Spektakularna porażka festiwalu Fortnite

​Brytyjskie miasteczko Norwich było w ubiegły weekend bohaterem głośnych kontrowersji, związanych z festiwalem Fortnite Live. Sprawy potoczyły się całkiem szybko: atrakcje okazały się być fatalne, cała impreza nie była licencjonowana, Epic Games pozwało firmę organizatorów, a ta zbankrutowała.

Wszystko zaczęło się w weekend 16-17 lutego. Sprzedano 2500 biletów, wycenionych nawet na 20 dolarów. Obecni na miejscu uczestnicy - głównie rodzice z dziećmi - natrafili na wyjątkowo niskiej jakości atrakcje: strzelanie z łuku, "jaskinię" w przyczepie, ściankę wspinaczkową i cztery gokarty.

Interesujące były niektóre wypowiedzi po festiwalu, cytowane przez BBC. "W Fortnite chodzi o polowanie na innych graczy i zabijanie ich. Mam ochotę zrobić to samo z organizatorami tej imprezy" - komentował w dość kreatywny sposób jeden z niezadowolonych uczestników zabawy.

Reklama

To był jednak tylko początek problemów. Nagłośniona w mediach sprawa dotarła najwyraźniej do twórców gry z Epic Games. Ci zapewnili, że nie mają nic wspólnego z katastrofalną imprezą i nigdy nie wydali zgody, by firma z Norwich posiłkowała się zastrzeżoną własnością intelektualną.

Co więcej, studio deweloperskie odpowiedzialne za tytuł zdecydował się złożyć pozew przeciwko organizatorom w sądzie w Londynie. Tymczasem szef tej Exciting Events - Shaun Lord - zapewniał, że to wszystko dla dzieci. Dodał także, że chciałby, by całość stała się corocznym wydarzeniem.

Wkrótce jednak firma znacząco zmieniła stanowisko i... zakończyła działalność. Ten sam Shaun Lord poinformował w emailu wysłanym do wszystkich klientów (w tym uczestników pechowego festiwalu), że "został zmuszony do zaprzestania wszelkiej działalności". Na tym koniec. Chyba.

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama