Reklama

Saints Row po 9 latach. Jak prezentuje się nowa odsłona serii Deep Silver?

Seria Saints Row powraca w wielkim stylu. Po czterech częściach i 9-letniej przerwie Deep Silver zdecydowało się dokonać rebootu gry. Przed oficjalną premierą mieliśmy okazję sprawdzić obszerny fragment gry i przekonać się, co nowego szykują dla fanów serii deweloperzy.

Saints Row ma zadebiutować 23 sierpnia na konsolach nowej i starej generacji oraz PC. W zeszłym tygodniu, na kilka dni przed oficjalnym ogłoszeniem zakończenia prac nad premierową wersją gry, odwiedziliśmy ESPOT w Warszawie. W nasze ręce trafiły obszerny, początkowy fragment Saints Row. Łącznie mieliśmy cztery godziny, aby zapoznać się z udostępnionym nam buildem. Przez ten przeszliśmy epilog kampanii i wzięliśmy udział w pobocznych misjach, a postęp po zakończonej sesji wskazywał 14%.

Poprawna gra dostarczająca sporo rozrywki

Przyznam szczerze, że nie przykuwałem wielkiej uwagi do fabuły gry. Czas był ograniczony, mieliśmy przed sobą duży fragment Saints Row i bardziej zależało mi na tym, żeby poznać różne mechaniczne atrakcje. Pomiędzy cutscenkami można jednak łatwo wywnioskować, że fabuła nie odbiega mocno od tego, do czego przyzwyczaiły nas poprzednie części.

Reklama

Akcja Saints Row dzieje się w fikcyjnym mieście Santo Ileso. Jest ono oczywiście pełne przestępstw, podzielone na terytoria różnych gangów, pomiędzy którymi znajdujemy się my, wspólnie z grupką naszych znajomych. Postanawiamy wziąć sprawy w swoje ręce i zagarnąć dla siebie trochę cudzego majątku. Rozpoczynamy kryminalną działalność, nie przejmując się konsekwencjami i uzbrojoną po zęby konkurencją.

Na pierwszy rzut oka postaci wydają się bardzo kolorowe i charyzmatyczne. Krótkie wymiany zdań pomiędzy głównymi bohaterami wypadają naturalnie, potrafią rozbawić i uzyskują dokładnie to, co tak nieudolnie próbowało robić chociażby Watch Dogs. Widać, że dowcipy zostały trochę ugrzecznione, co w dzisiejszych czasach zupełnie mnie nie dziwi, ale wciąż potrafią rozbawić, a interakcje między członkami naszej grupy przestępczej mogą być jedną z większych atrakcji kampanii.

Pod względem rozgrywki Saints Row również nie odbiega mocno od swoich poprzedników. Trafiamy na pozornie niewielką, ale naszpikowaną aktywnościami mapę Santo Ileso, gdzie spędziłem większość czterogodzinnego playtestu. Najważniejszą częścią gry jest oczywiście kampania, która wysyła nas w różne miejsca na mapie i rzuca coraz to bardziej szalone wyzwania. Podstawy pozostają jednak te same - wyciągamy telefon, wybieramy interesującą nas aktywność, jedziemy w wyznaczone miejsce i progresujemy kampanię.

Po drodze odblokowują się oczywiście aktywności poboczne, a jeszcze bardziej zaawansowany system rozpoczyna się po przejściu udostępnionego nam wstępu. Widziałem zalążek systemu inwestycji, których możemy dokonywać w całym mieście. Podobnie jak w Grand Theft Auto, będzie to prawdopodobnie wiązał się z różnymi dodatkowymi misjami, ale również stałym przychodem dla naszej organizacji.

Podczas tych czterech godzin nie zobaczyłem wiele rzeczy, które mocno wyróżniałyby produkcję Deep Silver ponad innymi grami tego typu. Saints Row nie wygląda olśniewająco, prawdopodobnie ze względu na fakt, że pojawi się na starej generacji konsol. Strzelanie jest proste i spełnia swoje zadanie, a mocna asysta celowania przywodzi na myśl GTA. Sama struktura gry również nikogo nie zaskoczy. Eksplorujemy otwarty świat, robimy misje, zbieramy pieniądze i wydajemy je na rozwój naszej kryminalistycznej szajki.

To wszystko nie oznacza jednak, że jestem Saints Row zawiedziony. Przez cztery godziny raz odkleiłem się od monitora. Dialogi są zabawne, początek kampanii różnorodny, a bieganie i strzelanie do przeciwników, w połączeniu z różnymi umiejętnościami specjalnymi, sprawia sporo frajdy. Trudno nie uśmiechnąć się pod nosem, kiedy nasza postać wkłada granat do spodni rywala i rzuca nim w pozostałych gangsterów.

Dodatkowo optymizmem napawa mnie fakt, że wnioskując nawet po opublikowanych do tej pory przez Deep Silver materiałach, widziałem bardzo niewielki fragment gry. Broni było stosunkowo mało, specjalnych umiejętności widziałem tylko kilka i tak jak wcześniej wspominałem, po wstępie, na którym zakończyła się moja przygoda z kampanią, dopiero rozpoczynają się wszystkie mechaniki związane z prowadzeniem działalności przestępczej. Spodziewam się jeszcze więcej humoru, bardziej kreatywnych broni i bardzo chętnie wrócę do gry, kiedy na konsole i PC trafi pełna wersja.

Duży nacisk na personalizację gry

Jeżeli coś miałoby mocniej wyróżnić Saints Row ponad innymi produkcjami, będzie to bez wątpienia customizacja niemalże każdego elementu gry. Jeszcze przed rozpoczęciem playtestu obejrzeliśmy krótki zwiastun, który chwalił się, że przy odrobinie wolnego czasu można nawet spróbować stworzyć swojego sobowtóra wewnątrz Saints Row. Moje doświadczenie pokazało, jak bardzo rozbudowany i bogaty w różne szalone opcje jest kreator postaci, ale niedługo potem przekonałem się, że jest to zaledwie zalążek całej personalizacji.

Na każdym kroku Deep Silver chwali się tym, że można zmodyfikować każdy posiadany przez nas przedmiot. Możemy przemalować samochód, broń i ubrać się w kolorowe ciuchy. Kampania sugerowała, że całym wątkiem pobocznym będzie odblokowywanie różnych dekoracji do naszej kryjówki. Na kanale YouTube Saints Row jest dosłownie blisko 25-minutowy materiał przedstawiający nowe opcje personalizacji.

Osobiście jest to dla mnie element niemalże nieistotny. O personalizację dbam głównie w grach online, gdzie kosmetyczne przedmioty są zablokowane za różnymi osiągnięciami. Kiedy wygląd mojej postaci może świadczyć o tym, co udało jej się osiągnąć, chętnie zmienię tytuł, odblokuję ciekawszy transmog albo założę diamentowy kamuflaż na broni. W tego typu produkcjach interesuje mnie jednak przede wszystkim fabuła i gameplay.

Spodziewam się jednak, że ta personalizacja może mocno wpłynąć na żywotność Saints Row. GTA Online jest doskonałym przykładem tego, że kolekcjonerzy nie zatrzymają się na trzech samochodach lub dwóch skinach do broni. Jeżeli za misjami lub osiągnięciami zostaną ukryte bardziej widowiskowe przedmioty kosmetyczne, niektórzy gracze nie odpuszczą, zanim nie odblokują wszystkiego.

Saints Row wstrzeliło się w bardzo dobry i stosunkowo cichy moment w naszej branży. Z wielką chęcią wrócę do Santo Ileso, rozsiądę się przed monitorem i już na spokojnie, bez pośpiechu sprawdzę, co dzieje się przez kolejnych kilkanaście godziny gry. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy