojnie, to nie oznacza końca aktywności pobocznych. Te jak najbardziej są obecne, choć w innej formie niż dotychczas. Zamiast "fedexowych" questów pobocznych wprowadzono krótkie historie, rozgrywające się w pojedynczych lokacjach, bez mała interesujące i różnorodne. Aż chce się w nie angażować, bo nie zabierają dużo czasu, a za każdym razem oferują coś innego. W tym także, rzecz jasna, nagrodę za wykonanie.

A to jeszcze nie wszystko, co możemy robić w Assassin's Creed: Valhalla. Autorzy wprowadzili także - wzorem jakby Ghost of Tsushima - szereg mini-gier inspirowanych kulturą nordycką. Możemy wziąć udział w tradycyjnych pojedynkach na rymowane obelgi (co pozwala nam odblokować nowe linie dialogowe!), stawiać wieże z kamieni, grać w kości czy łowić ryby. Pojawiła się także szumnie zapowiadana rozbudowa własnej wioski - to kolejna udana nowość.

Zmian w rozgrywce jest więcej. Walka przypomina tę, którą znamy z Origins i Odyssey, ale stała się jeszcze bardziej brutalna niż dotychczas (jucha leje się na lewo i prawo, szczególnie przy finisherach), rozwinięto ją o możliwość korzystania z dwóch rodzajów broni, a także pozwolono nam deptać i ogłuszać przeciwników. Wprowadzono także spektakularne najazdy na wioski, twierdze i klasztory.

Ekwipunek ma mniejsze znaczenie niż w ostatnich odsłonach serii. Co prawda z czasem zbieramy coraz lepszą broń i pancerz, a także ulepszamy je, wykorzystując znalezione surowce, ale równie dobrze można grać z gorszym wyposażeniem albo... kupić je za prawdziwe pieniądze (to kontrowersyjne rozwiązanie, ale musicie wiedzieć, że jest to rzecz absolutnie opcjonalna).

W Assassin's Creed: Valhalla nie ma już także klasycznych poziomów postaci. Ale doświadczenie, owszem, zdobywamy i zyskujemy punkty umiejętności, które następnie możemy wykorzystać do rozwoju w ramach trzech drzewek: niedźwiedzia, kruka oraz wilka. Każde z nich odpowiada innemu stylowi gry - walce wręcz, walce na dystans oraz walce z ukrycia. Poprzez inwestowanie kolejnych punkcików zwiększamy zadawane obrażenia, skuteczność uników czy zdrowie naszej postaci.

Assassin's Creed: Valhalla to nie tylko jedna z najciekawszych, ale również jedna z najładniejszych i najbardziej klimatycznych odsłon serii. Przedstawione lokacje są po prostu śliczne i aż chce się je zwiedzać. Samo podziwianie krajobrazów potrafi zająć dobrą chwilę. Świetnie wykonano także postacie, a przerywniki chyba jeszcze nigdy nie były tak filmowe. Z kolei w tle przygrywają utwory, które w bardzo dużym stopniu przyczyniają się do tego, że podczas zabawy przenosimy się duchem do innego świata. Grajcie koniecznie albo na słuchawkach, albo na kinie domowym.

Jedyny problem z Assassin's Creed: Valhalla ma związek z błędami, które Ubisoft prawdopodobnie będzie naprawiał przez najbliższe tygodnie. Ja miałem to szczęście, że poza problemami z animacją, przycinającym się dźwiękiem czy długimi ekranami ładowania nie przydarzały mi się jakieś szczególne problemy, ale internet aż kipi od wypowiedzi sfrustrowanych graczy. W niektórych przypadkach bugi są naprawdę spore i wydatnie utrudniają albo wręcz uniemożliwiają dalszą grę.

Jeśli jednak pominąć ogrom błędów, których liczba z czasem - w miarę wydawania kolejnych łatek - będzie sukcesywnie maleć, Assassin's Creed: Valhalla to po prostu świetna gra, która porwie was na kilkadziesiąt godzin do świata wikingów i nordyckiej mitologii. Ci, którzy tęsknią za pierwszymi odsłonami serii, mogą być niezadowoleni, ale proponuję im przyzwyczaić się do tego, że wszystko się zmienia. Assassin's Creed także. I według mnie cały czas na lepsze.

Dowiedz się więcej na temat: Assassin's Creed: Valhalla

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje