Reklama

Policjanci zwolnieni za granie w Pokémon GO na służbie

​Dwóch funkcjonariuszy z Los Angeles straciło pracę po tym, jak okazało się, że na służbie oddają się zabawie w Pokémon GO, zamiast reagować na wezwania.

Pokémon GO to prawdziwy pochłaniacz czasu, o czym przekonał się chyba każdy, kto spróbował łapania popularnych stworków w rzeczywistym świecie, ze smartfonem w dłoni. Gra wciągnęła też na dobre dwóch funkcjonariuszy z departamentu policji w Los Angeles. Nie wiadomo, od jak dawna oddawali się tej formie rozrywki, będąc na służbie, ale prawdopodobnie robiliby to dalej, gdyby nie to, że... nie zareagowali na wezwanie do kradzieży, bo właśnie łapali pokémony.

Cała historia brzmi wprost niedorzecznie. Louis Lozano i Eric Mitchell otrzymali przez radio wezwanie do pomocy w sprawie kradzieży, w którą miało być zaangażowana cała grupa osób. Zareagował na nie miejscowy kapitan, ale funkcjonariusze już nie. Wzbudziło to podejrzenia sierżanta nadzorującego ich służbę.

Reklama

Później okazało się, że Lozano i Mitchell zignorowali wezwanie, ponieważ byli zajęci łapaniem stworków w Pokémon GO. Nagrała się ich rozmowa, w której jeden mężczyzna informuje drugiego, że w okolicy pojawił się właśnie Snorlax (rodzaj pokémona do złapania).

Sąd podtrzymał decyzję o zwolnieniu

Choć do opisanych wyżej zdarzeń doszło w 2017 roku, sprawa wciąż się toczyła. Lozano i Mitchell starali się odzyskać pracę, ale według informacji opublikowanej na rządowej stronie na początku stycznia sąd apelacyjny podtrzymał decyzję sądu niższej instancji o tym, że zwolnienie funkcjonariuszy było uzasadnione i zgodne z prawem. Policjanci zostali nagrani przez cyfrowy system wideo instalowanych w policyjnych pojazdach.

Wygląda na to, że Louis Lozano i Eric Mitchell w dalszym ciągu będą mogli koncentrować się na tym, co dla nich ważne, czyli na łapaniu cyfrowych stworków. Lepiej, aby ściganiem przestępców grasujących w Los Angeles zajął się kto inny.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy