Reklama

Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Produkcja DLC do gier nie jest taka tania

Na pewno większość z was zdążyła już przywyknąć do tego, że w dzisiejszych czasach nic nie jest za darmo. Okazuje się, że do najtańszych nie należy także produkcja prostych dodatków do gier.

Chodzi nawet o takie projekty, które rozszerzają podstawowy tytuł zaledwie o jedną nową postać. Za przykład niech posłuży tu przypadek jednego z producentów. Firma Lab Zero Games, twórcy zapowiedzianej na maj bijatyki 2D Skullgirls, jeszcze przed oficjalną premierą gry ma plan wypuszczenia DLC z dodatkową grywalną bohaterką. Postać Squigly będzie pierwszym rozszerzeniem do gry. Jednak do urzeczywistnienia tych planów firma potrzebowała pomocy finansowej. Uzupełniający zastrzyk gotówki miała zamiar pozyskać od szczodrych graczy, przyszłych nabywców jej produktu.

Reklama

Ile pieniędzy potrzebowali panowie z Lab Zero Games, by móc uruchomić produkcję dodatku? 150 tysięcy dolarów - przyznacie chyba, że to całkiem sporo, prawda? I w rzeczywistości tak jest. Chociaż powyższa kwota wydaję się być nieco irracjonalna i śmieszna, na materiale filmowym, który możecie obejrzeć poniżej wiadomości, autorzy gry, Mike Zaimont i Peter Barholow, wyjaśniają, skąd biorą się tak wysokie koszty. Panowie w wyraźny i klarowny sposób starają się wytłumaczyć, skąd wziął się pomysł na zwrócenie się z prośbą o dofinansowanie do osób z zewnątrz, a także wyczerpująco opisują, na co przeznaczone zostaną ewentualne datki.

Jak sami możecie zauważyć, stworzenie DLC do nieistniejącej jeszcze gry, kosztuje majątek. Nie myślcie sobie jednak, że to zwykły wymysł autorów gry. To wynik precyzyjnych kalkulacji. W końcu w ostatecznym kosztorysie uwzględnia się wiele rozmaitych czynników. Począwszy od stworzenia animacji, poprzez sferę audio, na profesjonalnym podkładaniu głosów kończąc. Na tym jednak lista wydatków się nie kończy. Jeżeli chce się mieć pewność, że wyeliminowało się wszelkie błędy, to trzeba liczyć się z kolejnymi nakładami pieniędzy w postaci wynajęcia dobrej firmy Q&A, której pracownicy przetestują należycie produkowaną grę w wersji beta. Następna na liście jest certyfikacja, czyli procedura uznania gry przez producentów platform, na których ma się ukazać. I tak moglibyśmy jeszcze długo wyliczać...

Część gotówki trafia oczywiście także do samych twórców, którzy muszą poświęcić sporo czasu na dopracowywanie poszczególnych elementów projektu. Ci zwrócili się właśnie ostatnio o konieczne do rozpoczęcia działań minimum. Założenia były stosunkowo proste. Jeżeli się uda i cel zostanie osiągnięty, proces dostarczenia dodatku nie będzie trwał długo. Autorzy obiecywali, że nie powinno im to zająć więcej niż dwa i pół miesiąca. Do oficjalnej premiery gry zostały nieco ponad trzy miesiące, dlatego ogłoszenie zbiórki pieniędzy z takim wyprzedzeniem nie jest wcale złym pomysłem.

Kampania Lab Zero Games ruszyła w serwisie IndieGoGo. Od samego początku projekt cieszył się sporym uznaniem. Jednak tego, co się wydarzyło, nie spodziewał się chyba nikt. Po zaledwie jednym dniu od ogłoszenia, twórcom udało się zebrać minimalną sumę, która potrzebna była do rozpoczęcia prac. Widać, że Skullgirls ma sporą bazę oczekujących na grę fanów. Aktualnie na wirtualne konto autorów projektu trafiło ponad 200 tysięcy dolarów. Oznacza to, jak to często bywa w wypadku tego typu akcji crowd-fundingowych, że poza samym założeniem stworzenia postaci udostępnione zostaną także dodatkowe opcje. I tak oto właśnie oprócz oferowanej przez twórców gry i nowej grywalnej postaci, producenci stworzą specjalną, osobną linię fabularną w trybie story mode oraz dedykowaną arenę. Kolejnym kamieniem milowym jest poziom 375 tysięcy dolarów. Jeżeli uda się osiągnąć, autorzy produkcji, poza wcześniej wymienioną bohaterką, zaprojektują jeszcze jedną postać. 

Dowiedz się więcej na temat: Skullgirls | IndieGoGo | Bijatyki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje