Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Warner Bros. opatentowało system Nemesis z Cienia Mordoru

​Po wielu latach starań i pierwszym wniosku złożonym jeszcze w 2015 roku, WB Games z powodzeniem opatentowało interesujący system Nemesis, wykorzystany w grach Śródziemie: Cień Mordoru oraz w kontynuacji, Śródziemie: Cień wojny. Nie wszyscy są z takiej sytuacji zadowoleni.

Jak donosi serwis IGN, dział gier wideo korporacji Warner Bros. otrzymał patent w dniu 3 lutego, a zapis tej wejdzie w życie wraz z 23 lutego, skutecznie blokując łatwe korzystanie z podobnych systemów przez innych deweloperów ze świata gier wideo. To wywołało spore kontrowersje.

Reklama

Mechanika Nemesis była podstawową atrakcją w obu wspomnianych produkcjach. Za jej sprawą Śródziemie pełne było proceduralnie generowanych orków, których mogliśmy rekrutować na naszą stronę. Tacy "podopieczni" mogli następnie - z naszą pomocą - piąć się w szeregach armii wroga.

Mogli też zginąć, a inni orkowie - mścić się na graczu i pamiętać wcześniejsze potyczki. Do tego dochodził szereg umiejętności specjalnych, określone odporności, wymuszające stosowanie określonych taktyk i tak dalej. Wszystko to sprawiało, że Nemesis było bardzo udanym pomysłem.

Pomysłem, z którego skorzysta teraz wyłącznie WB Games. Inni zainteresowani będą musieli albo zwrócić się o pozwolenie, albo liczyć się z pozwem sądowym. Firma próbowała opatentować pomysł już w 2015 roku, po premierze Cienia Mordoru, ale dotychczas bez większego powodzenia - do teraz.

Patent obowiązuje do 2035 roku. Zaakceptowanie wniosku wywołało spore kontrowersje w sieci, a WB zarzuca się hipokryzję, ponieważ te same gry stosowały mnóstwo systemów, które równie dobrze mogły być kiedyś opatentowane: rozwój postaci, umiejętności, otwarty świat , zadania poboczne...

Te elementy nigdy nie zostały jednak opatentowane, ponieważ ich twórcy albo w ogólnie nie wpadli na tak dziwny pomysł, albo po prostu chcieli, by ich dzieło rozwijało się i było dostępne dla wszystkich. WB Games - jak widać - idzie całkiem inną drogą. Pozostaje tylko pytanie - po co?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje