Reklama

Walijski smok z Bethesdy rozprasza kierowców

W tym miejscu dochodzi do wielu wypadków drogowych, których winowajcą jest... smok /materiały źródłowe

​Przejeżdżający obok Bethesdy muszą uważać na smoka. Mowa na całe szczęście nie o prawdziwym gadzie ziejącym ogniem, lecz o potworze wykonanym z drewna. Jak się jednak okazuje, kreatura nadal jest groźna - lokalna policja apeluje do kierowców, by skupili się na drodze, nie na rzeźbie.

Powiązania z Bethesdą, studiem odpowiedzialnym między innymi The Elder Scrolls 5: Skyrim, są jak najbardziej na miejscu, ponieważ wydaje się, że to właśnie ta produkcja służyła twórcy za inspiracje. Nie zgadza się tylko miejsce akcji - smok stanął nieopodal Bethesdy w Walii, nad rzeką Ogwen.

Nieopodal hrabstwie Gwynedd znajduję się też park narodowy Snowdonia oraz droga A5, przecinająca niemal całe Wyspy Brytyjskie i prowadząca z Walii aż do Londynu. To jedna z ważniejszych linii komunikacyjnych w regionie, teraz uzbrojona dodatkowo o smoka.

Reklama

Draig Dderw (pol. Dębowy Smok) jest wysoki na sporo ponad metr i ma dwa razy większą rozpiętość skrzydeł. Jak można się domyślać, imponująca rzeźba przyciąga wzrok i odwraca uwagę, z czym szczególny problem ma teraz walijska policja, apelująca o rozwagę - i uwagę.

"My, tak jak wszyscy inni, bardzo lubimy Dębowego Smoka, postawionego niedawno w okolicy Bethesdy. Mamy jednak pewne obawy związane z bezpieczeństwem na drodze, ponieważ wielu kierowców zwalnia lub nawet zatrzymuje się, by podziwiać smoka" - napisano na Facebooku.

"Zanotowaliśmy już jeden wypadek i dużo więcej niebezpiecznych sytuacji w tej sekcji drogi, która wymaga od kierowców całkowitej koncentracji. Prosimy o skupienie się na drodze przez cały czas jazdy. Jeśli zaś chcecie obejrzeć smoka, zalecamy znaleźć bezpieczne miejsce do zaparkowania (a więc nie na środku A5) i przejście chodnikiem" - dodają policjanci.

Smok znajduje się na terenie prywatnym, ale bardzo dobrze widać do z drogi. Autorem rzeźby jest Simon O'Rourke, który wykonał dzieło z przewróconego drzewa, pracując w pocie czoła przez sześć dni. Zleceniodawcą był niejaki doktor Alofs.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje